Zamknij

Od 1 lutego powrót do podziału na strefy? Eksperci są za

26.01.2021 07:50
Możliwy powrót do podziału na strefy
fot. Wojtek Laski/East News

Eksperci są zgodni: sytuacja epidemiczna umożliwia odmrażanie gospodarki. Wirusolog prof. Włodzimierz Gut rekomenduje powrót do stref: zielonych, żółtych i czerwonych.

Lockdown od miesięcy paraliżuje gospodarkę. Choć sytuacja epidemiczna poprawiła się, przedsiębiorcy wciąż nie mają jasnej deklaracji, kiedy będą mogli wznowić działalność.

Część z nich działa na własną rękę wbrew rządowym restrykcjom. Już ponad 20 tysięcy restauracji przyjmuje gości, zaś sklepy w galeriach objęte zakazem handlu otworzyły się i działają na granicy prawa.

Powrót do podziału na strefy

Strefowe luzowanie gospodarki to, jak mówi dla PAP prof. Włodzimierz Gut, optymalny sposób odmrażania gospodarki. Takie rozwiązanie pozwoliłoby przynajmniej niektórym przedsiębiorcom odrobić powstałe przez lockdown straty.

Zakończeniu lockdownu sprzyja też sytuacja epidemiczna. 25 stycznia odnotowaliśmy 2,4 tys. zakażeń koronawirusem, to najmniejsza dobowa liczba zachorowań od października.

Mamy obecnie w Polsce stabilizację zakażeń. Jeżeli faktycznie dane pokażą pod koniec tygodnia spadek zakażeń, wówczas, będzie można przejść do strefowego poluzowania restrykcji, a nie ogólnokrajowego 

prof. Włodzimierz Gut

Ekspert prognozuje, że pod koniec tygodnia rząd może podjąć decyzję ws. zniesienia obostrzeń. Wówczas dane dadzą pełny obraz tego, czy poziom zachorowań rzeczywiście spadł.

Jak wskazał - "to, czy mamy obecnie pewien spadek zachorowań na COVID-19, dowiemy się dopiero w czwartek, piątek tego tygodnia".

Przyznał, że skutki strefowego poluzowania restrykcji w dużej mierze będą zależeć od dyscypliny Polaków. Radzi, by nie gromadzić się w galeriach handlowych czy w restauracjach tuż po ich odmrożeniu. - Wówczas będzie wzrost zakażeń w populacji, jeśli natomiast Polacy będą zachowywać się przyzwoicie - choć nie bardzo w to wierzę, ponieważ rozsądni ludzie po prostu nie skorzystają z możliwości - to może się okazać, że mamy stabilizację - powiedział prof. Gut.

Cała Polska żółtą strefą? Rząd nie wywiązał się z obietnicy

Jeszcze w listopadzie rząd obiecał, że przy niskiej średniej zachorowań Polska końcem grudnia wróci do żółtej strefy.

 „W momencie spadku liczby zachorowań, od 28 grudnia wrócimy do podziału na strefy: czerwoną – powiaty z najwyższą liczbą chorych, żółtą i zieloną – powiaty z najniższą liczbą chorych. Będziemy także stopniowo rozluźniać panujące restrykcje” – głosi rządowy komunikat z 21 listopada. Polska miała znów być żółtą strefą, gdy średnia dzienna liczba zachorowań z 7 dni osiągnie ok. 9,4 tys.

Od 19 stycznia, czyli od 7 dni odnotowujemy średnią dzienną liczbę zakażeń nawet poniżej 7000, co wpisuje Polskę w strefę żółtą zgodnie z wytycznymi z listopada.

Jak zgodnie z rządowym planem powinny wyglądać restrykcje w żółtej strefie? Kina i wydarzenia kulturalne mogłyby być dostępne dla 25 proc. publiczności, a prywatnych spotkaniach miało uczestniczyć nawet 25 osób. Wróciłyby wesela i inne imprezy okolicznościowe z udziałem maksymalnie 50 biesiadników. Parki rozrywki, galerie handlowe i sklepy także miały być otwarte w reżimie sanitarnym. Hotele mogłyby działać bez ograniczeń, zaś restauracje i bary – do godziny 21. Siłownie i kluby fitness też mogłyby być już otwarte w reżimie sanitarnym.

Mogłyby, ale nie są, gdyż rząd nie dotrzymał słowa i przedłużył lockdown. Przynajmniej do końca miesiąca nie wybierzemy się do sklepów odzieżowych w galeriach, nie przenocujemy w hotelu, nie pójdziemy na siłownię, a jedzenie w restauracjach zamówimy wyłącznie na wynos.

RadioZET.pl/PAP