Zamknij

ZUS chce wycofać najniższe emerytury. Za dużo kosztują

19.02.2021 14:08
emerytka licząca pieniądze
fot. Marek BAZAK/East News

ZUS nie ma pieniędzy na wypłatę świadczeń, szuka więc sposobów na oszczędności. Szefowa Zakładu, prof. Gertruda Uścińska, „nieporozumieniem” uważa wypłacanie najniższych emerytur. Chce zmian w prawie, żeby uciec od tego obowiązku.

Emerytury w Polsce są zbyt niskie, przyznają to nawet rządzący. Sposobem na poprawienie sytuacji finansowej seniorów mają być 13. i 14. świadczenia, wypłacane dodatkowo w trakcie roku. To ratunek przede wszystkim dla  niemal 350 000 emerytów, którzy otrzymują emeryturę niższą niż minimalna. Jej kwota w 2021 roku ma wynieść około 1250 zł.

Najniższa emerytura wypłacana w Polsce wynosi 3 grosze. ZUS chce świadczeń o takiej i podobnej wysokości się pozbyć, motywując to wysokimi kosztami obsługi takiego świadczenia. Przy okazji może pozbawić Polaków pracujących na „śmieciówkach” szansy na otrzymywanie jakiegokolwiek świadczenia na starość.

ZUS chce przestać wypłacać najniższe emerytury. Pracujący na „śmieciówkach” bez szans na świadczenie?

ZUS z punktu widzenia budżetu kraju to dziura bez dna. System emerytalny, ze względu na starzenie się społeczeństwa oraz duży udział umów cywilnoprawnych zastępujących umowy o pracę, jest niewydolny. A sytuacja będzie tylko coraz gorsza.

Zakład przyznał, że do 2025 roku na wypłaty świadczeń zabraknie mu 500 mld zł. Częściowym rozwiązaniem narastającego problemu ma być według szefowej ZUS prof. Gertrudy Uścińskiej zrezygnowanie z przyznawania najniższych świadczeń.

Trzygroszowa emerytura, najprawdopodobniej pokłosie wpłacenia tylko jednej składki, kosztuje ZUS 150 zł miesięcznie z powodu kosztów obsługi konta beneficjenta oraz dodatkowo 7,5 zł opłaty za przelew. Zakład chce się więc od takich świadczeń uwolnić.

To jest rozwiązanie błędne, aby jedna składka otwierała prawo do emerytury, jeśli osiągnie się odpowiedni wiek. Powinno się ustanowić pewien staż pracy, tak jak to jest w krajach UE. Może to być 5, 10, czy 15 lat, bądź powinna być to kwestia uzbierania jakiegoś minimalnego kapitału emerytalnego.

prof. Gertruda Uścińska

W ciągu najbliższej dekady liczba osób otrzymujących świadczenie niższe od emerytury minimalnej ma wzrosnąć dwukrotnie, do około 640 000. Pozbawienie chociaż części z nich prawa do pobierania świadczeń oznaczać będzie ogromne oszczędności. W 2011 roku emerytura niższa niż minimalna przysługiwała 23,9 tys. Polaków. Skąd bierze się tak duża rozbieżność między najniższymi a najwyższymi świadczeniami?

Duża część osób, których świadczenia wyliczane są na niższe niż emerytura minimalna, jest ofiarą systemu. Nawet państwowe spółki i urzędy zatrudniały na „śmieciówkach”, zmniejszając tym samym koszt utrzymania pracownika kosztem jego przyszłej emerytury. Państwo stworzyło więc problem, który może zostać rozwiązany przez zabranie części tak pracujących Polaków prawa do świadczenia emerytalnego.

ZUS wskazywał na problemy z najniższymi emeryturami już w 2016 roku. Zakład proponował wtedy, żeby prawo do otrzymywania świadczeń przysługiwało tylko pracownikom, którzy będą odprowadzać składki przez minimum 5 lat, będą mieć wyliczone świadczenie wyższe niż 1/3 minimalnej emerytury bądź spełnią kryterium odpowiednio długiego stażu pracy.

Jeśli propozycje ZUS zostaną wcielone w życie, zaufanie do państwa spadnie najprawdopodobniej jeszcze bardziej. Polacy pracujący w systemie stworzonym przez kolejne rządy i wywiązujący się gdy tylko mogli z obowiązku płacenia składek mogą bowiem usłyszeć, że mimo tego żadne świadczenie im się na starość nie należy.

RadioZET.pl/Business Insider Polska