Zamknij

Przedsiębiorcy chcą utopić sanepid w papierkowej robocie

03.02.2021 20:17
policja w otwartym mimo rozporządzenia klubie
fot. Marcin Bruniecki/REPORTER/East News

Ruszyła akcja „Zapytaj Sanepid”, w ramach której każdy chętny może wygenerować i wysłać wniosek o dostęp do informacji publicznej do wybranych przez siebie stacji powiatowych. Organizatorzy liczą, że tysiące zapytań skutecznie zajmą uwagę pracowników, którzy „mają za dużo wolnego czasu i zamiast zajmować się wirusem, chodzą po restauracjach i uprzykrzają życie przedsiębiorcom”.

Lockdown i zakaz działania wprowadzony rozporządzeniem premiera jest nielegalny i nie ma mocy prawnej: grzmią przedsiębiorcy, powołując się na coraz liczniejsze orzeczenia sądów wskazujące, że taki sposób ograniczania wolności gospodarczej narusza zapisy Konstytucji.

Rząd jednak do tych wyroków w żaden sposób się nie odnosi, wysyłając za to do walki z otwierającymi się przedsiębiorcami falę za falą urzędników, inspektorów i funkcjonariuszy, którzy mają wyznaczony jeden jasny cel: znaleźć jakąkolwiek nieprawidłowość i nałożyć za nią najwyższą możliwą karę. Sanepid jasno zapowiedział, że jego pracownicy będą codziennie odwiedzać buntujące się lokale i codziennie nakładać na nie kolejną karę 30 000 zł. Kongres Polskiego Biznesu stworzył witrynę, która pozwala odpłacić urzędnikom pięknym za nadobne.

„Zapytaj Sanepid”. Przedsiębiorcy proszą o zalanie urzędników wnioskami o udzielenie informacji publicznej

W państwie prawa do takich sytuacji by nie dochodziło. Rząd zgodnie z potrzebą wprowadziłby stan wyjątkowy, który daje uprawnienia ograniczania działalności gospodarczej przy jednoczesnym zapewnieniu objętych nim przedsiębiorstw prostego i skutecznego sposobu na otrzymanie pokrycia kosztów poniesionych w związku z decyzją rządzących.

W Polsce sprawa ma się inaczej. Premier Mateusz Morawiecki zdecydował się na wprowadzanie restrykcji rozporządzeniami, mimo że Konstytucja jasno umożliwia ograniczanie wolności i swobód tylko za pomocą ustawy. W rezultacie sądy masowo uchylają kary nałożone przez policjantów i urzędników na podstawie tych przepisów, wskazując na ich niekonstytucyjność.

Jednocześnie premier złożył do Trybunału Konstytucyjnego, w skład którego wchodzą byli politycy partii rządzącej, wniosek o zablokowanie możliwości pozywania państwa o odszkodowanie za wprowadzane niekonstytucyjnie obostrzenia. Przedsiębiorcy, którzy z powodu pandemii zamknęli swoje biznesy, nie dostali od państwa wystarczającej pomocy i walcząc o przetrwanie, postanowili się otworzyć. W odpowiedzi rząd zapowiedział, że zrobi wszystko, żeby „zmniejszyć opłacalność działalności gospodarczej w czasie pandemii”.

Na zbuntowanych przedsiębiorców zostały wysłane kontrole dywanowe wszystkich możliwych służb. Dochodziło nawet do blokowania przez policjantów wejścia do lokali, tak by nikt nie mógł skorzystać z oferowanych przez nich usług. Urzędnicy na kontrole przychodzą zaś ze sporządzonym dzień wcześniej wnioskami z jej przeprowadzenia i decyzjami o nakazie zamknięcia przedsiębiorstwa ze względu na stanowienie zagrożenia zdrowia i życia.

Przedsiębiorcy szukają sposobów na ominięcie prawa. Rząd robi to samo

Podobnej akcji masowego osłabiania, a nawet ośmieszania autorytetu państwa chyba jeszcze w wolnej Polsce nie było. Zamiast poważnego dialogu na linii państwo – przedsiębiorcy dotknięci lockdownem doszło do próby siłowego egzekwowania przepisów, które przez dużą część Polaków jednoznacznie określane są jako nielegalne. Nawet gdy do dialogu dochodzi, to obowiązkową ich częścią jest monolog władzy informujący zdesperowanych przedsiębiorców, jak dobrze poradziła sobie z pandemią. Tak było chociażby podczas spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami Rady Przedsiębiorczości.

Rząd nie mógł karać osób, które korzystają z usług otwartych lokali, zamówił więc ekspertyzę prawną mającą znaleźć jakikolwiek sposób na utrudnienie im życia. I znalazł: zdaniem rządzących, firmy ubezpieczeniowe powinny odmawiać wypłacania odszkodowań, gdyż do ewentualnych wypadków miałoby dochodzić z „rażącego niedbalstwa” polegającego na nieprzestrzeganiu rozporządzeń.

Reprezentujący Polskę politycy tym samym zaczęli korzystać z tych samych sposobów na walkę z systemem, jakich używają wyszukujący luki w przepisach przedsiębiorcy, prowadzący szkolenia z prawidłowego jedzenia nożem i widelcem czy przebranżawiający się na muzea, gdyż te według najnowszych decyzji rządu mogą działać.

Nawet Sejm, który powinien być ostoją państwowej praworządności, w ekspresowym tempie zmienił ustawę o bonie turystycznym, żeby ominąć wprowadzony przez rząd zakaz przyjmowania gości przez hoteli. Uchylony swoją drogą dla pracowników telewizji państwowej ze względu na chęć przygotowania „największej w Europie” imprezy Sylwestrowej i pojawiające się pytania dotyczące nieuchronnego łamania w związku z tym rządowych restrykcji.

 „Zapytaj Sanepid”: partyzancka walka z własnym państwem

Jednym z pomysłów, mających w założeniu zapobiec kontrolowaniu otwartych lokali przez urzędników sanepidu, jest akcja polegająca na masowym wysyłaniu zapytań o informację publiczną, co w założeniu ma zaangażować armię pracowników do opracowywania i udzielania odpowiedzi.

Wzięcie udziału w inicjatywie „Zapytaj Sanepid” jest proste: wystarczy wejść na stronę akcji i podać swoje dane, żeby móc wygenerować prawidłowy pod względem formalnym wniosek o udzielenie informacji publicznej. Od razu znajdzie się w nim kilka wylosowanych z przygotowanej puli pytań, dzięki czemu wysyłającemu pozostaje wybranie adresów stacji powiatowych, do od których chcą otrzymać odpowiedzi.

Wielu Polaków ta akcja zacznie napawać dumą, jako że omijanie przepisów reklamowane jest jako jedna z naszych cech narodowych. Istnienie inicjatywy „Zapytaj Sanepid” jest jednak podwójnie smutne. Po pierwsze dlatego, że akcja ta w ogóle została przez obywateli uznana za potrzebną. Po drugie zaś, że nie przyniesie najmniejszego skutku: urzędnicy, tak jak i pytany o niewygodne informacje rząd, zignorują te wnioski, tłumacząć że cały dostępny czas przeznaczają na walkę z pandemią i są tak zarobieni, że nie mogą robić niczego innego.

Z wyjątkiem momentów, w których politycy z obozu rządzącego z pełnym przekonaniem i bez mrugnięcia oka tłumaczyli, że stawiany przez Unię Europejską wymóg praworządności jest dla nas nich szkodliwy.

RadioZET.pl