Zamknij

Lockdown potrwa znacznie dłużej. Rząd boi się o tym powiedzieć

29.03.2021 22:42
Mateusz Morawiecki
fot. Polska Press/East News

Obostrzenia wprowadzone 27 marca 2021 roku mają obowiązywać do 9 kwietnia 2021 roku. Nie ma szans, żeby lockdown można było wtedy poluzować: premierowi Mateuszowi Morawieckiemu wymknęło się na konferencji, że za 2-3 tygodnie sytuacja epidemiczna może być jeszcze gorsza.

Lockdown wydaje się być logicznym i skutecznym środkiem do walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Jeśli Polacy będą stosować się do zasad dystansu społecznego, unikać bliskich kontaktów i sumiennie odkażać dłonie przed i po każdą wizytą w sklepie, patogen nie powinien dostawać szans na przeskoczenie na kolejną osobę.

Tyle mówi teoria, z której praktycznym wdrożeniem bywa źle. Trzecia fala, której szczyt według założeń rządu ma przypaść w okolicach Wielkanocy, może oznaczać w polskich warunkach koniec świata. Kościół ustami hierarchów stanowczo przeciwstawia się ograniczeniom dotyczącym liczby wiernych mogących uczestniczyć we mszy, a jeśli dodać do tego tradycyjne spotkania w rodzinnym gronie, święta mogą stać się jednym wielkim ogniskiem koronawirusa. Rząd zdaje sobie z tego sprawę, ale nie chce mówić za dużo o planach na przyszłość, żeby nie stać się obiektem jeszcze bardziej stanowczych narzekań przy jajeczku.

Lockdown potrwa znacznie dłużej. Świąteczne spotkania mogą stać się ogniskami zakażeń

Jeszcze na początku marca rząd dawał do zrozumienia, że wszystko ma pod kontrolą. Trzecia fala miała okazać się tylko falką, po pokonaniu której miało nastąpić trwałe luzowanie restrykcji. Lockdown miał skończyć się przed wakacjami, wraz z wykonaniem szczepień dla wszystkich chętnych.

Wielkanoc miała być oddechem wolności dla zmęczonych obostrzeniami Polaków oraz miejscem dyskusji nad Nowym Ładem, czyli projektem zmiany Polski tworzonym przez PiS. Okazało się jednak, że trzecia fala nawet nie zwolniła po potraktowaniu obostrzeniami i zalała system ochrony zdrowia tak skutecznie, że codziennością stają się dramatyczne opowieści o czekaniu przez karetkę z chorym wymagającym natychmiastowej pomocy na śmierć pacjenta korzystającego z respiratora i tym samym zwolnienie sprzętu do użytku.

Jak donosi money.pl, rząd w obliczu tak ogromnej katastrofy koncentruje się przede wszystkim na próbach zwiększenia liczby łóżek dla chorych na COVID-19, kwestią ewentualnego zaostrzenia restrykcji planując się zająć pod koniec tygodnia, na podstawie najbardziej aktualnych danych.

Jeśli się okaże, że pandemia nie zwalnia, w grę wchodzić może nawet teoretycznie wprowadzenie godziny policyjnej i zakazu przemieszczania się na święta, o ile rząd zdrowie i życie Polaków postawi wyżej niż dobre stosunki z Kościołem.

Premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej przyznał, że rząd szykuje się na najgorsze – być może szczyt trzeciej fali przypadnie nawet dwa tygodnie po Wielkanocy. W takim przypadku o luzowaniu lockdownu przed majem nie ma co liczyć.

Nie wykluczamy żadnego scenariusza, gdyby po 2-3 tygodniach sytuacja epidemiczna była gorsza.

Mateusz Morawiecki

Niekontrolowany i niewypłaszczony wybuch zachorowań może wymusić sięgnięcie po drastyczne środki. Z nieoficjalnych przecieków można nawet dowiedzieć się o rozważaniu przez rząd wprowadzenia stanu wyjątkowego, przed którym PiS uciekał do tej pory jak tylko mógł.

Żeby lockdown mógł zostać poluzowany 9 kwietnia 2021, musiałby się zdarzyć cud. O taki będzie trudno, jeśli święta okażą się dla rządu ważniejsze, niż zdrowie i życie obywateli.

RadioZET.pl/money.pl