Budowa II linii metra jest zagrożona?

Olga Papiernik
04.10.2018 10:42
metro
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Budowa II linii warszawskiego metra jest zagrożona - powiedział w środę kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy Patryk Jaki. Według niego, jedna z firm z którą ratusz podpisał umowę na realizację tej inwestycji ogłosiła upadłość. Zdaniem ratusza, budowa metra nie jest zagrożona.

W piątek prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i Kemal Guleryuz, prezes firmy Gulermak podpisali umowę na wybudowanie ostatniego odcinka II linii metra w prawobrzeżnej części stolicy. Jak zapewniali przedstawiciele miasta i wykonawcy, inwestycja zakończy się za trzy lata.

W środę włoskie media podały, że jedna z firm wchodzących w skład konsorcjum Gulermak - firma Astaldi, która ma brać udział w budowie stołecznego metra - znalazła się na skraju bankructwa. To miało być przyczyną zerwania przez firmę dwóch kontaktów kolejowych dla PKP PLK - przebudowy odcinków linii kolejowych nr 7 i E59.

Zobacz także

- W Warszawie jest zagrożona budowa metra. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz kilka dni temu podpisywała umowę na dokończenie II linii metra, miedzy innymi z firmą, która - jak się okazuje dzisiaj, jest w stanie bankructwa - oświadczył Jaki podczas konferencji prasowej. - Kto za to odpowiada? Czy ktoś w ogóle sprawdza jakie dokumenty podpisuje? - pytał.

Według Jakiego, jeżeli PO nadal będzie rządziła Warszawą, to budowa metra będzie ciągnęła się bardzo długo. Dlatego w jego ocenie ważne jest, by odsunąć obecną prezydent od władzy. Zadeklarował, że jeśli wygra jesienne wybory, będzie budował metro kilka razy szybciej. - Wolniej się już nie da - zaznaczył.

Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska mówiła we wtorek, że prace przy budowie metra, które wykonuje konsorcjum firm Gulermak i Astaldi, nie są zagrożone. - Nie ma żadnego zagrożenia dla naszych inwestycji, są realizowane zgodnie z planem - zadeklarowała. Dodała jednak, że - w związku z zaistniałą sytuacją, firma Astaldi została poproszona o szereg dokumentów, żebyśmy byli pewni, że nasz kontrakt nie jest zagrożony.

Przedstawiciel firmy Astaldi Francesco Paolo Scaglione informował z kolei, że nie jest prowadzona żadna procedura upadłościowa firmy i nie ma przesłanek, żeby mogło się to wydarzyć w przyszłości. Wyjaśnił, że firma miała problemy pod koniec zeszłego roku ze względu na - zaległe od Wenezueli 400 mln euro. Dodał, że od początku tego roku w Astaldi wdrożono plan wzmocnienia firmy, który przewidywał m.in. sprzedaż koncesji na inne budowy oraz zwiększenie kapitału zakładowego, sfinansowanego po części przez rodzinę Astaldi, a także przez nowego udziałowca - japońską firmę IHI Corporation. Zaznaczył również, że firma ma wsparcie banków. - Banki są zainteresowane restrukturyzacją i utrzymaniem Astaldi, ponieważ są głównymi wierzycielami - podkreślił Scaglione.

PKP PLK: wypłata zaległości dla podwykonawców Astaldi rozpocznie się w czwartek

Pierwsze wypłaty zaległości dla podwykonawców pracujących dla Astaldi na kontrakcie kolejowym Warszawa - Lublin rozpoczną się w czwartek - poinformował w środę członek zarządu PKP PLK Arnold Bresch. Dodał, że na początek wypłaconych ma być 15 mln zł.

Chcemy uregulować zaległości Astaldi wobec podwykonawców i doprowadzić do ich szybkiej wypłaty. W czwartek pierwszym pięciu podwykonawcom, którzy złożyli już odpowiednie dokumenty, wypłacimy 15 mln zł - powiedział Bresch na środowej konferencji prasowej.

Zapewnił jednocześnie, że PKP PLK doprowadza do wypłaty wszystkich zaległości.

Od pewnego czasu pracowaliśmy nad wypracowaniem formuły, która pozwoli na regulowanie płatności dla podwykonawców. Firma Astaldi od czerwca tego roku nie wystawiła żadnej faktury na kontrakcie Warszawa - Lublin i na tym kontrakcie zaległości sięgają 45 mln zł. Podjęliśmy działania, które umożliwia bezpośrednią płatność dla podwykonawców - stwierdził Bresch.

Dodał, że w środę odbyło się spotkanie z podwykonawcami, podczas którego PKP PLK przedstawiło procedurę wypłaty zaległości i w jaki sposób firmy będą musiały udokumentować swoje należności. Kolejne spotkanie z podwykonawcami odbędzie się 15 października w Lublinie.

Obecny na konferencji wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel stwierdził, że dzięki dialogowi z podwykonawcami problem zaległości zostanie szybko rozwiązany. Dodał, że resort nie ma żadnych informacji dotyczących ewentualnego protestu podwykonawców.

Na Twitterze pojawiła się informacja o proteście, który ma się szykować. My nie mamy takiej informacji, w tym rozumieniu, że ze spotkania z podwykonawcami, które w środę odbyliśmy, taka groźba nie wyniknęła. Zostało złożone niepodpisane pismo w sekretariacie spółki, nie wiemy, kto jest jego autorem. Zakładamy, że jest to efekt, być może jakiegoś wcześniejszego nastawienia do tego co może zastać podwykonawców w PKP PLK. Wydaje się że to spotkanie rozwiało pewne niepokoje, które mogły się gromadzić - powiedział Bittel.

Wiceminister poinformował, że resort i PKP PLK oczekuje, że firma Astaldi powróci do realizacji kontraktu. - W środę i czwartek czekamy na powrót firmy Astaldi do realizacji kontraktu. Jeśli firma nie wróci to będziemy podejmowali następne kroki - powiedział.

- Astaldi złożyło pismo z informacją, że wygasła umowa. Wygaśnięcie zobowiązań umowy może wyłącznie stwierdzić sąd, w określonych okolicznościach. Nie można jednostronnie wygasić umowy. Takiej formuły polskie prawo nie zna, włoskie chyba też nie - dodał Bittel.

Bresch poinformował, że na razie opóźnienia na odcinku lubelskim sięgają pół roku.

Bresch powiedział też, że na innym kontrakcie kolejowym, który realizuje Astaldi, czyli na linii poznańskiej, zaległości wobec podwykonawców wyniosły 10 mln zł, z czego 3 mln zł PKP PLK już wypłaciło.

PAP/Maciej Zubel/Łukasz Pawłowski/OP