Po wyroku TSUE. Co mogą zrobić frankowicze?

08.10.2019 07:47
Co mogą zrobić frankowicze po wyroku TSUE?
fot. Shutterstock/FetViewRoom (ilustracyjne)

Czy po głośnym wyroku unijnego trybunału sądy zostaną zasypane pozwami? Kredytobiorcy mają kilka możności, by dochodzić swoich praw przed sądem. Wyjaśniamy, co zmienia wyrok TSUE i jak zrobić pierwszy krok, by odzyskać pieniądze.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin  

Orzeczenie unijnego trybunału dało frankowiczom zielone światło, by móc zaskarżyć wadliwie skonstruowane umowy z bankiem. Te zawierały klauzule abuzywne, czyli niedozwolone. TSUE orzekł, że sądy krajowe zajmujące się sprawami frankowymi nie mogą dowolnie uzupełnić luki po wyeliminowaniu z umowy takiego niedozwolonego zapisu. Sąd nie może orzec również, że umowa ma dalej obowiązywać, zostawiając tę decyzję konsumentowi. Wyjaśniamy, jakie zastrzeżenie miał unijny trybunał i jak orzeczenie TSUE wpłynie na sytuację frankowiczów.

Zobacz także

Co to jest klauzula indeksacyjna?

- Indeksacja polega na tym, że wartość kredytu przeliczamy na określoną ilość pieniędzy w walucie obcej. Innymi słowy, wartość otrzymanych pieniędzy w złotówkach przeliczamy na inną walutę, której kurs teoretycznie powinien ustalać bank w porozumieniu z klientem. W przypadku kredytów indeksowanych problem polega na tym, że kurs zaindeksowania wartości kredytu ustalany był w oparciu o kurs kupna waluty. Ten był ustalany samodzielnie przez bank, nie był kontrolowany przez kredytobiorcę i nie podlegał negocjacjom. W wielu przypadkach zdarzało się, że ustalony przez bank kurs waluty nie miał odniesienia do kursu średniego NBP – mówi adwokat Patryk Kruczek, Kancelaria adwokacka KPR Kruczek Adwokat Patryk Kruczek w Krakowie.

Zobacz także

Do tego mechanizmu w swoim orzeczeniu odniósł się unijny sąd. Jak stwierdził, wadliwie skonstruowana klauzula indeksacyjna daje bankom przewagę nad klientami.

- TSUE ujawnił, że banki są uprzywilejowane względem klienta pod względem informacyjnym i narzucania klientowi warunków umowy. Banki najlepiej wiedziały o ryzyku kursowym, o czym nie informowały konsumentów. W zależności od wystąpienia w umowie kredytowej klauzul abuzywnych, sąd zdecyduje o unieważnieniu umowy lub przeliczeniu kredytu na złotówki – jeśli taka będzie wola kredytobiorcy – mówi adwokat Adam Pietrak z kancelarii Vindigo.

Jak teraz działa mechanizm indeksacyjny?

- Zgodnie z prawem bankowym, banki ustalając kurs muszą mieć na uwadze średni kurs waluty określany przez NBP. Kurs odniesiony jest do miernika ustalonego przez strony. 10 lat temu, banki niesłusznie same przeliczały, po jakim kursie będą przeliczać wartość kredytu, dziś takiej możliwości nie ma. W umowie musi być określony obiektywny przelicznik, czego zabrakło w dokumentach sprzed 10 lat. Wówczas często w umowach to zarząd banku jednostronnie ustalał kurs sprzedażny i kurs kupna waluty – dodaje Adam Pietrak.

Zobacz także

Co może zrobić kredytobiorca?

Zgodnie z wyrokiem TSUE, klient banku ma wolną rękę jeśli chodzi o dalszy los umowy. Jak podkreślają eksperci, decyzja o tym, czego będziemy żądać od banku musi być poprzedzona kalkulacją. Jakie są możliwości?

