Tradycyjne indyjskie taxi przegrywają z technologią

Olga Papiernik
17.12.2017 10:41
Tradycyjne indyjskie taxi przegrywają z technologią
fot. arihant daga on Unsplash

Z ulic Kalkuty mogą zniknąć tradycyjne żółte taksówki marki ambasador. Wyraźnie przygrywają konkurencję z taxi wykorzystującymi aplikacje mobilne. Indusi nie chcą się już targować z krewkimi kierowcami, a dzięki aplikacjom z góry znają cenę kursu.

Zagłosuj

Czy zamawiałeś/aś usługę transportu samochodowego za pomocą aplikacji mobilnej?

Liczba głosów:

Twarz bobasa w przeciwsłonecznych okularach z plakatu przyklejonego do przedniego siedzenia pojazdu spogląda na klienta taksówki należącej do Chanda Dutty. Poniżej napis "Szczęśliwej podróży", a powyżej kot Tom ściga myszkę Jerry w otoczeniu innych postaci z kreskówek. Z sufitu upstrzonego kwiatami róży, barwnymi motylami i uśmiechniętymi emotikonami samochodu zwisają kiście winogron.
"Droga do celu mimo wzmożonego ruchu zajmie 45 minut" - odzywa się elektroniczny głos z komórki umocowanej na desce rozdzielczej między lalkami, żółtą piłeczką futbolową i owocami. Chwilę wcześniej Chanda wpisał do aplikacji mobilnej kod podany przez pasażera.
- Czy muzyka jest w porządku? - pyta kierowca. -Tekst napisał Rabindranath Tagore. Piękna poezja, trudno przetłumaczyć z bengalskiego" - dodaje pośpiesznie.
Samochód Chandy Dutty to jedna z prawie 24 tys. taksówek zrzeszonych w firmach wykorzystujących aplikacje komórkowe w Kalkucie w Zachodnim Bengalu. Tradycyjne "peeri gari", czyli żółte taksówki marki ambasador, które stały się symbolem miasta, szybko tracą klientów.
-Jeżdżę już tylko Olą i Uberem. - tłumaczy PAP Soumik De, bankowiec pracujący w dzielnicy Salt Lake na północy Kalkuty. -Przyjeżdżają na czas, od razu znam cenę i nie muszę się wykłócać z kierowcą o stawkę. - podkreśla, dodając, że targi często przeradzają się w zwykłą pyskówkę.
-Potrafią skląć człowieka aż uszy puchną. To jeden z ich talentów. - dodaje ze śmiechem. Za to w aplikacjach taksówkowych zaprojektowano system oceny za pomocą gwiazdek i kierowcom zależy na dobrej ocenie.
Soumik opowiada, jak często trudno złapać tradycyjną taksówkę w mieście, jeśli kurs nie pasuje kierowcy. -Taksówkarze albo odmawiają, albo żądają jakichś niebotycznych pieniędzy. Postępują tak z każdym, nie tylko z turystami. - mówi. Odmowy są częste, mimo że na drzwiach żółtych ambasadorów widnieje napis "No Refusal".
Na początku czerwca br. ubrany po cywilnemu inspektor policji z Thakurpukur w Kalkucie pojechał z żoną do szpitala. W drodze powrotnej krewki taksówkarz kazał policjantowi wysiąść. Ten pokazał odznakę i zmusił do kursu na pobliski posterunek drogówki, gdzie zarejestrowano sprawę odmowy kursu.
-Taksówki w Kalkucie są bardzo tanie. - broni się Pitam, taksówkarz żółtego ambasadora stacjonujący na lotnisku. Stawka za pierwsze 2 km to 25 rupii (ok. 1,4 zł), a każdy kolejny kilometr to 12 rupii. -Stawkę podniesiono dawno, jakieś pięć lat temu, a ceny benzyny i ropy idą w górę. - tłumaczy.
Pitam mówi, że targowanie się z klientami stało się koniecznością. -Coraz trudniej jest wyżyć z taksówki, więc nie używamy taksometrów, mimo że jest taki obowiązek. - dodaje.
Zgadza się, że klienci coraz częściej wolą zamówić taksówkę przez komórkę. -Wolą nawet poczekać dłużej i kiedy podjeżdżam, od razu widzę, że trzymają komórkę w ręku i nie ma szans na kurs. - dodaje.
Dlatego Pitam obsługuje lotnisko. Tam pasażerowie zamawiają i płacą za przejazd już w okienku biura korporacji taksówkowej wewnątrz terminala. Pod koniec kwietnia tradycyjni taksówkarze zaatakowali konkurencję na podjeździe. Doszło do rękoczynów, a policja opanowała sytuację dopiero po godzinie.
-Lotnisko to dla mnie stały i pewny dochód w tych trudnych czasach. - podkreśla Pitam. Opowiada, jak zdarzyło się mu kilka razy pójść za pasażerem, który zapomniał wziąć ze sobą potwierdzenie kursu. -To nie jest tak, że wszyscy "żółci" taksówkarze są nieuczciwi i nieuprzejmi, to konkurencja stała się bezwzględna. - twierdzi.
Taksówki wykorzystujące aplikacje mobilne są tańsze tylko w reklamach, gdzie podaje się stawkę od 6 do 9 rupii za kilometr. -Ale przecież do tego dochodzi tzw. opłata bazowa i stawka za minutę podróży. Rachunek wychodzi podobnie jak w żółtych taksówkach według rządowych taryf. - tłumaczy Chanda Dutta.
W marcu br. taksówkarze "mobilni" z Kalkuty strajkowali, żądając lepszych stawek i mniejszych opłat. Dutta tłumaczy, że kiedy kończą się promocje mające zwabić kierowców do sieci taksówkowej, wszystko zaczyna wyglądać mniej atrakcyjnie. Wielu nowych kierowców, którzy kupili samochody i licencję na kredyt, teraz wystawia pojazdy na sprzedaż.
- Ale dla mnie taksówka to więcej niż zawód. - śmieje się Chanda, trącając zwisające z lusterka winogrona. - Dostanę pięć gwiazdek?.
PAP/Paweł Skawiński/OP