Zamknij

Zamknięcie siłowni w czerwonych strefach. Branża apeluje: to błąd

07.08.2020 12:18
Siłownie w czerwonych strefach. W których powiatach obowiązują zakazy
fot. Shutterstock/BiwKanittha (ilustarcyjne)

Branża fitness dopiero zaczynała odrabiać straty, tymczasem siłownie w niektórych powiatach decyzją rządu znów będą zamknięte. Przedsiębiorcy nie kryją oburzenia.

809 nowych zakażeń na koronawirusa. To rekordowy wynik z piątku 7 sierpnia. Stale zwiększająca się liczba chorych zmusiła rządzących do nowych kroków: restrykcje wrócą, ale tylko w tych powiatach, w których odnotowuje się największe przyrosty zakażeń.

W czwartek minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował na konferencji prasowej o planowanym wprowadzeniu dodatkowych obostrzeń w 19 powiatach z największym przyrostem zakażeń. Ministerstwo Zdrowia wprowadzi w tych powiatach dwa rodzaje obostrzeń - czerwony i żółty. Zmiany w obostrzeniach zaczną obowiązywać od soboty.

Ponowne zamknięcie siłowni. Branża reaguje

Zgodnie z rządowymi wytycznymi, w związku z pandemią, na siłowniach, klubach i centrach fitness należy wprowadzić szczególne środki ostrożności.

W lokalach w tzw. żółtych strefach przebywać może maksymalnie 1 osoba na 4 mkw. Sytuacja jest nieco gorsza w 9 powiatach oznaczonych jako tzw. czerwona strefa. Tam rząd znów zakazuje prowadzenia działalności gospodarczej w tym zakresie. Takie obostrzenia będą obowiązywały w powiatach: ostrzeszowskim, nowosądeckim, Nowy Sącz, wieluńskim, pszczyńskim, w Rudzie Śląskiej, rybnickim, w Rybniku i pow. wodzisławskim.

Zobacz także

W obronie przedsiębiorców, którzy nieco ponad dwa miesiące temu mogli wznowić działalność, stanęli m.in. Pracodawcy RP. Organizacja mówi jasno:  zamykanie klubów fitness w powiatach oznaczonych jako tzw. „strefa czerwona” zarażeń koronawirusem nie pomoże w zwalczaniu pandemii.

Przedsiębiorcy zauważają, że do tej pory ani jeden klub w Polsce nie był bowiem ogniskiem zakażeń. Co więcej, to właśnie tam obowiązuje najostrzejszy reżim sanitarny.

Zobacz także

Tomasz Napiórkowski, założyciel Polskiej Federacji Fitness w imieniu przedsiębiorców protestuje przeciwko nowym obostrzeniom.

Nie jesteśmy branżą o podniesionym ryzyku. W sytuacji, kiedy niemal codziennie słyszymy o nowych przypadkach i ogniskach zakażeń w wielu różnych branżach (które dalej zostają otwarte), w klubach fitness do tej pory takiego nie potwierdzono i jest to oficjalne stanowisko GIS 

– mówi Tomasz Napiórkowski

Przedstawiciel branży dodaje, że specyfiką tej gałęzi gospodarki jest budowanie odporności, a rząd „kolejny raz błędnie nadaje siłowniom niewłaściwy priorytet”.

Zobacz także

Co najistotniejsze, nadal nie wiadomo, czy ponownemu zamknięciu siłowni towarzyszyć będzie uruchomienie nowej tarczy antykryzysowej dla firm. Nie wiadomo bowiem, kto pokryje koszty utrzymania lokali na czas ich zamknięcia. Chodzi m.in. o czynsz, pensje dla pracowników i opłaty administracyjne. Pracodawcy RP przypominają, że branża fitness po trzech miesiącach zamknięcia funkcjonuje dopiero dwa miesiące i to na około 40 procent możliwości.

- Decyzje tego typu torpedują wszelkie wysiłki odbudowania zaufania wśród klientów naszych klubów. W toku konsultacji możemy zaproponować i wypracować dodatkowe rozwiązania w ramach reżimu sanitarnego, które dalej pozwolą działać klubom w czerwonej strefie – uważa Tomasz Napiórkowski. 

RadioZET.pl/mat.pras