Ponad 10,7 tys. pozwoleń na pracę, na Węgrzech, wydano osobom spoza UE

Olga Papiernik
11.12.2017 10:42
Ponad 10,7 tys. pozwoleń na pracę, na Węgrzech, wydano osobom spoza UE
fot. East News

Ponad 10,7 tys. pozwoleń na pracę na Węgrzech wydano do końca września osobom spoza Unii Europejskiej, w tym głównie Ukraińcom i Serbom - poinformował w poniedziałek węgierski dziennik "Vilaggazdasag".

Tegoroczny limit zezwoleń wynosi 59 tys. "Dotąd wykorzystano zaledwie ułamek tegorocznego limitu" - zauważa gazeta, powołując się na dane Ministerstwa Gospodarki Narodowej.

Dziennik podkreśla przy tym, że najwięcej zatrudnionych cudzoziemców spoza UE stanowią Ukraińcy i Serbowie.

Węgry zniosły od lipca obowiązek uzyskania pozwolenia na pracę przez Ukraińców i Serbów w zawodach, w których brakuje siły roboczej. Wśród 41 kategorii zawodów, których dotyczyło zniesienie obowiązku, jest m.in. branża budowlana, transport, logistyka, służba zdrowia oraz sektor IT. Obywatele tych dwóch państw mogą się także zatrudniać bez pozwolenia jako pielęgniarze, kasjerzy czy kucharze.

Coraz więcej Ukraińców i Serbów zatrudnianych jest w zawodzie informatyka, kierowcy czy budowlańca.

Generalnie cudzoziemcy najczęściej pracują na Węgrzech w handlu, przy naprawie samochodów, przemyśle turystycznym, budownictwie i przemyśle przetwórczym. Prawie dwie trzecie znajduje zatrudnienie w Budapeszcie.

Ponad jedna trzecia wszystkich zatrudnionych na Węgrzech cudzoziemców ma wykształcenie wyższe.

Według styczniowego badania instytutu GKI 81 proc. firm węgierskich deklarowało braki wykwalifikowanej siły roboczej, a jedna piąta nie była w stanie znaleźć wystarczającej liczby pracowników z wyższym wykształceniem.

Wiceprezes Krajowego Stowarzyszenia Pracodawców i Zakładów Przemysłowych (MGYOSZ) Peter Lakatos mówił w zeszłym roku, że niedostatek siły roboczej wynika głównie, obok emigracji, ze spadku liczby urodzeń, co sprawia, że więcej osób przechodzi na emeryturę, niż wchodzi na rynek pracy.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - Biznes na Facebooku

PAP/Małgorzata Wyrzykowska/OP