Zamknij

Posypały się dyscyplinarki za picie podczas pracy zdalnej

06.04.2021 18:50
picie alkoholu podczas pracy zdalnej
fot. MAREK ZAJDLER/East News

Praca zdalna stała się w wielu zawodach obowiązkowa wraz z pojawieniem się pandemii. Pracodawcy bardzo się jej bali ze względu na brak zaufania co do należytego wypełniania przez zatrudnionych obowiązków służbowych. Te obawy w większości przypadków się nie potwierdziły, pojawiły się jednak informacje o pierwszych zwolnieniach dyscyplinarnych za picie alkoholu w czasie pracy.

Praca zdalna stała się podstawą funkcjonowania wielu biur w praktyce z dnia na dzień: pracodawcy starali się zminimalizować ryzyko zachorowania zatrudnionych przy jednoczesnym zapewnieniu ciągłości działania przedsiębiorstwa. Przez lata tą kwestią jednak się nie zajmowano, przez co konieczne było wprowadzenie prowizorycznych przepisów na czas pandemii.

Prace legislacyjne nad nowelizacją Kodeksu pracy cały czas trwają, w zaprezentowanych po raz pierwszy założeniach nowych przepisów można wyczytać, że skupiano się między innymi na kwestii pokrywania przez pracodawcę kosztów energii elektrycznej zużywanej w czasie pracy. Coraz głośniej, i jak się okazało nie bez powodu, mówi się także o uprawnieniach do kontrolowania stanu trzeźwości pracujących zdalnie.

Zwolnienie dyscyplinarne za picie alkoholu w czasie pracy zdalnej. Są pierwsze przypadki

W treści nowych umów o pracę można znaleźć zapisy zabraniające w czasie wykonywania pracy zdalnej prania, prasowania czy opiekowania się dzieckiem. Pracodawcy chcą w ten sposób zabezpieczyć swoje interesy w przypadku, gdyby wykonywanie obowiązków służbowych było rozumiane przez zatrudnionego inaczej, niż przedsiębiorstwo.

Problemem w przypadku pracy zdalnej staje się także spożywania w jej trakcie alkoholu. W czasie pandemii Polacy zaczęli częściej sięgać po mocniejsze trunki, próbując poradzić sobie z narzuconym dystansem społecznym. Zdarza się, że nie czekają z tym na skończenie dnia pracy. W kilku przypadkach zaowocowało to już dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy, o czym poinformował „Gazetę Wyborczą” mówi dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Wojewódka i Wspólnicy

Sami mieliśmy już kilka takich przypadków. U jednego z naszych klientów - pracodawców pracownik w czasie wideokonferencji świadczył pracę w stanie wskazującym na spożycie. Tak się zachowywał, głos się rwał, bełkotał, a i wzrok miał rozbiegany. Nie było żadnych wątpliwości, że takie ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych powinno się skończyć tzw. dyscyplinarką. I tak się stało.

dr Marcin Wojewódka

Udowodnienie, że pracownik znajdował się pod wpływem alkoholu nie jest jednak łatwe. Pracodawca może poprosić policję o sprawdzenie trzeźwości, pracujący zdalnie nie ma jednak obowiązku wpuszczenia funkcjonariuszy do domu. Ma to zmienić nowelizacja Kodeksu pracy, jednak do jej uchwalenia wciąż jeszcze jest daleko.

Problem jest poważny, o czym zaświadczył Krzysztof Brzózka, były dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Wcześniej, jeśli ktoś zabierał do pracy małpkę wódki, zawsze istniało niebezpieczeństwo, że ktoś w firmie to zauważy, teraz nie ma takiego niebezpieczeństwa, dlatego niektórzy bezkarnie stawiają obok komputera nie małpkę, ale już pół litra wódki, i tak pracują.

Krzysztof Brzózka

Przedsiębiorstwa znalazły sposób, żeby obejść brak możliwości sprawdzenia, czy pracownik wykonywał obowiązki w stanie upojenia alkoholowego. W dyscyplinarkach wręczanych zatrudnionym nie znajduje się informacja, że z tego właśnie powodu zostali zwolnieni.

Zamiast tego pracodawcy powołują się na umyślne naruszenie podstawowych obowiązków, takich jak nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy czy niewykonanie postawionych przed pracownikiem zadań.

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza