Na rynkach ropy niepokój po nagłym odwołaniu Tillersona

14.03.2018 09:52

Na rynkach ropy niepokój po nagłym odwołaniu przez prezydenta USA Donalda Trumpa Rexa Tillersona ze stanowiska sekretarza stanu. Wśród inwestorów są obawy o potencjalny wzrost napięcia geopolitycznego - podają maklerzy.

rex tillerson, donald trump fot. East News

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - Biznes na Facebooku

Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na kwiecień na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 60,76 USD, po zwyżce o 5 centów.

Brent w dostawach na maj na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie tanieje o 5 centów do 64,59 USD za baryłkę.

Prezydent USA Donald Trump poinformował we wtorek na Twitterze o odwołaniu Rexa Tillersona ze stanowiska sekretarza stanu i powołaniu na tę funkcję dotychczasowego szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Mike'a Pompeo.

Prezydent wyjaśnił, że nie zgadzał się ze zdymisjonowanym Tillersonem w kluczowych sprawach, takich jak umowa nuklearna z Iranem, a z nominowanym na jego miejsce Mike'iem Pompeo "nadaje na tych samych falach".

Na rynkach paliw rośnie niepokój o to, że relacje USA z Iranem, który jest członkiem OPEC, mogą się pogorszyć.

Może dojść do wznowienia sankcji wobec tego bliskowschodniego producenta ropy, a to spowodowałoby spadek eksportu irańskiej ropy, ale też wzrosty cen surowca na globalnych rynkach paliw - oceniają analitycy Facts Global Energy i Royal Bank of Canada.

Gdyby doszło do wznowienia sankcji wobec Iranu eksport ropy z tego kraju mógłby spaść o kilkaset tysięcy baryłek dziennie.

- Zwolnienie Tillersona zdecydowanie podnosi geopolityczną premię za ryzyko na rynku ropy - uważa Will Yun, analityk rynku towarowego w Hyundai Futures Corp. w Seulu.

- Przetasowania w administracji Donalda Trumpa mogą potencjalnie podwyższyć ceny ropy - dodaje.

We wtorek ropa na NYMEX staniała o 65 centów do 60,71 USD za baryłkę, chociaż w trakcie sesji drożała o 61 centów.

Złoty może się jeszcze się osłabić, w centrum uwagi dane z USA

Środowy poranek przynosi stabilizację notowań złotego, po tym jak początek tygodnia na krajowym rynku walutowym upłynął pod znakiem jego osłabienia do euro, szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta, przy nieznacznym umocnieniu do tracącego dolara. O godzinie 08:26 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2088 zł, USD/PLN 3,3971 zł, CHF/PLN 3,5992 zł, a GBP/PLN 4,7443 zł.

Dziś złoty może jeszcze lekko się osłabić. Wszystko zależy od publikowanych po południu danych z USA. O godzinie 13:30 zostaną opublikowane amerykańskie raporty nt. inflacji producenckiej (prognoza: 2,8 proc. R/R) i sprzedaży detalicznej (prognoza: 0,3 proc. M/M) w lutym. Wyższe od oczekiwań odczyty nie tylko w sposób bezpośredni wzmocnią dolara, co miałoby negatywne konsekwencje dla złotego, ale również przypomną o przyszłotygodniowym posiedzeniu Fed. Przypomną o tym, że praktycznie przesądzona marcowa podwyżka stóp procentowych w USA o 25 punktów bazowych (stopa funduszy federalnych wzrośnie wówczas do 1,50-1,75 proc. i będzie wyższa niż stopa referencyjna w Polsce), będzie jedną z czterech oczekiwanych przez rynek podwyżek stóp, a na koniec 2018 roku główna stopa powinna wzrosnąć do 2,25-2,50 proc.

Dziś oprócz danych z USA, potencjalny wpływ na notowania złotego, mogą jeszcze mieć liczne przedpołudniowe wystąpienia przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego (ECB). W tym zaplanowane na godz. 09:00 wystąpienie Mario Draghiego. Szczególnie, jeżeli ich wydźwięk będzie lekko jastrzębi, co razem z działaniami Fedu, będzie kontrastowało z mocno gołębią polityką uprawianą przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Zwłaszcza, z ostatnimi sugestiami prezesa Glapińskiego, że rekordowo niskie stopy procentowe w Polsce mogłyby pozostać nawet do 2020 roku.

Obecnie właśnie różna ścieżka jaką obrała RPP w odniesieniu do innych czołowych banków centralnych w największym stopniu tworzy podażową presję na złotego. Nie jest to wprawdzie jednoznaczne z prawdopodobieństwem jego gwałtownej wyprzedaży, gdyż świetne wyniki polskiej gospodarki, a także mimo wszystko wciąż relatywnie dobre nastroje na rynkach globalnych, tworzą skuteczną przeciwwagę. Nie mniej jednak jest spora szansa na wzrost EUR/PLN w kierunku 4,25 zł, a USD/PLN do 3,45 zł w najbliższych tygodniach.

