System PPK nie pobudzi wzrostu gospodarczego?

Olga Papiernik
23.03.2018 10:00
warszawa
fot. East News

Pracownicze plany kapitałowe (PPK) to próba pobudzenia rynku kapitałowego "na siłę", która „nie przełoży się zasadniczo na wzrost gospodarczy", uważa członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Kamil Zubelewicz. Według niego, także oszczędności w Polsce nie zaczną wyraźnie się zwiększać - dopóki poziom realnych dochodów ludności zasadniczo nie wzrośnie.

Zobacz także

"PPK to jest pobudzane rynku kapitałowego na siłę. Wszelkie takie rozwiązania nie przyniosą istotnych realnych korzyści dla obywateli" - powiedział Zubelewicz w rozmowie z ISBnews.

"Programy pracownicze nie odbudują zaufania obywateli wobec państwa, straconego w wyniku zmian dokonanych w OFE. Po pierwsze dlatego, że pracownicy będą do PPK co dwa lata przymusowo zapisywani, nawet jeśli się wypiszą; po drugie dlatego, że wpłyną na podwyższenie obciążeń pracy i stopnia faktycznego fiskalizmu. Pracodawcy to sobie zrekompensują, odraczając podwyżki wynagrodzeń. Po trzecie, PPK przekierują środki na rynek kapitałowy, którego kondycja z natury jest zmienna. Po czwarte, przymusowe wpłaty na rzecz instytucji wynagradzanych niezależnie od ich efektywności budzą wątpliwości" - dodał.

Członek RPP spodziewa się, że dobra sytuacja gospodarcza w połączeniu z programem 500+ może nieznacznie zwiększyć poziom oszczędności Polaków, ale raczej w programach indywidualnych, a nie poprzez PPK.

"Część osób zaczęła oszczędzać środki otrzymane z programu Rodzina 500+. Jednak nadal oszczędności Polaków są nieduże i niestety nie możemy się tu spodziewać szybko jakiegoś przełomu. W naszym kraju skłonność do oszczędzania jest bardzo niska, a Polacy zaczynają chętniej oszczędzać dopiero, jeżeli rosną ich dochody. To jest kwestia kulturowa, bardzo niepokojąca. Ponadto niskie stopy procentowe nie zachęcają niestety do oszczędzania. Polska wybrała niestety model rozwoju oparty o kredyt i o konsumpcję" - podsumował Zubelewicz.

W swojej opinii na temat projektu ustawy o PPK, Narodowy Bank Polski (NBP) napisał ostatnio, że system PPK może nie przełożyć się na przyspieszenie wzrostu gospodarczego, w szczególności jeśli uwzględni się, że na rynek pracy i funkcjonowanie przedsiębiorstw negatywnie wpłynie zwiększenie klina płacowego oraz daleko idące obciążenia administracyjne związane z prowadzeniem PPK.

Projekt ustawy o PPK zakłada, że nowe rozwiązania będą wprowadzane etapami. Kolejność tworzenia PPK będzie uzależniona od wielkości lub typu pracodawcy. Najwcześniej, bo z początkiem 2019 r., do PPK mają przystąpić najwięksi pracodawcy, zatrudniający powyżej 250 pracowników. Najpóźniej, bo w połowie 2020 r., małe firmy oraz jednostki sektora finansów publicznych.

Instytucjami obsługującymi PPK będą towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI). Obowiązywać będzie limit 15% udziału w rynku PPK, do którego TFI będą mogły pobierać 0,6% opłaty od aktywów.

Zobacz także

Dla rynku pracy ważna Białoruś, napływ z Ukrainy zmaleje

Możliwości wejścia na polski rynek pracowników z Ukrainy powoli się wyczerpują, natomiast można liczyć na napływ nowych pracowników z Białorusi, uważa członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Kamil Zubelewicz. Zwrócił też uwagę na niezadowalający poziom kwalifikacji polskich pracowników oraz niski stopień aktywności zawodowej ludności.

"Problem z podażą pracy jest wielowątkowy. Jeden element dotyczy kwalifikacji pracowników. Przedsiębiorcy coraz częściej raportują, że mają problemy ze znalezieniem pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, co tak naprawdę jest pewnym wyzwaniem dla polskiego systemu edukacji. W Polsce dość dużą wagą przywiązuje się do wykształcenia, ale bardzo małą - do praktycznych możliwości jego wykorzystania. Jeżeli to się nie zmieni, problem będzie narastać" - powiedział Zubelewicz w rozmowie z ISBnews.

Drugim istotnym elementem związanym z podażą pracy są kwestie związane z imigrantami.

