Zamknij

Rafał Trzaskowski i jego obietnice. Ile kosztują?

07.07.2020 09:32
Rafał Trzaskowski i jego obietnice. Ile kosztuje 200 plus i kwota wolna od podatku?
fot. PAP/Mateusz Marek

Około 40 mld zł - tyle rocznie mogą kosztować dwie propozycje z programu Rafała Trzaskowskiego, kandydata KO na prezydenta. Chodzi o podniesienie kwoty wolnej od podatku oraz dodatek do emerytury 200 zł za każde dziecko.

Wybory prezydenckie rozstrzygną się w niedzielę 12 lipca. W drugiej turze mierzy się ze sobą walczący o reelekcję Andrzej Duda oraz prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Kandydat popierany przez KO przez ostatnie tygodnie złożył dwie obietnice wyborcze, które mogą być szczególnie kosztowne dla budżetu państwa.

Chodzi o podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł dla wszystkich podatników oraz dodatek do emerytury 200 zł za wychowanie dziecka.

Rafał Trzaskowski i jego obietnice. Ile kosztują?

Zdaniem "Dziennika Gazety Prawnej", ich realizacja może kosztować około 40 mld zł rocznie.

Zobacz także

"To, co obiecuje Trzaskowski, jest bardziej skomplikowane: roczne dochody w wysokości 30 tys. zł byłyby zupełnie wolne od podatku, dla dochodów między 30 tys. a 65 tys. kwota wolna wynosiłaby 8 tys. zł, zaś podatnicy zarabiający ponad 65 tys. zł rocznie zachowaliby status quo (kwota wolna 3091 zł dla dochodów do 127 tys. zł rocznie, powyżej tego progu brak kwoty wolnej). W praktyce to oznaczałoby, że podatku nie zapłacą wcale ci, którzy zarabiają mniej więcej pensję minimalną (2600 zł brutto miesięcznie). Osoby zarabiające powyżej średniej krajowej (5331 zł) nie zyskają niczego" - podał "DGP".

Postulat Trzaskowskiego to również rozwinięta wersja obietnicy Dudy z 2015 roku, kiedy również obiecywał podniesienie kwoty wolnej od podatku. - Różnica polega jednak na tym, że w przypadku systemu proponowanego przez kandydata opozycji większą korzyść odniosłyby osoby o najniższych dochodach – zarówno z pracy, jak i z innych źródeł, np. ze świadczeń emerytalno-rentowych. Z kolei osoby z pensjami powyżej średniej krajowej skorzystają niewiele albo wcale. Na uniwersalnym podniesieniu kwoty wolnej zyskują zaś wszyscy, również ci najbogatsi – zauważa Michał Myck.

Jak pisze gazeta, z ofertą kandydata PO jest pewien problem: nie współgra ona z jego innymi deklaracjami o „uszczelnieniu ram fiskalnych i umocnieniu zasad budżetowych”.

"Rafał Trzaskowski zarzuca rządowi ukrywanie informacji o faktycznym stanie finansów publicznych poprzez omijanie tych reguł, w szczególności reguły wydatkowej, która nakładała na rząd limit dopuszczalnych wydatków w ciągu roku. Powrót do tej reguły i jeszcze dodatkowe uszczelnienie, by nie dało się jej omijać, może utrudniać realizację planów zmian nie tylko w kwocie wolnej, ale też nowych kosztownych propozycji wypłat dodatków do emerytur w wysokości 200 zł za dziecko" - podano. 

Zobacz także

Bardzo kosztowna jest również realizacja dodatku emerytalnego 200 zł za wychowanie każdego dziecka w rodzinie. Obecnie systemem emerytalnym objętym jest ponad 9 mln Polaków - większość z nich to kobiety. Tylko w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) stanowią 60 proc. emerytów i rencistów.

"W zależności od przyjętego wskaźnika dzietności wypłata dodatków – według naszych wyliczeń – może kosztować od 32 mld zł (przy średnim przeliczniku liczby dzieci na emerytkę w wysokości 2,5) do 20 mld zł (przy wskaźniku 1,5)" - podało "DGP".

- Emerytura to świadczenie za pracę i nie podoba mi się włączanie elementów, które nie mają z tym nic wspólnego. Można im dawać jakieś dożywotnie świadczenie, a nie włączać do systemu emerytalnego – komentowała dla gazety Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS.

RadioZET.pl/Dziennik Gazeta Prawna

"Różnica polega jednak na tym, że w przypadku systemu proponowanego przez kandydata opozycji większą korzyść odniosłyby osoby o najniższych dochodach – zarówno z pracy, jak i z innych źródeł, np. ze świadczeń emerytalno-rentowych. Z kolei osoby z pensjami powyżej średniej krajowej skorzystają niewiele albo wcale. Na uniwersalnym podniesieniu kwoty wolnej zyskują zaś wszyscy, również ci najbogatsi – zauważa Michał Myck."