Woda zamiast ryby, żurawina w oregano i groźne zabawki. UOKiK ostrzega

20.12.2019 15:04
UOKiK: woda zamiast ryby, żurawina w oregano i groźne zabawki
fot. Pixabay/PublicDomainArchive, Pixabay/VesaL

UOKiK zaapelował o czujność podczas świątecznych zakupów. Jak pokazały ostatnie kontrole, ponad połowa badanych próbek ryb mrożonych zawierała w większości wodę. Z kolei ponad 40 proc. sprawdzonych zabawek miało nieprawidłowości.  

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) przed Bożym Narodzeniem opublikował najnowsze wyniki kontroli, które mają ostrzec Polaków przed zbyt pochopnymi zakupami.

Zabawki, którymi dzieci mogą się udławić 

W przypadku 546 skontrolowanych sztuk nieprawidłowości dotyczyły 230 (42 proc.). Jak podało UOKiK, 15 z nich nie spełniało wymagań wyłącznie ze względu na niewłaściwe oznakowanie.

Zobacz także

Najwięcej zabawek (69) miało zbyt małe elementy, którymi dziecko może się udławić – wypadały one z grzechotek, odrywały się od pluszaków, 27 – zbyt wysoką zawartość ftalanów, które są używane do zmiękczania plastiku.

"Zauważyliśmy, że im tańsza zabawka, tym więcej zawierała ftalanów. Na przykład w piłce, która kosztowała około 5 złotych, było ich aż 50 procent. Może to wynikać z tego, że do jej produkcji użyto najtańszych materiałów, a do takich należą ftalany – aby zabawka z twardego plastiku była miękka, dodaje się te niebezpieczne, a zarazem najtańsze, zmiękczacze" - napisał w komunikacie UOKiK.

Kontrolerzy sprawdzili również slime’y, zwane też glutkami. To miękkie zabawki o konsystencji galaretki lub żelu, łatwe do ugniatania. Badano je pod kątem migracji boru – ten pierwiastek jest składnikiem boraksu i nadaje slime’owi elastyczność, ale nie może być go więcej niż 300 mg/kg. W przeciwnym razie może powodować mdłości, wymioty, pobudzenie i nawet zaburzenia układu nerwowego. 

Na 15 slime’ów aż w 13 ten poziom był zbyt duży. W jednym przypadku aż 24 razy większy niż limit – migracja boru wynosiła aż 7159 mg/kg.

UOKiK zaapelował również do rodziców, którzy samodzielnie przygotowują slime'y. "Uważaj - nie masz wtedy kontroli nad ilością boru. Niestety, przepisy z internetu zalecają, aby użyć składników, które zawierają bor, np. boraks, płyn do prania. Slime domowej roboty może również zawierać wysokie poziomy boru" - podkreślili urzędnicy.

Zobacz także

Klienci płacą za wodę, a nie rybę

Pracownicy laboratoriów UOKiK w czwartym kwartale tego roku sprawdzili również jakość ryb mrożonych oraz konserw i marynat rybnych.

Wynik? Na 80 próbek zastrzeżenia wzbudziło aż 45 (56 proc.).

Na przykład ryby mrożone glazurowane miały więcej glazury, niż wynikało z deklaracji – na 21 sprawdzonych pod tym kątem, negatywne wyniki miało 8. Na przykład zamiast 30 proc. – było jej aż 40 proc., w innym przypadku – zamiast deklarowanych 20 proc., było 36 proc.

Oznacza to, że konsument płaci za wodę, a nie za rybę.

Przepisy nie określają, ile może być glazury, ale musi o niej informować wywieszka, gdy ryby są sprzedawane na wagę lub pakowane. Zdaniem UOKiK, do zabezpieczenia mrożonej ryby wystarczy od 3 do 5 proc. glazury. Rozczarowaniem była też puszka tuńczyka w kawałkach, ponieważ zawierała bardzo drobne cząstki mięsa tej ryby ze zmieloną skórą i ośćmi.

Zobacz także

Oregano z żurawiną

UOKiK sprawdził także, co kryje się w popularnych przyprawach. Do badań laboratoryjnych trafiły: pieprz, szafran, oregano, papryka, chili, kurkuma i kmin rzymski. Łącznie zbadano 20 próbek, zastrzeżenia wzbudziło 9.

Przyprawy pobrali inspektorzy Inspekcji Handlowej w różnych sklepach – głównie pochodziły one z importu, sprzedawane były w oryginalnych opakowaniach z naklejoną etykietą w języku polskim.

Zobacz także

Najgorzej wypadło oregano, które okazało się mieszanką ziół z rozdrobnionymi fragmentami innych roślin np. liści porzeczki czy żurawiny. Pieprz czarny mielony zawierał rozdrobnione zdrewniałe łodyżki, a kmin rzymski był zanieczyszczony piaskiem.

Zdarzało się, że badane przyprawy miały również słaby aromat, były przesuszone, a to oznacza gorszą jakość. Pracownicy laboratoriów zbadali także szafran. Jest to bardzo droga przyprawa (100 g może kosztować nawet 2 tys. zł), a okazało się, że nie wszystkie próbki spełniły wymagania.

Znalazły się w nich również drobne włoski, może to świadczyć o zbyt małej staranności podczas ręcznych prac przy pozyskiwaniu szafranu. Dobrą wiadomością jest to, że szafran nie był fałszowany na przykład tańszym krokoszem barwierskim. Pobierz pełny raport z badania przypraw.

Zobacz także

RadioZET.pl/mat. prasowe