"Powoli wyczerpują się możliwości przyjazdu pracowników z Ukrainy. Można oczywiście likwidować bariery w ich zatrudnianiu, zwłaszcza te ostatnio podniesione. Natomiast coraz częściej wszyscy zadają sobie pytanie, ile osób jeszcze może z Ukrainy wyjechać. Być może szansą są pracownicy z Białorusi, bardzo dobrze adaptujący się do naszego rynku pracy. Ale to wymaga woli politycznej" - dodał.

Trzeci bardzo ważny czynnik dla rynku pracy w Polsce to bardzo niski stopień aktywności zawodowej ludności - w IV kw. ub.r. wyniósł on 56,2%.

"W Polsce, w przeciwieństwie np. do USA, nie ma zwyczaju wczesnego rozpoczynania aktywności zawodowej przez młodzież. Historycznie wraz z postępującą urbanizacją kraju młodzież przestawała pracować. Równocześnie kolejne grupy ludności obejmowano rozmaitymi transferami socjalnymi. W efekcie stopień aktywności zawodowej jest dziś niski i rośnie niesamowicie powoli. Oznacza to, że w kraju mamy potencjalnie duże rezerwy i nie musi nam grozić presja płacowa związana z brakami podaży pracy" - wskazał także Zubelewicz.

Członek RPP zwrócił też uwagę na zagrożenie płynące z nadmiernego wzrostu płac.

"Wzrost płac może wynikać z przewidywanego wzrostu produkcji i wtedy nie ma w tym nic niepokojącego. Jeżeli rośnie PKB, to powinny też rosnąć płace. Problem pojawia się wtedy, jeśli płace rosną szybciej niż wydajność produkcji" - powiedział Zubelewicz.

Zobacz także

Według marcowej projekcji banku centralnego, jednostkowe koszty pracy zwiększą się o 3,3% w 2018 r., o 3,7% w 2019 r. oraz o 3,5% w 2020 r. (po wzroście o 2,5% w ub.r.) Towarzyszyć temu będzie wzrost wydajności pracy - odpowiednio o: 3,3%, 3,1% i 3,3% (wobec 2,9% wzrostu w 2017 r.).

Wzrost PKB w najbliższych latach będzie bliski projekcji NBP

Wzrost gospodarczy w Polsce będzie w tym roku nieco niższy niż w 2017 r., natomiast w najbliższych latach ścieżka PKB będzie zbliżona do zaprezentowanej w marcowej projekcji Narodowego Banku Polskiego (NBP), uważa Kamil Zubelewicz.

"Projekcja wzrostu PKB jest wyważona. To mogą być kosmetyczne zmiany. Często sprawdza się prawidłowość, że po roku z szybkim wzrostem PKB trudno jest osiągnąć podobne tempo zmian w roku kolejnym. W nadchodzącym okresie kluczowe będzie tempo wzrostu inwestycji prywatnych" - powiedział Zubelewicz.

Według projekcji, wzrost PKB spowolni do 4,2% w tym roku (z 4,6% w ub.r.), a następnie - do 3,8% w 2019 r. Wzrost PKB w 2020 r. oczekiwany jest na poziomie 3,6%.

"Zagranicznym inwestycjom prywatnym może pomóc normalizacja stosunków polsko-unijnych, w szczególności dotycząca praworządności. Jeżeli ten spór zostanie zamknięty, to sposób postrzegania Polski przez inwestorów ulegnie poprawie" - powiedział także Zubelewicz.

NBP podał w projekcji, że w latach 2018-2020 nastąpi wzrost udziału inwestycji we wzroście gospodarczym, związany z potrzebą odbudowy potencjału produkcyjnego polskiej gospodarki oraz napływem środków z budżetu UE z bieżącej perspektywy finansowej 2014-2020. Według projekcji, nakłady inwestycyjne wzrosną o 8,6% w 2018 r., o 6,3% w 2019 r. i o 4,8% w 2020 r.

Spóźniona podwyżka stóp proc. możliwa po 2019 roku

Podwyżka stóp procentowych w Polsce przesuwa się w czasie - prawdopodobnie poza 2019 rok, uważa Zubelewicz. Tymczasem rok 2020 będzie - według niego - alarmujący ze względu na przewidywaną wysoką inflację, którą może dodatkowo podnieść dowolne negatywne zjawisko gospodarcze w otoczeniu zewnętrznym Polski.

"Polska miała możliwość, żeby praktycznie pozbyć się inflacji, ewentualnie utrzymać ją stabilnie poniżej 2%. Można było to osiągnąć dzięki delikatnej podwyżce stóp, która nie wywołałaby praktycznie żadnych negatywnych skutków dla inwestycji. Stopy procentowe najłatwiej podnosić zanim pojawią się perspektywy spowolnienia wzrostu gospodarczego. Obawiam się, że podwyżka stóp normalizująca ich poziom będzie mocno przesunięta w czasie poza 2019 rok" - powiedział Zubelewicz.

