Wybory 2019. Ile kosztują obietnice głównych partii?

09.10.2019 19:39
Wybory 2019. Programy partii. Ile kosztują obietnice PiS, Lewicy, KO, PSL i Konfederacji?
fot. Zbyszek Kaczmarek/REPORTER/East News (ilustracyjne)

Najbardziej kosztowne dla państwa są propozycje wyborcze Konfederacji - podała "Rzeczpospolita". Z kolei PiS zamierza przenieść koszty swoich propozycji nie tylko na administrację, ale np. na przedsiębiorców w przypadku podniesienie płacy minimalnej.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Wybory parlamentarne, która zaplanowano na 13 października, zostały poprzedzone hojnymi obietnicami wszystkich partii. Jednak ile kosztują pomysły polityków, aby przekonać do siebie Polaków?

Konfederacja chce najbardziej obciążyć budżet

Według "Rzeczpospolitej", najdalej poszła w tym Konfederacja. Sojusz środowisk narodowych i skrajnie prawicowych obiecał likwidację podatku PIT (koszt ok. 110 mld zł), składek na ZUS (ok. 182 mld zł) i akcyzy na paliwo (ok. 33 mld zł).

W sumie - państwo straciłoby na realizacji tych postulatów około 300 mld zł - czyli jednej trzeciej swoich dochodów.

Zobacz także

- Program tego ugrupowania jest poza jakąkolwiek skalą oceny (...) Ale tak naprawdę żadna z partii nie przedstawia wiarygodnego źródła finansowania swoich propozycji. Możemy więc uznać, że politycy domyślnie zakładają ograniczenie innych wydatków niż te obiecane bądź podnoszenie podatków - skomentował Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR, cytowany przez "Rz".

Skąd KO weźmie pieniądze na swoje obietnice?

Kosztowne są również propozycje Koalicji Obywatelskiej. Przede wszystkim program "Niższe podatki, wyższa płaca", którego obciążenie dla budżetu państwa może wynieść 30 mld zł. 

Andrzej Rzońca, główny ekonomista KO, wskazał trzy główne źródła finansowania programu: oszczędności budżetowe np. obcięcie wydatków TVP (6 mld zł), wzrost zaniedbanych dochodów państwa, jak dywidendy oraz ogólny wzrost gospodarczy.

Zobacz także

Jego długofalowe tempo wynosi obecnie około 3 procent, co zapewnia wzrost dochodów państwa w trakcie jednej kadencji parlamentu o około 90 miliardów złotych. Przyspieszenie wzrostu o 1 punkt procentowy zwiększyłoby to o 30 miliardów złotych w ciągu czterech lat

Andrzej Rzońca

Lewica chce zrezygnować z niezaplanowanych wydatków

W przypadku PSL najbardziej kosztowną obietnicą jest wprowadzenie emerytury bez podatku PIT (ok. 28 mld zł). Z kolei autorski program "Własny kąt" - czyli dopłata 50 tys. zł dla młodych rodzin do kredytu na pierwsze mieszkanie - to szacunkowy koszt 5 mld zł. 

Natomiast Lewica swoje propozycje wyceniła na 62,7 mld zł. Najwięcej z tej puli ma kosztować minimalna emerytura w wysokości 1600 zł dla wszystkich seniorów - bez względu na staż pracy (13 mld zł).

Na dodatkowych dochodach i oszczędnościach z budżetu w sumie na ok. 63,7 mld zł Lewica planuje sfinansować swoje obietnice. W tym po ok. 17 mld zł rocznie na wycofaniu się z zakupu myśliwców wielozadaniowych F-35. Jednak w przyszłorocznym budżecie państwa nie są zapisane takie wydatki.

Zobacz także

PiS liczy na koniunkturę gospodarczą 

PiS zamierza rozłożyć koszty swoich obietnic na innych - wskazała "Rz". Na przykład za podniesienie płacy minimalnej do poziomu 4 tys. zł brutto w 2023 zapłacą przede wszystkim przedsiębiorcy (koszt dla państwa ok. 12 mld zł).

Zdaniem ekspertów Business Center Club (BCC) pracodawcy będę musieli w ciągu 4 lat przeznaczyć na minimalne płace o 47 mld zł więcej, niż wynikało z dotychczasowego ustawowego tempa. Najkosztowniejsza w programie partii rządzącej jest obietnica 13. i 14. emerytury - około 17 mld zł.

Warto pamiętać o innych obciążeniach dla budżetu, jakie rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził przed kampanią wyborczą - jak 500 plus bez kryterium dochodowego (20 mld zł) czy zmniejszenie stawki podatku PIT z 18 na 17 proc. (12 mld zł).

Skąd PiS zamierza wziąć na te programy pieniądze? 

W roku 2019 i 2020 będziemy mieć jeden z najszybszych wzrostów. Według Komisji Europejskiej jesteśmy państwem najszybciej domykającym lukę podatkową. Jako pierwsi podnieśliśmy temat raju podatkowego. Dziś cała UE mówi naszym językiem: raje podatkowe są złe. I bardzo dobrze, bo my na nich bardzo dużo tracimy podkreślił premier Morawiecki podczas Kongresu 590 w Jasionce (woj. podkarpackie).

Zobacz także

RadioZET.pl/Rzeczpospolita