Zamknij

Przedsiębiorcy chcą lockdownu dla rządu. „Niech przeżyją pół roku za 5000 zł”

01.02.2021 15:34
Mateusz Morawiecki i Jacek Sasin
fot. Piotr Molecki/East News

Przedsiębiorcy zaczynają coraz wyraźniej tracić cierpliwość. Duża część z nich zdecydowała się ignorować rozporządzenia premiera zakazujące im działalności, a część chce posunąć się nawet dalej i żąda objęcia rządu taką samą pomocą, na jaką sami mogli liczyć.

Lockdown ogłoszony przez rząd nie pociągnął za sobą adekwatnej akcji pomocowej dla zamkniętych przedsiębiorstw. Politycy obozu rządzącego zadecydowali nawet o przeniesieniu o dwa tygodnie posiedzenia Sejmu, na którym miała zostać przyjęta tarcza branżowa, mimo że chwilę wcześniej zarzucali opozycji działanie na szkodę przedsiębiorstw, gdy ta poprosiła o jeden dzień na zapoznanie się z przepisami, zanim zostaną one poddane głosowaniu.

Z powodu deklaracji przedsiębiorców o otwieraniu się rząd rzucił do walki z nimi niemal wszystkie służby: w weekend można było zobaczyć, jak policja blokuje wejście do otwartego klubu, inspektorzy sanepidu nakładają kary, na front zostali rzuceni także funkcjonariusze skarbówki oraz strażacy. Doszło nawet do użycia broni gładkolufowej. W odpowiedzi przedsiębiorcy coraz częściej mówią jednym głosem: niech rząd sam się zamknie i przeżyje pół roku za taką pomoc, jaką otrzymały zamknięte lokale.

Lockdown dla rządu. Przedsiębiorcy chcą, żeby politycy spróbowali przeżyć za pomoc, jaką otrzymały branże

W niedzielę 31 stycznia 2021 roku minęło 100 dni od zamknięcia gastronomii i fitness na dwa tygodnie. Właściciele bankrutują i chwytają się każdego sposobu, żeby zapewnić przetrwanie swoim biznesom i pracownikom.

Siłownie, kluby fitness, restauracje i kluby znalazły się już w tak trudnej sytuacji, że zapowiedziały otwarty bunt. Nie kwestionują celu lockdownu, czyli ochrony zdrowia i życia Polaków, lecz sposób jego wprowadzenia oraz wybranych przez rząd restrykcji. Sądy przyznają im rację, uchylając nałożone na przedsiębiorców kary i argumentując to brakiem umocowania prawnego w zakazach wprowadzanych rozporządzeniami. Gwarantowanej w Konstytucji wolności prowadzenia działalności gospodarczej nie można ograniczyć w taki sposób.

Odpowiednim rozwiązaniem w takiej sytuacji byłoby wprowadzenie stanu wyjątkowego, w którym nie tylko nie byłoby wątpliwości dotyczących legalności zamykania przedsiębiorstw, lecz także kwestie dotyczące wsparcia dla biznesów były prowadzone automatycznie, na postawie wniosków zawierających listę ponoszonych kosztów (między innym najmu oraz wynagrodzeń) i nie wymagałaby w żadnym etapie zaangażowania rządu dzielącego państwowe pieniądze.

Wzmożone kontrole służb przedsiębiorcy próbujący walczyć o przetrwanie traktują jako nękanie, próbę zastraszenia oraz przyznanie, że rząd na gruncie prawnym jest bezsilny. Akcje funkcjonariuszy i urzędników budzą jeszcze większy gniew przedsiębiorców.

W rozmowie z money.pl rosnącą frustrację branży wyraził Jan Latajka, właściciel restauracji Jaśkowa Dolina.

Niech każdy dostanie 5 tys. zł bezzwrotnej pożyczki i 2 tys. zł postojowego. Niech tak żyją przez pół roku. Nie oczekuję żadnej pomocy, żadnej tarczy. Tylko niech rząd pozwoli nam pracować, zarabiać. Niech nie nasyła na nas sanepidu, policji czy innych służb.

Jan Latajka

Przedsiębiorca domaga się, żeby rząd w ramach solidarności zrezygnował z wynagrodzeń i uposażeń i objął się taką samą tarczą branżową, jaką otrzymały restauracje. Z otrzymanych pieniędzy zaś powinni spróbować przez pół roku utrzymać siebie, swoje biura poselskie oraz zatrudnionych w nich pracowników.

Rząd przedłużył na kolejne dwa tygodnie zakaz działania dla branży gastronomicznej i fitness, kolejne rozważanie zdjęcia obostrzeń ma odbyć się w połowie lutego 2021 roku. Do rozporządzenia w ostatniej chwili wpisano kilka wyjątków od lockdownu dla urzędników.

RadioZET.pl/money.pl