  •  „Odfrankowienie” umowy, czyli przeliczenie wartości kredytu na złotówki jest jedną z możliwości. Chodzi o przewalutowanie tej części kredytu, która została do spłacenia. Odpowiednie ustalenie kursu waluty, po którym odbędzie się „odfrankowienie” pozwoli kredytobiorcom zaoszczędzić.
  •  Unieważnienie umowy polega na jej rozliczeniu między bankiem a klientem – tłumaczy Adam Pietrak z kancelarii Vindigo. Bank zobowiązuje się do zwrotu wszystkich rat wpłaconych przez konsumenta, a kredytobiorca zwraca całą kwotę, którą pobrał w dniu uruchomienia kredytu. Dziś kwoty kredytów są w 80-90 procentach spłacone, do zwrotu nie ma zatem wielkich kwot, co jest na rękę kredytobiorcom.
  • Jest trzecia opcja, czyli przedawnienie. Roszczenie banku przedawnia się po upływie trzech lat od wypłaty środków, co oznacza, że bank nie mógłby dochodzić swoich pieniędzy. Inaczej jest z kredytobiorcami, u których okres przedawnienia wynosi 10 lat. To najkorzystniejsza, lecz nie zawsze możliwa opcja. W najlepszym wypadku, bank zwróci pieniądze kredytobiorcy, zaś klient nie będzie musiał nic zwracać – adwokat tłumaczy Adam Pietrak.

Zobacz także

Jak się przygotować?

Jak zaznacza adwokat Patryk Kruczek, zanim wstąpimy na ścieżkę sądową warto złożyć reklamację w banku. Niezbędne jest skompletowanie pełnej dokumentacji: umowy kredytowej czy aneksów do umowy. Kluczowa jest też historia spłaty kredytu, co także jest istotne przy ustalaniu kwoty, którą możemy zażądać od banku. Tylko analiza kompletnej historii spłaty kredytu daje obraz tego, o jaką kwotę możemy walczyć w sądzie – tłumaczy ekspert.

Ile to kosztuje?

Jak szacują prawnicy, obsługa prawna kredytobiorcy może pochłonąć nawet kilkatysięcy złotych.

Zobacz także

- Kancelarie stosują różne sposoby przeliczenia należności od klienta. Często jest to ryczałt, czyli dana kwota z góry ustalona, często klient płaci też od wygranej sprawy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że postępowanie frankowe związane jest z ogromem pracy kancelarii. Zawsze koszt postępowania zależny jest od jego celu, wartości sporu. Trzeba liczyć się z kosztami nie mniejszymi niż kilka tysięcy złotych – mówi Patryk Kruczek.

Zobacz także

Adwokat Adam Pietrak wylicza, co składa się na koszt procesu. Jak mówi, to nie tylko wynagrodzenie dla kancelarii, ale też opłaty sądowe, sam wpis kosztuje 1000 złotych. Zwraca też uwagę, że na rynku już teraz pojawiają się firmy, które oferują obsługę prawną kredytobiorców.

- Warto sprawdzić, jak długo dana kancelaria specjalizuje się w sprawach frankowych. Jestem pewien, że w najbliższym czasie nastąpi wysyp firm, które będą proponowały obsługę prawną przy kredytach frankowych, a także kancelarii, które o kwestie kredytowe poszerzą swoja ofertę. To nie są proste sprawy. Z doświadczenia wiem, że pozew w podobnych sprawach ma nawet 150 stron. Do tego dochodzą odpowiedzi na pozwy, powołanie świadków czy formułowanie tez dowodowych. W mojej ocenie należy unikać firm niebędącymi kancelariami. Te nastawione są zwykle wyłącznie na zysk, a często takim pracownikom brakuje kwalifikacji” – ostrzega adwokat Adam Pietrak.

Zobacz także

Jak zaznaczają eksperci, nie należy oczekiwać lawiny pozwów w sądach. Do tej pory niewielki procent kredytobiorców frankowych zdecydował się pozwać bank i trend ten raczej się nie zmieni – prognozuje adwokat Patryk Kruczek. Dodał też, że przez ostatnie lata sytuacja kredytobiorców zmieniała się. „Część kredytobiorców się rozwiodła, część wyjachała”, co jak mówi utrudnia walkę o sprawiedliwy kredyt w sądzie. Wyrok TSUE może jednak zmobilizować frankowiczów, a sprawy sądowe nie będą ciągnęły się latami – dodaje adwokat.

- Warstwa dowodowa przy sprawach frankowych nie jest aż tak rozbudowana, by postępowanie ciągnęło się latami. Kredytobiorcy mają możliwość skierowania pozwu do sądu wg. właściwości ich miejsca zamieszkania lub siedziby pozwanej instytucji finansowej – najczęściej jest to Sąd w Warszawie. Mam nadzieję, że wyrok TSUE ośmieli kredytobiorców, by dochodzić roszczeń także w lokalnych sądach – stwierdza Patryk Kruczek.

Zobacz także

RadioZET.pl