UOKiK ostrzega przed „zyskami” z wynajmu samochodów

13.11.2019 11:05
UOKiK ostrzega przed "zyskami" z wynajmu samochodów z firm Praebeo i Auto Rentier
fot. Syda Productions/Shutterstock (ilustracyjne)

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wszczął postępowanie przeciw firmom Praebeo i Auto Rentier z Warszawy. Sprzedają one klientom samochody, obiecując spłatę kredytu i zyski z wynajmu auta. Jednak dodatkowe pieniądze nie trafiają do klientów.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Praebeo i Auto Rentier – te firmy zdaniem kontrolerów z UOKiK miały stosować nieuczciwe praktyki.

– Firmy obiecują, że będą spłacać zaciągnięty przez klienta kredyt, ale już teraz mamy sygnały, że Praebeo po pewnym czasie przestaje przelewać pieniądze do banku. Tymczasem całe ryzyko spoczywa na konsumencie i to on zostanie z długiem – tłumaczył Marek Niechciał, prezes UOKiK, cytowany w komunikacie.

Zobacz także

Kredyt, kupno samochodu i wątpliwe zyski

Spółka Praebeo została zarejestrowana w czerwcu 2016 roku, a Auto Rentier – w listopadzie 2018 roku, przy czym Auto Rentier informuje na Facebooku, że jej dawna nazwa to Praebeo. 

UOKiK postawił pierwszej z firm cztery zarzuty, a drugiej – dwa.

Według urzędników firmy kuszą klientów, obiecując, że „pieniądze z wynajmu samochodu spłacają kredyt, a jednocześnie pozwalają zarobić miesięcznie 600 zł netto” czy „57600 zł wynagrodzenie w ciągu całej umowy”.

Mechanizm działania jest według UOKiK następujący: klient kupuje od Praebeo lub Auto Rentier samochód za ok. 70 tys. zł.

Przeważnie na kredyt, którego koszty sięgają dodatkowych 30-40 tys. zł. Spółka zobowiązuje się, że przez maksimum osiem lat będzie to auto wynajmować. Czynsz ma być przeznaczony na spłatę kredytu klienta, który oprócz tego ma dostawać jeszcze 600 zł miesięcznie albo 7200 zł rocznie.

Wszystkie formalności załatwia spółka – konsument nie ma wpływu na wybór auta ani banku. Kredyt zostaje jednak zaciągnięty na jego nazwisko i to on odpowiada za spłatę. Gdyby spółka przestała płacić raty, klientowi grozi nawet egzekucja komornicza.

Zobacz także

Zdaniem Urzędu obie firmy ograniczają swoją odpowiedzialność poprzez niską karę za bezprawne rozwiązanie przez nich umowy. 

– Praebeo i Auto Rentier całe ryzyko tej transakcji przerzuciły na konsumenta, który na początkowym etapie może nawet nie być tego świadomy. Spółki przewidziały dla siebie karę umowną za wcześniejsze rozwiązanie umowy, która wynosi zaledwie 6 tysięcy złotych. Jest ona niewspółmierna do kosztów związanych ze spłatą kredytu i odsetek, jakie w takiej sytuacji musi ponieść konsument – wskazał Tomasz Chróstny, wiceprezes UOKiK.

Sprawa trafiła do prokuratury 

Jak przypomniał UOKiK, w ujęciu ustawowym kara umowna ma charakter wyłączny, co oznacza, że wierzyciel nie może żądać odszkodowania ponad jej wysokość.

Aby mógł się o nie starać, w umowie ze spółką musiałoby być odpowiednie postanowienie dopuszczające taką możliwość. Nie ma go w umowach proponowanych przez Praebeo i Auto Rentier, więc konsument nie będzie mógł domagać się od tych spółek wyższego odszkodowania.

W ten sposób firmy zabezpieczyły się przed odpowiedzialnością wykraczającą poza zapłatę zastrzeżonej w umowie kary.

Co więcej – informuje Urząd – część konsumentów nawet nie wie, jaki samochód kupiła. W umowie z firmą Praebeo ani w innych przekazywanych klientom dokumentach nie ma informacji o marce, modelu, numerze rejestracyjnym, roku produkcji czy numerze VIN.

Zobacz także

Zamiast tego jest ogólne sformułowanie, że przedmiotem umowy jest samochód wskazany przez Praebeo. Brak tych informacji uniemożliwił konsumentom ocenę wartości auta i ustalenie, czy zakup jest opłacalny. W przyszłości może im też utrudnić dochodzenie roszczeń związanych ze zwrotem pojazdu po zakończeniu najmu.

Ponadto Praebeo nie informował konsumentów o tym, że w terminie 14 dni mogą bez żadnych konsekwencji odstąpić od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa.

UOKiK zawiadomił także Prokuraturę Krajową o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Praebeo i Auto Rentier. To zawiadomienie zostało dołączone do prowadzonego już postępowania Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zawiadomienie dotyczyło podejrzenia popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu, tj. przestępstwa polegającego na doprowadzeniu nieokreślonej liczby osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP