Zamknij

Parler, czyli prawicowy Twitter, zyskuje użytkowników

18.11.2020 16:07
Parler, czyli prawicowy Twitter, zyskuje użytkowników
fot. Ascannio/Shutterstock (ilustracyjne)

Twitter jest coraz częściej krytykowany przez konserwatywnych i prawicowych polityków. Powodem jest oznaczanie niektórych wpisów jako dezinformację. Dlatego zwolennicy Donalda Trumpa czy teorii spiskowych uciekają na platformę Parler.

Twitter, zwłaszcza po wyborach prezydentkich w USA, jest ostro krytykowany w ostatnich tygodniach przez prawą stronę sceny politycznej, nie tylko za oceanem. Jak informował dziennik "The Wall Street Journal" (WSJ), Republikanie zarzucając Facebookowi i Twitterowi cenzurowanie konserwatywnych treści, zaczęli przenosić swoje konta na platformę Parler, tłumacząc, że zapewnia im ona większą wolność słowa.

W ciągu niecałego tygodnia serwis społecznościowy, założony w 2018 r. przez Johna Matzego i Jareda Thomsona, podwoił liczbę aktywnych użytkowników do 10 milionów. Parler pozyskał też nowych inwestorów, w tym rodzinę Mercer, która wcześniej już niejednokrotnie wspierała konserwatywne cele.

Parler. Na czym polega prawicowy Twitter?

W odróżnieniu od Facebooka i Twittera, Parler nie korzysta z algorytmów rekomendujących użytkownikom określone treści. Nie gromadzi także danych internautów i, ze względów prywatności, nie łączy się z innymi platformami społecznościowymi. Platforma po prostu wyświetla użytkownikowi w porządku chronologicznym wszystkie treści publikowane przez osoby, których profile on obserwuje.

Zobacz także

Parler nie wprowadza też odgórnej moderacji treści, ale pozostawia użytkownikom decyzję co do tego, czy chcą zainstalować filtry ukrywające wybrane treści, np. mowę nienawiści, materiały zawierające przemoc czy pornografię. Jedyne usuwane przez serwis treści to spam, groźby kierowane do innych użytkowników oraz wpisy dotyczące nielegalnej działalności; materiały te są weryfikowane przez współpracujących z platformą wolontariuszy.

Z platformy korzystają również chętnie internauci lub organizacje, których konta z jakichś powodów zostały zablokowane lub usunięte z innych serwisów społecznościowych, jak np. skrajnie prawicowy dziennikarz i prezenter Alex Jones, nacjonalistyczna grupa The Proud Boys czy też organizatorzy kampanii "Stop the Steal", podważającej legalność wyborów prezydenckich w USA. 

Zobacz także

W środę swoje konto na platformie Parler założyła Solidarna Polska, współkoalicjant PiS-u w obozie Zjednoczonej Prawicy. Dzień wcześniej swoich fanów do Parlera zaprosiła Ivanka Trump, córka prezydenta USA.

Próby tworzenia alternatywnych portali społecznościowych, nastawionych na prawicowych użytkowników, podejmowane są również w Polsce. Wśród nich serwisy, takie jak Polfejs czy zapowiadana platfroma wideo przez youtubera Marcina Rolę.

Szef Twittera tłumaczył się przed Senatem USA

Z kolei we wtorek szefowie Facebooka (Mark Zuckerberg) i Twittera (Jack Dorsey), bronili we wtorek w Senacie USA polityki swoich firm w walce z dezinformacją w trakcie amerykańskich wyborów. Nie przekonywało to wszystkich parlamentarzystów, z których część zapowiadała nałożenie regulacji na branżę.

W centrum ponad czterogodzinnego posiedzenia komisji sprawiedliwości Senatu, w którym szefowie wielkich firm uczestniczyli zdalnie, była właśnie "polityka moderowania" wpisów przez gigantów branży mediów społecznościowych. Republikańscy parlamentarzyści, bardziej aktywni w trakcie wtorkowego przesłuchania, zarzucają Facebookowi i Twitterowi zaprowadzanie cenzury i ograniczanie wolności wypowiedzi na tych platformach. Demokraci skupiają się głównie na wezwaniach zwiększenia skuteczności w walce z dezinformacją oraz mową nienawiści.

Zobacz także

Dorsey, tłumacząc oznaczanie wpisów o wyborczych fałszerstwach, ocenił że jego firma chce informować o ich szerszym kontekście. Nie przekonało to republikańskiego senatora z Teksasu Teda Cruza, który uznał, że Twitter w ten sposób zajmuje polityczne stanowisko.

Szef Twittera przyznał, że błędem były działania firmy wobec niektórych urzędników, przypisując to "podwyższonej uwadze wobec rządowych kont". Mike Lee, senator GOP z Indiany, ocenił, że "takie błędy" pojawiają się na tej platformie statystycznie częściej wobec osób o poglądach konserwatywnych.

RadioZET.pl/PAP