Zamknij

Rząd zamroził płace budżetówce a sobie dał podwyżkę. Będą masowe protesty

19.08.2021 12:28
strajk pracowników budżetówki
fot. Maciej Luczniewski/REPORTER/East News

We wrześniu 2021 roku czeka nas kumulacja protestów pracowników strefy budżetowej. To efekt działania rządu, który z powodu złej sytuacji budżetu zamroził płace w budżetówce, jednocześnie podejmując decyzję o przyznaniu wysokich podwyżek politykom. Parlamentarzyści od sierpnia 2021 zarabiają o 4500 zł więcej. Wzrost uposażenia jest więc wyższy, niż często cała płaca otrzymywana przez urzędników czy nauczycieli.

Budżetówka ma dość. Pracownicy urzędów, zwłaszcza ZUS,  skarżą się na przeładowane pracą oraz niskie wynagrodzenia, które na dodatek mimo szalejącej inflacji nie zostaną podwyższone. W praktyce oznacza to, że przez brak waloryzacji zatrudnieni w strefie budżetowej otrzymają obniżkę wynagrodzenia o około 5 procent.

Odmawiając podwyżek pracownikom budżetówki politycy przyznali je sobie – i to w dużej wysokości.  Uposażenia posłów i senatorów wzrosły o około 60 procent, więcej pieniędzy dostanie także prezydent. Zwiększenie wynagrodzenia posłów odbyło się poza parlamentem: obóz rządzący bał się negatywnych reakcji wyborców. Wygląda na to, że sztuczka z podwyższeniem pensji polityków rozporządzeniem głowy państwa wywołała gniew o wiele większy, niż spodziewał się PiS.

Strajk budżetówki we wrześniu. Do urzędników mogą dołączyć rolnicy

Związki zawodowe przypominają, że podwyżki dla pracowników strefy budżetowej zostały odrzucone przez rząd. Według wyliczeń, potrzeba byłoby na nie 14 mld zł, a na to budżetu państwa nie stać. Związkowcy wskazują jednak, że rząd chwali się regularnie nadwyżkami w budżecie: sam premier Morawiecki stwierdził, że wyniosła ona 28 mld zł.

To co prawda efekt kreatywnej księgowości i wypychania wydatków poza oficjalny budżet, wygląda jednak na to, że propaganda sukcesu doprowadziła do powstania roszczeń, których rząd nie będzie w stanie spełnić, przy jednoczesnym ogłaszaniu, że w budżecie się przelewa.

Postulat stawiany przez związkowców jest prosty: chcą zwiększenie kwoty bazowej dla zatrudnionych w budżetówce o 12 procent. Jeśli żądanie nie zostanie spełnione, w całej Polsce rozpoczną się strajki i protesty urzędników. Informację o tym przekazał „DGP” Andrzej Radzikowski, przewodniczący OPZZ.

Porozumieliśmy się już z Forum Związków Zawodowych. Wszystko wskazuje na to, że przyłączy się też Solidarność. Mamy gotowy plan na wrzesień. Mówimy o wielotysięcznych protestach różnych grup pracowników budżetówki.

Andrzej Radzikowski

Duży strajk zapowiedzieli między innymi pracownicy ZUS, co może oznaczać nawet wstrzymanie wypłaty świadczeń takich jak emerytury i renty. Urzędnicy protestują, bo rząd dodaje im obowiązków bez podnoszenia wynagrodzenia.

Zatrudnieni w budżetówce oprócz demonstracji w Warszawie i we wszystkich województwach rozważają także strajk włoski, czyli skrupulatne, ale bardzo powolne wypełnianie obowiązków. Mowa jest także między innym o braniu urlopów na żądanie, zwolnień lekarskich, a nawet oddawaniu krwi, żeby nie musieć pojawiać się w pracy.

Do pracowników strefy budżetowej mogą dołączyć rolnicy, którzy są coraz bardziej zniecierpliwieni brakiem adekwatnych według nich działań rządu w sprawie epidemii afrykańskiego pomoru świń. AGROunia zapowiedziała, że jeśli politycy nie siądą z nich do dwustronnych rozmów, to zaczną blokować drogi w całym kraju.

RadioZET.pl/DGP/Business Insider Polska