Zamknij

Podwyżki dla nauczycieli. Samorządy: nie mamy na to pieniędzy

18.08.2020 07:51
Podwyżki dla nauczycieli 2020. Samorządy nie mają na nią pieniędzy
fot. Wojtek Laski/East News (ilustracyjne)

Nauczyciele mogą mieć kłopoty z otrzymaniem obiecanych przez rząd podwyżek - alarmuje "Gazeta Wyborcza". Sfinansować je mają samorządy, które zmagają się z dziurą budżetową podczas kryzysu.

Nauczyciele od 1 września rozpoczną trudny rok szkolny. "GW" wyszczególniła trzy scenariusze tego, jak może wyglądać nauka w placówkach edukacyjnych przez kolejne miesiące.

"Trudna układanka stacjonarnej nauki, która w większych szkołach oznacza pracę na zmiany (bo ścisk w liceach i osiem klas podstawówki raczej uniemożliwiają zachowanie dystansu społecznego), albo nauka hybrydowa - z wykorzystaniem elementów nauki zdalnej i stacjonarnej, albo równie trudna nauka zdalna, "bo MEN przez wakacje nie ułatwił sprawy: nie przeszkolił nauczycieli, nie dał narzędzi ani sprzętu" - komentowała "GW".

Samorządy: nie mamy pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli

Jednocześnie nauczyciele nie mogą liczyć na pieniądze za dodatkowe nadgodziny podczas nauki w czasie pandemii. Potwierdzają to dyrektorzy i nauczyciele w całej Polsce.

Zobacz także

"GW" podkreśliło, że reforma edukacyjna m.in. likwidacja gimnazjum spowodowała ogromne koszty dla samorządów, a z budżetu państwa nie zwiększono subwencji oświatowej dla gmin czy powiatów.

Tymczasem rząd PiS w ubiegłym roku obiecał, że nauczyciele dostaną we wrześniu 6-procentowe podwyżki. Taka decyzja zapadła do ogólnopolskim strajku nauczycieli.

Po podwyżce stażysta z tytułem magistra będzie zarabiał 2949 zł brutto (ok. 2150 zł netto), a nauczyciel dyplomowany - 4046 zł brutto (3 tys. zł netto). Z kolei nauczyciel stażysta z tytułem licencjata otrzyma równowartość płacy minimalnej (obecnie wynosi 2600 zł, a od 2021 r. ma wzrosnąć do 2800 zł).

- Rozesłaliśmy ankietę do wójtów i burmistrzów, czy będą w stanie te 6 proc. nauczycielom wypłacić. Wiemy już jednak, że niektóre gminy sobie nie poradzą - komentował Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol i przewodniczący Związku Gmin Wiejskich, cytowała "GW".

Zobacz także

Minister odpowiada na krytykę

W jego ocenie reforma oświaty była kosztowna, a "dochody z PIT spadły, podwyższenie przez rząd płacy minimalnej spowodowało, że podwyżki wypłacono innym".

"Solidarność" wskazała, że problemem jest system, w którym samorządy są obarczane kosztami utrzymania oświaty z własnej, czasami pustej kieszeni.

- Na edukację łoży nie tylko rząd, ale też samorząd. To, że subwencja jest niewystarczająca, nas nie interesuje. Nas obchodzą pracownicy. Jeśli system finansowania oświaty się nie zmieni, to rząd nie przestanie mówić, że przecież daje, a samorząd, że nie wystarcza - komentowała Monika Ćwiklińska, rzeczniczka nauczycielskiej „Solidarności”, cytowana "GW".

- Minister mówi, że na podwyżkę pieniądze zostały zabezpieczone w subwencji oświatowej. Ale przecież wszyscy wiemy, że one już dawno zostały skonsumowane, rozdysponowane. Z dużym niepokojem obserwujemy, jak ten brak pokrycia przekłada się na napięcia i emocje między lokalną władzą a środowiskiem edukacyjnym - wskazywał Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Dariusz Piontkowski, minister edukacji narodowej, na antenie Polskiego Radia poinformował we wtorek, że wystąpił do ministra finansów i do premiera z wnioskiem o zwiększenia subwencji oświatowej, tak, aby pojawiły się dodatkowe środki na zajęcia w pierwszym semestrze. - Podobnie powinny zachować się samorządy - dodał. 

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/PAP