Ceny mięsa mogą wzrosnąć

21.11.2018 10:58

Jeśli Polska wprowadzi zakaz stosowania soi GMO bez znalezienia stosownej alternatywy, nasza przewaga konkurencyjna np. w produkcji drobiu mocno stopnieje. Ceny mięsa - tylko z powodu zamiany śruty sojowej- będą musiały wzrosnąć ok. 10-12 proc. - uważa dyrektor generalny firmy De Heus Adam Zaleski.

mieso fot. José Ignacio Pompé on Unsplash

We wtorek na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o pasza. Przesuwa on dwa lata termin wejścia w życie zakazu o karmieniu zwierząt paszami GMO. Oznacza to, że nie będzie można dodawać do pasz importowanej śruty sojowej, która jest w 95 proc. modyfikowana genetycznie. Zakaz stosowania pasz GMO został wpisany do ustawy o paszach w 2006 r.

Zaleski zauważył, że Polska produkuje już ponad 3 mln ton mięsa drobiowego, z czego 47 proc. stanowi eksport, głownie do krajów Unii Europejskiej. Dlatego w obecnej sytuacji nie możemy mówić o wymiarze polskiego rynku, tylko europejskiego. "Aktualnie Polska sprzedaje drób po dobrych cenach, poza tym dba o standardy i bezpieczeństwo w całym łańcuchu produkcyjnym, dlatego może wyeksportować tak dużo tego mięsa - mówił.

Zdaniem eksperta, zakaz stosowania pasz GMO wpłynie na koszty produkcji, a przewaga cenowa znacząco zmaleje. Dodatkowo, trzeba wziąć pod uwagę inne uwarunkowania rynkowe, takie jak np. wzrost kosztów pracy czy energii w naszym kraju.

Według Zaleskiego, dyrektora De Heus globalnej firmy produkującej pasze, obecnie istnieje kilka surowców, które mogą stanowić alternatywę dla śruty sojowej GMO. Pierwsza to śruta sojowa non GMO, która stanowi ok. 5 proc. światowej produkcji śruty sojowej. Kolejne to śruta rzepakowa i słonecznikowa, rośliny bobowate (dawniej strączkowe bobik, groch i łubin itp). Coraz częściej mówi się także o wykorzystaniu białka produkowanego z owadów. Jednak wszystkie te surowce będą droższe od śruty sojowej GMO. "To zaś oznacza pogorszenie efektywności i opłacalności produkcji, co w konsekwencji może doprowadzić do upadku wielu ferm i uzależnienia naszego kraju od importu żywności pochodzenia zwierzęcego" - dowodził.

W jego opinii, rezygnacja ze śruty sojowej GMO doprowadzi do utraty przewagi konkurencyjnej. Bowiem pasza stanowi ok. 65-70 proc. w kosztach produkcji drobiu (broilery kurze i indyki).

"Po za tym, nie ma dowodów, że pasze GMO szkodzą zwierzętom, a w dalszej kolejności konsumentom. Istnieją badania, także polskie, które potwierdzają, że modyfikacje genetyczne z roślin nie przechodzą do organizmu zwierzęcego i są bezpieczne. Badania przeprowadzone przez naukowców z Instytutu Zootechniki Państwowego Instytutu Badawczego na zmodyfikowanych organizmach – poekstrakcyjnej śrucie sojowej oraz ziarnach kukurydzy MON - potwierdzają, że DNA zostaje niszczone w żołądku w procesie trawienia i nie jest przenoszone dalej, tym bardziej dlatego nie może wpływać negatywnie ani na zwierzęta, ani na ludzi, spożywających ich mięso - poinformował Zaleski.

Wyjaśnił, że genetycznie modyfikowane organizmy, to przede wszystkim rośliny, które po wszczepieniu części DNA innego organizmu nabywają nowych właściwości. Te nowe właściwości mogą być chociażby lecznicze. GMO jest bowiem bardzo szeroko wykorzystywane w medycynie, np. w produkcji insuliny.

"Stosowanie w żywieniu krów mlecznych materiałów paszowych genetycznie modyfikowanych nie ma więc wpływu również na jakość mleka i jego parametry. Także "spokojnie" możemy pić mleko i jeść mięso. Nie ma żadnych badań, które stwierdzałyby negatywny wpływ mięsa od zwierząt karmionych paszami z surowców genetycznie modyfikowanych" - podkreślił ekspert.

PAP/Anna Wysoczańska/OP

Oceń