W środę od początku do końca notowań złoty pozostanie pod głównym wpływem czynników globalnych. Poczynając od wspomnianych danych z USA, przez wystąpienia przedstawicie ECB i nastroje na światowych giełdach, a na sytuacji na rynku długu kończąc. Od czwartku natomiast większego znaczenia nabierze czynnik krajowy. Tego dnia zostaną opublikowane lutowe dane o inflacji konsumenckiej w Polsce, a w piątek dane o inflacji bazowej, bilansie płatniczym oraz przeciętnym zatrudnieniu i płacach w firmach.

Na giełdach w zachodniej Europie niewielkie wzrosty

Giełdy w zachodniej Europie na razie niewielkimi wzrostami rozpoczynają środową sesję, po ostatnich zmianach w administracji prezydenta USA Donalda Trumpa. Poprawę nastrojów zapewniły dobre dane makro z Chin - podają maklerzy.

Prezydent USA Donald Trump poinformował we wtorek na Twitterze o odwołaniu Rexa Tillersona ze stanowiska sekretarza stanu i powołaniu na tę funkcję dotychczasowego szefa Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Mike'a Pompeo.

Prezydent wyjaśnił, że nie zgadzał się ze zdymisjonowanym Tillersonem w kluczowych sprawach, takich jak umowa nuklearna z Iranem, a z nominowanym na jego miejsce Mike'iem Pompeo "nadaje na tych samych falach".

Wśród graczy rynkowych nie słabną jednak obawy, że zmiana w Białym Domu może spowodować zajęcie przez USA twardszego stanowiska dotyczącego handlu, po tym jak w ubiegłym tygodniu prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie o cłach na aluminium i stal.

Analitycy wskazują, że po zdymisjonowaniu Tillersona rynki bardzo szybko przeniosły swoje obawy z inflacji w USA na niepewność polityczną związaną ze zmianami w Białym Domu.

- Rynki wkrótce przyzwyczają się do działania w chaosie - ocenia Nader Naeimi, ekonomista AMP Capital Investors.

Z kolei Edward Lim z Covenant Capital wskazuje, że większość obaw ekonomistów związanych z rządami Donalda Trumpa właśnie się ziszcza.

Inwestorzy poznali tymczasem dobre dane makro z Chin za pierwsze 2 miesiące 2018 r. Produkcja przemysłowa wzrosła w lutym o 7,2 proc. rdr YTD. Analitycy spodziewali się wzrostu o 6,2 proc. Inwestycje wzrosły zaś rdr YTD o 7,9 proc. wobec szacunków +7,0 proc.

Dzięki tym wskaźnikom w środę zyskują walory spółek wydobywczych i metale przemysłowe.

O 11.00 w strefie euro zostanie podana informacja o produkcji przemysłu w styczniu, a o 13.30 dane o sprzedaży detalicznej i wskaźnik PPI w USA w lutym.

Od 9.00 trwa wystąpienie prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi'ego na uniwersytecie Goethego we Frankfurcie.

Prezes EBC stwierdził, że dostosowanie (regulacja) polityki monetarnej EBC pozostanie przewidywalne i będzie przebiegać w określonym tempie, które jest najbardziej odpowiednie dla konwergencji inflacji.

- Obecnie średniookresowa inflacja zbliża się do naszego celu, a my jesteśmy bardziej pewni niż w przeszłości, że dojdzie do takiej konwergencji - powiedział.

- Ale wciąż musimy zobaczyć kolejne dowody na to, że dynamika inflacji zmierza we właściwym kierunku. A zatem polityka pieniężna pozostanie "cierpliwa", trwała i rozważna - dodał Draghi.

- Istnieje bardzo wyraźny warunek, abyśmy zakończyli zakupy aktywów netto; musimy dostrzec ciągłą korektę ścieżki inflacji w kierunku naszego celu - wskazał.

Dodał, że istnieją dwa ryzyka: pierwsze związane z otoczeniem globalnym, a w szczególności z możliwymi efektami posunięć handlowych ogłoszonych przez administrację USA. Drugie ryzyko odnosi się do zmian na rynkach walutowych i szerszych rynkach finansowych.

Draghi wskazał, że euro zyskało na wartości od początku ubiegłego roku, a według analizy EBC ostatnio napędzają je czynniki egzogeniczne - to znaczy zakupy euro, których nie da się wytłumaczyć wyłącznie ekspansją gospodarczą. Dodał, że to sprawa, którą EBC musi uważnie monitorować.

Marcin Kiepas/ISBnews/PAP Biznes/OP

Oceń