Zamknij

Wyciek danych to codzienność. Eksperci: nie ma bezpiecznych miejsc

28.01.2020 09:43
Wyciek danych. Zgubione dokumenty a RODO. Co robić? Gdzie zgłaszać?
fot. Shutterstock/Lukasz Siekierski (ilustracyjne)

Zjawisko wycieku danych będzie się nasilać – ostrzegają eksperci. Wskazują, że najcenniejszą informacją, którą należy chronić, jest numer PESEL.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin  

W 2019 roku zasady RODO zlekceważyła cześć szpitali, operatorów komórkowych czy uczelni wyższych. To one były źródłem wycieku danych. „Nie ma dziś bezpiecznych miejsc, które gromadzą nasze dane” – wskazują eksperci.

Dla wielu osób utrata danych to dopiero pierwszy stopień do piekła. Po czasie dowiadują się, że muszą spłacać kredyt, który oszuści zaciągnęli na ich konto 

- przestrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl

Ekspert zwraca uwagę, że dane zostawiamy w każdym odwiedzonym miejscu: banku, urzędzie, w hotelu, czy w e-sklepie. Przypomina, że to numer PESEL jest najcenniejszą informacją – to nasze „drugie DNA” – podkreśla.

Zobacz także

Przekonanie, że bank czy szpital jest instytucją zaufania publicznego, a więc odpowiednio dba o zgromadzone dane, jest złudne. W dzisiejszej rzeczywistości zjawisko wycieków będzie przybierać na sile. Wpływ na to mają zarówno zawodne technologie, jak i pracownicy firm i instytucji, którzy nierzadko zapominają o zasadach bezpieczeństwa 

– zaznacza Drozd

Ubiegłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli ujawnił, że placówki publiczne często nie przestrzegają zasad ochrony danych osobowych. W ponad połowie skontrolowanych szpitali urzędnicy dopatrzyli się naruszeń. Nie obeszło się też bez donosu do UODO – wynika raportu NIK.

Zobacz także

Czego dopatrzyli się urzędnicy? Dokumentacja pacjentów umieszczona była niezamykanych szafkach lub na półkach. W niektórych szpitalach, dostęp do takich akt miały też osoby do tego nieupoważnione, w tym salowe i sanitariusze. W ocenie NIK szpitale nie potrafią też zagwarantować pacjentowi prywatności m.in. w momencie rejestracji.

Wpadkę w ubiegłym roku zaliczyła m.in. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Sprawa dotyczyła kradzieży laptopa należącego do jednego z pracowników uczelni. Na dysku tego komputera znajdowały się dane osobowe przetwarzane w trakcie postępowań rekrutacyjnych. Na sprawę zareagowali sami poszkodowani, czyli studenci, których dane mogły wpaść w ręce oszustów. Interweniował też Urząd Ochrony Danych Osobowych.

Zobacz także

- Nie trzeba zgubić dowodu osobistego, aby odczuć bolesne skutki utraty tożsamości. Wyplątanie się z matni, jaka powstaje, gdy bank czy telekom upomina się o spłatę rat z kredytu, którego nie wzięliśmy, jest bardzo trudne - zaznacza ekspert.

Na problem zwraca uwagę także Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego, która informuje, że co dwie godziny ktoś próbuje wyłudzić kredyt na cudze nazwisko. Tylko w ciągu jednego dnia dochodzi do 13 prób wyłudzeń środków na cudze nazwisko, a średnia wartość pojedynczej próby kradzieży wynosi ponad 28 tysięcy złotych – informuje fundacja.

Zobacz także

Jak nie dać się oszustom? Eksperci apelują o dyskrecję przy ustnym przekazywaniu naszych danych. Przypominają, by nie upubliczniać ich w sieci. Co zrobić w przypadku kradzieży lub zgubienia dokumentów?

- Wiele osób w momencie, gdy orientuje się, że stracili dokumenty błędnie kieruje swoje pierwsze kroki na policję. Tymczasem kluczowe pozostaje powiadomienie o tym fakcie banku, gdyż liczy się każda chwila, aby wyprzedzić działanie oszusta. Zastrzec dokumenty możemy na wiele sposobów –osobiście w placówkach banku, telefonicznie lub poprzez bankowość elektroniczną, jeśli nasz bank udostępnia taką opcję. Wystarczy, że brak dokumentu zgłosimy w jednym banku, a ten przekaże taką informację do centralnej bazy danych, do której mają dostęp banki, firmy telekomunikacyjne oraz wiele innych instytucji  –radzi Agnieszka Wachnicka z FRRF.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego