Zamknij

Organizatorzy Marszu Niepodległości nie płacą za straty

12.11.2020 19:53
Marsz Niepodległości. Narodowcy nie zapłacili ani złotówki za straty
fot. Piotr Drabik/RadioZET.pl

Zamieszki podczas Marszu Niepodległości spowodowały w stolicy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych strat. Jednak do tej pory organizatorzy pochodu środowisk narodowych ani razu nie pokryli kosztów zniszczeń podczas poprzednich zgromadzeń.

Marsz Niepodległości, który od ponad 10 lat odbywa się w centrum Warszawy, praktycznie co roku przynosi incydenty i starcia z policją. Pochód środowisk narodowych i skrajnie prawicowych również w środę doprowadził do zamieszek. Według stołecznej policji starcia m.in. w okolicy ronda de Gaulle'a oraz przy stacji Stadion Narodowy przypominały regularną bitwę. Co najmniej 25 funkcjonariuszy zostało rannych. 

Chuligani, którzy brali udział w nielegalnym marszu (ze względu na pandemię miał on przyjąć formę tylko przejazdu samochodowego), wyrywali kostkę brukową, rzucali racami w policjantów oraz doprowadzili do podpalenia mieszkania na warszawskim Powiślu. Stołeczny ratusz oszacował straty po środowych zamieszkach na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy organizatorzy pochodu narodowców pokryli straty spowodowane podczas wcześniejszych starć z policją?

Narodowcy nie płacą za straty w zamieszkach

Portal Money.pl podkreślił, że Stowarzyszenie Marsz Niepodległości - główny organizator cyklicznego pochodu - nie zapłaciło dotąd ani razu za straty spowodowane przez uczestników zgromadzenia. - Nie dostaliśmy żadnego pozwu - komentował Damian Kita, rzecznik Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, w rozmowie z portalem.

Zobacz także

Dodał, że organizatorzy marszu nigdy nie zostali pozwani bądź zmuszeni do wypłaty odszkodowań. Co więcej - za incydenty ze środy odpowiada warszawski ratusz i policja, która uniemożliwiła dojazd uczestnikom. Do tej pory straty spowodowane podczas Marszu Niepodległości pokrywał warszawski ratusz lub Skarb Państwa. Tak było w 2013 roku, kiedy w trakcie trwania marszu podpalono budkę strażniczą przy Ambasadzie Federacji Rosyjskiej. Straty oszacowano na 11 tys. dolarów.

Również siedem lat temu Hanna Gronkiewicz-Waltz, ówczesna prezydent Warszawy, zapowiedziała pozew przeciwko organizatorom marszu. Rachunek strat opiewał na 120 tysięcy złotych: 6 tys. za zniszczoną infrastrukturę drogową, 70 tys. za spaloną tęczę na pl. Zbawiciela i 40 tys. za sprzątanie. Ostatecznie sprawa nie trafiła do sądu.

Money.pl przypomniało, że Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodny z ustawą zasadniczą zapis ustawy o zgromadzeniach, zgodnie z którym przewodniczący zgromadzenia nie ponosi odpowiedzialności majątkowej za szkody powstałe z winy uczestników zgromadzenia.

Zobacz także

Co więcej - ten sam Trybunał w wyroku z 10 listopada 2004 r. uznał, że przerzucenie na organizatora ciężaru odpowiedzialności praktycznie za każdą szkodę wywołaną przez uczestnika zgromadzenia wykracza istotnie poza przyjęty zakres ryzyka odszkodowawczego.

- Zatem odpowiedzialnością należy obarczyć osoby, które dokonały zniszczeń. Osoby poszkodowane, jako właściciele zniszczonego przez uczestników mienia mają prawo dochodzić na zasadach ogólnych pokrycia kosztów szkód wyrządzonych przez uczestników marszu, którzy dokonali zniszczeń. Sprawa ze względu na ustalenie materiału dowodowego i wskazanie osób odpowiedzialnych może być skomplikowana i trwać nawet kilka lat - komentowała mec. Elżbieta Buczek, z kancelarii Dubois i wspólnicy, w rozmowie z Money.pl.

RadioZET.pl/Money.pl