Zamknij

Rząd: opłata reprograficzna to nie podatek

03.03.2021 21:51
resort kultury o opłacie reprograficznej
fot. Bartosz KRUPA/East News

Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu broni opłaty reprograficznej i tłumaczy, że ta nie jest podatkiem.

Opłata reprograficzna podzieliła polityków. Konfederacja mówi o podatku od smartfonów, a resort kultury tłumaczy, że to nie nowa danina, a opłata dla twórców.

Czym jest opłata reprograficzna i dlaczego budzi tyle kontrowersji? Wyjaśniamy.

Opłata reprograficzna. Co to jest?

W minionym roku rząd zaprezentował projekt wprowadzający na pozór nową opłatę, która obciążałaby importerów i producentów smartfonów, tabletów, komputerów i telewizorów, co mogłoby ostatecznie wpłynąć na ich cenę. Jak jednak przekonuje rząd, konsumenci mogą nie odczuć zmian. Warto nadmienić, że taka opłata już istnieje, ale w nieco „okrojonej” wersji.

Podstawą prawną do pobierania opłaty reprograficznej jest art. 20 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Taką opłatę wnoszą dziś importerzy i producenci nośników, które służą do zwielokrotniania utworów chronionych prawem autorskim. Są oni zobowiązani, za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, do uiszczania opłat w wysokości do 3 proc. wpływów z tego tytułu na rzecz twórców oraz wydawców.

Cel? Zrekompensowanie autorom muzyki, filmów czy książek fakt zwielokrotniania ich utworów na użytek prywatny przez nabywców ich dzieł. Rozporządzenie sprzed prawie 20 lat wciąż mówi o kasetach wideo i magnetofonach. Rząd zdecydował się nieco odkurzyć przepisy i dopisać do nich m.in. smartfony.

Resort kultury wskazuje, że projekt zakłada też stworzenie Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych, na który trafi od 30 proc. do 49 proc. środków pobranych z opłaty reprograficznej (w zależności od typów urządzeń). Pozostałe środki zostaną przeznaczone stowarzyszeniom reprezentującym twórców, w szczególności naukowców, dziennikarzy i artystów.

Dystrybucją środków z Funduszu ma zająć się Polska Izba Artystów, czyli instytucja o charakterze quasi-rządowym. Resort kultury zapewnia, że lista beneficjentów i wysokość świadczeń nie będą miały charakteru uznaniowego.

48. podatek Prawa i Sprawiedliwości? Spór o opłatę reprograficzną

Przeciwko wprowadzeniu nowej opłaty są posłowie Konfederacji, którzy zorganizowali konferencję w tej sprawie. Posłowie Krzysztof Bosak i Michał Urbaniak  wraz z prawnikiem Witoldem Stochem przekonywali, że taka opłata to „kolejne uderzenie w kieszenie Polaków i to podczas kolejnego lockdownu”.

- To byłby już 48. podatek wprowadzony przez PiS - ocenił Stoch.

Krzysztof Bosak dodał, że rząd chce stworzyć kolejny fundusz, którym sam będzie zarządzał. Ocenił, że fundusz ten „będzie służył wspieraniu tych, którzy przynależą do pewnego establishmentu, który jest w stanie wynegocjować sobie kolejne przywileje polityczne”.

Na słowa posłów szybko zareagował resort kultury. W oświadczeniu przesłanym PAP czytamy, że opłata reprograficzna to nie podatek, a „rekompensata uczciwej kultury”.

„To niewielka kwota (od 1 do 4 proc. ceny urządzenia) wypłacana z marży producentów sprzętu elektronicznego – służącego do darmowego dozwolonego użytku utworów chronionych – twórcom tych utworów” – pisze resort kultury.

 Opłata reprograficzna nie jest podatkiem. Nie wpływa do budżetu państwa ani samorządów terytorialnych. Przekazywana jest twórcom, gdyż darmowe odtwarzanie ich utworów zwiększa atrakcyjność i popyt na urządzenia elektroniczne takie jak smartfony, tablety czy laptopy, a jednocześnie zmniejsza wpływy twórców ze sprzedaży swoich utworów. Opłata znacznie poszerza też darmowy dostęp do dóbr kultury. To dzięki niej możliwe jest w pełni legalne darmowe odtwarzanie dla celów prywatnych, rodzinnych czy towarzyskich muzyki, filmów, książek czy obrazów chronionych prawem autorskim 

MKDNiS

Resort przekonuje też, że taka opłata nie musi podnosić cen smartfonów, czego dowodem są niższe ceny tych samych popularnych smartfonów czy komputerów w Niemczech niż w Polsce. Jak wskazano w oświadczeniu, to właśnie u zachodnich sąsiadów pobiera się największe kwoty w ramach takiej opłaty.

W oświadczeniu Ministerstwo zarzuca posłowi Konfederacji wprowadzanie Polaków w błąd. Resort zaznacza, że rozszerzona opłata reprograficzna nie obciąży kieszeni konsumentów.

„Wręcz przeciwnie, powoduje, że cyfrowe utwory artystyczne, naukowe i prasowe mogą być dostępne w sieci za darmo, a prawa twórców nie są zaspokajane z podatków, tylko pokrywane przez koncerny big-tech” – podkreślono w komentarzu.

RadioZET.pl/PAP