Związkowcy apelują do posłów: limit składek na ZUS musi zostać utrzymany

19.11.2019 08:31
Trzydziestokrotność w ZUS. Związkowcy apelują o utrzymanie limitu
fot. Shutterstock/ zbigniew kotara (ilustracyjne)

Apelujemy o odrzucenie projektu likwidacji limitu składek na ZUS w pierwszy, czytaniu – napisali przedstawiciele organizacji pracodawców i przedsiębiorców. 

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin  

Zdaniem organizacji związkowych, sposób procedowania ustawy, bez konsultacji społecznych i na niespełna 50 dni przed końcem roku, podważa zaufanie do państwa.

Zniesienie limitu trzydziestokrotności składek na ZUS. O co chodzi?

Chodzi o ustawę znoszącą obowiązujący dziś limit trzydziestokrotności składek na ZUS. Obecnie przedsiębiorcy zobowiązani są płacić składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe do kwoty 142 950 złotych rocznie. Powyżej tej kwoty przedsiębiorcy nie mają takiego obowiązku. Limit odpowiada trzydziestokrotności miesięcznego, średniego wynagrodzenia w gospodarce. Zgodnie z prognozami, w 2020 roku wyniósłby około 156 tysięcy złotych brutto.

Zobacz także

Likwidacja tego limitu wzmocniłaby budżet o 7,1 miliarda złotych. Chodzi o wpływy ze składek płaconych od całości dochodu nawet 370 tysięcy osób. Wzrosną jednak koszty pracodawców, a samo pracownicy otrzymają niższe wynagrodzenie, skorygowane o składki ZUS. Teoretycznie, z racji płacenia wyższych składek przysługuje im  w tym wariancie wyższa emerytura.

Biznes chce utrzymania limitu

Pracodawcy i przedsiębiorcy podpisani pod apelem do posłów mają żal do ustawodawcy, który ich zdaniem nie uwzględnił głosu biznesu przy tworzeniu ustawy. Ich zdaniem sposób procedowania tej zmiany „podważa zasady zaufania do instytucji państwa.”

Na niespełna 50 dni przed końcem roku kalendarzowego ponownie zapowiada się wprowadzenie reformy, która oznacza zmniejszenie dochodu netto znacznej części pracowników oraz wiąże się z gigantycznymi problemami finansowymi i organizacyjnymi po stronie pracodawców (konieczność korekt budżetów na 2020 rok).

czytamy w dokumencie

Organizacje zwracają uwagę na otoczenie prawne i rynkowe dla pracowników i pracodawców. Piszą o problemach ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry, obniżeniu atrakcyjności Polski jako kraju do rozwoju i pozyskiwania utalentowanych pracowników, braku stabilności systemu prawnego oraz niskiej stopy inwestycji i wzrośnie kosztów pracy.

Warunki zmieniły się zatem na tyle, że nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla tego, aby projekt był procedowany w ramach „ścieżki poselskiej” i nie stanowił przedmiotu konsultacji społecznych

– czytamy w apelu do parlamentarzystów.

Związkowcy mają wątpliwości co do obietnicy wyższych świadczeń z racji opłacania wyższych składek na ZUS. Jak piszą, w projekcie nie uwzględniono dalekosiężnych skutków zniesienia limitu trzydziestokrotności. Jak piszą, w uzasadnieniu projektu pojawiają się „lakoniczne stwierdzenia”, iż zniesienie limitu spowoduje wzrost wpływów składkowych do FUS, co spowoduje wzrost wydatków na emerytury, a poziom oddziaływania proponowanego rozwiązania uzależniony jest również od zachodzących zmian na rynku pracy. 

Zobacz także

Zdaniem sygnatariuszy apelu, zniesienie limitu składek na ZUS przyczyni się do rozwarstwienia wysokości świadczeń emerytalnych, czyli powstanie tzw. „kominów emerytalnych”. Efekt? „Frustracje i niepokoje społeczne”.

Pod pismem podpisali się: Konfederacja Lewiatan, Business Centre Club, ZPP, Forum Związków Zawodowych, OPZZ, Pracodawcy RP, NSZZ "Solidarność" i Związek Rzemiosła Polskiego.

Zobacz także

Plan PiS się powiedzie?

Prawo i Sprawiedliwość nie rezygnuje z planu likwidacji limitu trzydziestokrotności. Głównym przeciwnikiem tego pomysłu był Jarosław Gowin z jego ugrupowaniem, co może nie przeszkodzić w realizacji planu partii rządzącej. Wsparcie dla PiS może przyjść z drugiej strony. Lewica początkowo deklarowała, że może poprzeć pomysł PiS dotyczący zniesienia limitu trzydziestokrotności pod jednym warunkiem. Chodzi o ustanowienie limitu świadczenia emerytalnego, na jakie mogą liczyć najbogatsi. Jak jednak zdradziła rzeczniczka lewicowej koalicji Anna Maria Żukowska, ostateczną decyzję poznamy dopiero w chwili głosowania.

RadioZET.pl