Kiedy prezydent zajmie się wsparciem kredytobiorców?

Olga Papiernik
22.03.2018 16:58
banknoty
fot. East News

Wolą prezydenta jest, by posłowie jak najszybciej zajęli się projektem o wsparciu kredytobiorców w trudnej sytuacji - mówił podczas czwartkowego posiedzenia podkomisji ds. ustaw frankowych zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha.

Czwartkowe posiedzenie podkomisji, zajmującej się projektami ustaw frankowych, pierwsze pod przewodnictwem Tadeusza Cymańskiego (PiS), miało wyjątkowo burzliwy i emocjonalny przebieg. Przewodniczenie podkomisji przekracza moje możliwości - powiedział w pewnym momencie Cymański.

Podkomisja zajmuje się formalnie czterema projektami dotyczącymi walutowych kredytów mieszkaniowych - projektami klubów PO, Kukiz'15 i dwoma prezydenckimi - o zwrocie spreadów i projektu o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji.

Tadeusz Cymański przypomniał na początku, że tylko do tego ostatniego projektu jest opinia rządu i to pozytywna, więc nim podkomisja powinna zająć się w pierwszej kolejności.

O zajęcie się tym projektem apelował w imieniu prezydenta zastępca szefa prezydenckiej kancelarii Paweł Mucha. Przekonywał, że "jest potrzeba społeczna, aby takie rozwiązania prawne wprowadzić", bo projekt o wsparciu kredytobiorców "daje realne narzędzia prawne dla wszystkich kredytobiorców". Zakłada bowiem powstanie Funduszu Wspierającego - dla wszystkich posiadaczy kredytów - oraz Funduszu Restrukturyzacyjnego - dla posiadaczy kredytów walutowych chcących kredyt "odwalutować".

"Jest wolą prezydenta RP jak najpilniejsze podjęcie prac nad tym projektem i doprowadzenie do sytuacji takiej, aby ten projekt stał się obowiązującym w Polsce prawem" - mówił Mucha. "Jesteśmy zainteresowani, aby te prace postępowały jak najszybciej" - dodał.

Pozytywnie o projekcie wypowiedzieli się też przedstawiciele KNF i NBP. Dyr. Andrzej Reich z KNF przyznał, że prezydencki projekt o wsparciu godzi dwa interesy - zapewnienia stabilności finansów państwa i zaspokojenia potrzeb społecznych. "Ten projekt daje szanse rozwiązania problemu kredytów walutowych" - powiedział.

Min. Mucha zaznaczył zarazem, że prezydent nie wycofuje swojego drugiego projektu - spreadowego.

Krystyna Skowrońska (PO) i Andrzej Maciejewski (Kukiz'15) zwracali się do rządu, by wydał opinie także wobec projektów złożonych wiele miesięcy temu przez ich kluby. Wiceminister finansów Piotr Nowak odpowiadał, że rząd nie ma obowiązku wydawania opinii wobec wszystkich projektów. Przypomniał jednocześnie, że Komitet Stabilności Finansowej, którego członkiem jest też minister finansów, wypowiedział się jakiś czas temu, że niektóre z projektów frankowych mogą powodować ryzyko dla systemu finansów.

Czwartkowe posiedzenie, jak wcześniej zapowiadał Cymański, miało służyć głównie przedstawieniu swoich racji przez wszystkie strony, zainteresowane problemem kredytów frankowych.

Od początku obrad obecni przedstawiciele stowarzyszeń frankowiczów mieli zastrzeżenia do obecności osób związanych ze Związkiem Banków Polskich, twierdząc, że są "lobbystami bankowymi".

Wzrost emocji wywołało wystąpienie prezesa ZBP Krzysztofa Pietraszkiewicza. Przypomniał on, że już w 2005 roku wzywał do wprowadzenia zakazu udzielania kredytów walutowych, ale dziś widzi, że mógł się wtedy mylić.

Obecnie bowiem, zwracał uwagę, 70 proc. frankowiczów nie chce nic z tym kredytami robić, kredyty te są najlepiej spłacane ze wszystkich, a w wielu przypadkach są najbardziej opłacalne. Przedstawiał też szczegółowe dane statystyczne, np. dowodzące, że najwięcej umów kredytów "frankowych" wypowiedzianych było np. w 2012 roku, a znacznie mniej w latach 2016 i 2017.

Prezes ZBP zwracał się do frankowiczów, by "nie wciskać ciemnoty". Apelował też, by do prezydenckiego projektu wnieść pewne modyfikacje, bo w obecnej jego formie największymi beneficjentami, zwłaszcza tzw. Funduszu Restrukturyzacyjnego, mogą być najbogatsi kredytobiorcy.

Wystąpienie Pietraszkiewicza wywołało bardzo gwałtowną reakcję frankowiczów.

"Panie prezesie Pietraszkiewicz, chciałabym prosić o zdjęcie różowych okularów i zaprzestanie napuszczania na siebie kredytobiorców jednych na drugich. W bardzo nieuczciwy i bardzo kłamliwy sposób przedstawiacie państwo sytuację, licząc na to, że nagłówki gazet, opłacanych przez banki, będą mówiły, że jesteśmy cwaniakami, widziały gały co brały etc." - mówiła Barbara Husiew ze Stowarzyszenia "Stop Bankowemu Bezprawiu".

Frankowicze uzyskali wsparcie posła Janusza Szewczaka (PiS), który przypomniał, że są wyroki sądów, korzystne dla kredytobiorców, które są sprzeczne z tym, co mówi "organizacja lobbystyczna ZBP".

Emocje sięgnęły zenitu, gdy głos zabrała wiceprezes mBanku Lidia Jabłonowska-Luba, która mówiła m.in., że tylko w ubiegłym roku mBank wydał ponad 1300 zgód na zmianę umów i zmniejszenie rat.

W pewnym momencie uczestnicy posiedzenia wzajemnie się przekrzykiwali i w ogólnym chaosie nic nie było słychać. Tadeusz Cymański zareagował słowami, że "nie chce trafić do wariatkowa".

"Powiem tyle, że wydaje mi się, że funkcja przewodniczącego podkomisji, choć kiedyś pracowałem w banku, chyba przerasta moje możliwości" - powiedział w pewnym momencie. Po posiedzeniu jednak przyznał w rozmowie z dziennikarzami i frankowiczami, że nie rezygnuje.

Mówił jednak, że nie można nazywać ZBP "lobbystami", bo lobbysta to jest ktoś, kto musi się specjalnie zarejestrować, tymczasem przedstawiciele ZBP byli na posiedzeniu na jego zaproszenie. Stąd padające podczas obrad epitety potraktował, jakby ktoś "dał mu w twarz". Przekonywał zarazem, że w każdej dyskusji powinny być "dwie strony, i czarna, i biała".

"Poinformowałem zebranych, że jestem przewodniczącym podkomisji, a nie składu orzekającego. Co chciałem przez to powiedzieć? Kwestie prawne, zarzutów typu karnego, przekraczają zakres prac tej podkomisji" - zaznaczył Cymański.

Podkreślał zarazem, że w prezydenckim projekcie o wsparciu kredytobiorców, którym ma się zająć podkomisja, nie chodzi o rozwiązanie całego problemu frankowiczów, ale "o wsparcie dla tych, którzy mają naprawdę cienko". Kolejne posiedzenie podkomisji najprawdopodobniej za dwa tygodnie.

PAP/OP