Zamknij

Taniej byłoby płacić górnikom za nic, niż utrzymywać kopalnie

30.09.2020 11:02
górnicy w kopalni
fot. Dominik Gajda/REPORTER

Utrzymanie górnictwa do 2049 roku pochłonie dziesiątki miliardów złotych. Taniej byłoby płacić przez ten czas górnikom postojowe, niż pokrywać koszta funkcjonowania nierentownych kopalń.

Likwidacja górnictwa potrwa do 2049 roku, a więc niemal do przyjętej w porozumieniu paryskim daty całkowitego zaprzestania emitowania gazów cieplarnianych. Takie warunki wynegocjowali z rządem górnicy walczący o utrzymanie swoich miejsc pracy.

Oznacza to, że przez 29 lat trzeba będzie dopłacać do funkcjonowania kopalń, których sytuacja będzie się systematycznie pogarszać. Odejście od paliw kopalnych oznacza bowiem, że zapotrzebowanie na węgiel będzie malało, a na dodatek wysokie koszta wydobycia sprawią, że taniej będzie sprowadzić surowiec zza granicy. Wynegocjowany program będzie więc drenażem dla budżetu państwa, muszącego dopłacać coraz więcej do produkcji węgla, który nie zostanie sprzedany.

Górnictwo: wypłata postojowego górnikom tańsza, niż utrzymywanie kopalń przez 29 lat

Polska energetyka ma odejść od węgla do 2040 roku. To konserwatywne plany i może się okazać, że rozbrat z polskim „czarnym złotem” zakończy się znacznie szybciej. Nawet jednak utrzymanie coraz droższych elektrowni węglowych przez dwie dekady oznacza, że przez ostatnie 9 lat górnicy będą wydobywać węgiel, na który nie będzie rynku zbytu.

Porozumienie z branżą zostało zawarte w taki sposób, żeby umożliwić obecnym górnikom przepracowanie do emerytury i maksymalnie wykorzystać przyznane kopalniom koncesje.

Zobacz także

Jak wynika z danych pozyskanych przez Business Insider Polska, w 2019 roku w zapewnienie działania kopalń zainwestowano 4,4 mld zł. W pierwszej połowie 2020 koszty te wyniosły 1,7 mld zł – tyle trzeba było wydać, żeby umożliwić górnikom pracę.

Na wynagrodzenia od maja 2020 wydawano miesięcznie średnio 670 mln zł, przy czym należy pamiętać, że bez przestojów spowodowanych przez pandemię COVID-19 doszłyby do tego większe premie za wydobycie. Płace górników dołowych pochłaniają około 510 mln zł miesięcznie.

Zobacz także

Sytuację kopalń, w których łatwodostępne złoża o wysokiej jakości już dawno się skończyły, ratowały elektrownie, de facto dopłacające do funkcjonowania przedsiębiorstw wydobywczych. W lipcu 2020 roku średnia cena nabywanej przez elektrownie tony węgla wynosiła 263 złote. W Europie płacono w tym miesiącu 205 zł.

Oprócz zawoalowanych dotacji grupy energetyczne wpierały też kopalnie otwarcie, inwestując w ich modernizacje. W latach 2016-2019 Tauron włożył w swoje kopalnie 1,2 mld zł, zaś PGG otrzymało od PGE, Energi, Enea, PGNiG, Węglokoksu i TF Silesia łącznie 4,3 mld zł pochodzących z opłat za energię elektryczną.

Zobacz także

Dotowanie funkcjonowania kopalń, których sytuacja rynkowa będzie się tylko pogarszać, będzie pochłaniać miliardy złotych z budżetu. Środki będą potrzebne nie tylko na wynagrodzenia, lecz także na utrzymanie infrastruktury oraz uruchamianie wydobycia z nowych złóż. Może więc, zamiast utrzymywania fikcji, po prostu zacząć płacić górnikom za nic? Jak się okazało, na takim rozwiązaniu możemy oszczędzić fortunę.

W kopalniach PGG i Tauron Wydobycie pracuje łącznie 48,7 tys. osób z 76 tys. zatrudnionych w górnictwie. 77 procent pracujących to górnicy dołowi, wynagrodzenie postojowe trzeba by więc wypłacać łącznie 37,5 tys. osób. Przy założeniu, że byłaby to średnia płaca w branży w miesiącach maj-lipiec 2020, byłoby to 7500 zł brutto. Razem ze składakami ZUS (ale bez PIT, bo pieniądze z podatku wracają do budżetu), byłoby to około 8500 zł, miesięczne postojowe dla górników z nierentownych kopalni wynosiłoby około 320 mln zł miesięcznie i 3,8 mld zł rocznie.

Zagłosuj

Które rozwiązanie byłoby lepsze?

Liczba głosów:

Mniej, niż trzeba inwestować, żeby móc w obecnych warunkach zapewnić górnikom możliwość pracowania i wypłacania im świadczeń.

RadioZET.pl/Business Insider Polska