Wskazał, że przypuszcza, iż stopy procentowe pozostaną bez zmian w tym roku.

"Rok 2020 zapowiada się dość niepokojąco. Od lipca typowałem, że do końca roku 2019 nie będzie żadnej reakcji Rady Polityki Pieniężnej na zjawiska inflacyjne - z różnych przyczyn. Natomiast prognozy na rok 2020 powinny skłaniać do poważnego rozważenia konieczności podwyżek stóp procentowych. Aktualnie przewidywany wzrost inflacji na poziomie 3% wynika z założonego braku negatywnych zjawisk zagranicznych. Jeżeli jednak z jakichś przyczyn np. doszłoby do wzrostu cen nośników energii lub osłabienia złotego, to wtedy inflacja mogłaby być wyższa" - powiedział członek RPP.

"Wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych wyższy od 3,5% zależy od czynników zagranicznych. Przy obecnym poziomie stóp i przewidywanej sytuacji w kraju inflacja powinna zmierzać do 3%. Co istotne, jednocześnie ma rosnąć inflacja bazowa" - wskazał także Zubelewicz.

Dodał również, że zjawiska płacowe mogą mieć wpływ na podniesienie poziomu inflacji o ile dojdzie do podwyżek w sektorze finansów publicznych.

"Przyczyną wzrostu cen mogą być zjawiska płacowe, o ile dojdzie do podwyżek w sektorze finansów publicznych. W sektorze prywatnym podwyżki są wymuszane przez konkurencję, rozwijające się przedsiębiorstwa muszą podwyższać zarobki pracownikom. Natomiast jeżeli wzrost płac przełoży się na sektor finansów publicznych, a sektor ten nie będzie generować większej ilości dóbr, to możemy się spodziewać dodatkowej presji płacowej" - powiedział Zubelewicz.

Z centralnej ścieżki marcowej projekcji inflacyjnej Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że inflacja konsumencka wyniesie 2,1% w 2018 r. i przyspieszy do 2,7% r/r w 2019 r. oraz do 3% w 2020 r.

"Przewidywana inflacja bazowa jest według mnie niepokojąca. Jeżeli jej ścieżka nie ulegnie obniżeniu, to dowolne negatywne zjawisko zagraniczne spowoduje, że CPI może istotnie wzrosnąć - choć raczej nie w 2018 roku" - dodał.

Według centralnej ścieżki, inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniesie 1,6% w 2018 r., 2,6% w 2019 r. i 3% w 2020 r. wobec 0,7% w 2017 r.

Członek RPP podkreślił, że obecnie przed wyższą inflacją chroni Polskę nieco mocniejszy kurs walutowy.

"To, co Polskę ostatnio chroniło przed wzrostem cen - a o czym stosunkowo mało się mówi - to troszkę mocniejszy kurs złotego niż w poprzednich latach. Skala tego zjawiska nie jest silna, ale pozwoliła na zmniejszenie inflacji o ok. 1 pkt proc. Dlatego prognozowana na rok 2020 inflacja na poziomie 3% wygląda niepokojąco" - wskazał.

Zubelewicz podtrzymał też, że dla Polski korzystniejszy byłby niższy poziom celu inflacyjnego. Zwrócił uwagę, że ostatnio cel inflacyjny został obniżony w Norwegii - z 2,5% do 2%.

"Jest kilka różnic w podejściu moim i pozostałych osób. Po pierwsze uważam, że cel inflacyjny w Polsce jest po prostu za wysoki, że te 2,5% +/- 1pkt proc. nie przekłada się na faktyczny wzrost gospodarczy. Oficjalny wskaźnik cen jest niższy, niż ten postrzegany przez społeczeństwo. Pewien wpływ ma na to regularne zmienianie koszyka inflacyjnego. Po drugie, obecnie w otoczeniu zewnętrznym mamy ogólną tendencją do obniżania się inflacji. Cel inflacyjny mógłby być zatem niższy i gospodarka polska by na tym nie traciła. Po trzecie, jesteśmy jako gospodarka silnie zadłużeni za granicą – zarówno jako państwo, jak i podmioty prywatne. Niższa inflacja zmniejszałaby presję na zaniżenie kursu złotego i ułatwiała spłatę tego zadłużenia" - argumentował członek Rady.

Na ostatniej konferencji prasowej po posiedzeniu RPP przewodniczący Rady i prezes NBP Adam Glapiński powiedział, bazując na ostatniej projekcji inflacyjnej nie widzi powodów do podnoszenia stóp do końca 2020 r.

Renata Oljasz/ISBnews/OP