Atak na rafinerię w Arabii Saudyjskiej. Ropa najdroższa od 1991 roku. Winny Iran?

16.09.2019 19:11
Iran jest odpowiedzialny za atak na rafinerię w Arabii Saudyjskiej? Rynki zareagowały bardzo nerwowo
fot. AFP/East News

Nerwowo na światowych rynkach paliwowych po weekendowym ataku dronów na rafinerię w Arabii Saudyjskiej. W poniedziałek doszło do największego skoku notowań ropy naftowej od 28 lat, kiedy doszło do operacji Pustynna Burza.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Początkowo ceny za baryłkę skoczyły do blisko 60 dolarów za ropę amerykańską i 66 za Brent, odpowiednio o ponad 15 proc. i blisko 20 proc.

Notowania zaczęły nieco spadać, gdy inwestorów uspokoiły wiadomości o uruchomieniu strategicznych rezerw surowca.

Zobacz także

Na ile dni starczy zapasów ropy?

Szef amerykańskiego Departamentu Energii Rick Perry powiedział jednak, że podejmowanie obecnie decyzji o uruchomieniu rezerw strategicznych "jest nieco przedwczesne".

Najbogatsze państwa świata mają łącznie rezerwy ropy rzędu 2 mld baryłek, a sama Arabia Saudyjska ma zapasy, które wystarczą na 27 dni.

Po ataku wydobycie saudyjskiej ropy zmniejszyło się o połowę, co spowodowało zmniejszenie podaży surowca na globalnych rynkach o 5 proc. Oznacza to wzrosty cen dla konsumentów, które dotkną szczególnie kraje azjatyckie, będące głównymi odbiorcami saudyjskiej ropy.

Japonia jest prawie w 100 proc. zależna od dostaw surowca z Arabii Saudyjskiej, a Chiny importują stamtąd jedną piątą dostaw.

- Wyższe ceny ropy dla krajów azjatyckich spowodują zakłócenia w całym azjatyckim łańcuchu dostaw i sprawią, że dla zachodnich konsumentów wzrosną ceny większości importowanych z Dalekiego Wschodu dóbr, od sprzętu medycznego i elektroniki po żywność - powiedział w rozmowie z agencją AP szef analiz firmy S&P Global Platts Chris Midgley.

Zobacz także

Będzie odwet?

Prezydent USA Donald Trump zagroził już w niedzielę uderzeniem odwetowym sprawcom ataku, a wcześniej szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo oskarżył Iran o zniszczenie saudyjskich instalacji naftowych.

Celem sobotnich ataków były dwie instalacje naftowe koncernu Aramco w mieście Bukajk i Churajs na wschodzie Arabii Saudyjskiej. 

Do ataku przyznały się jemeńskie szyickie milicje Huti, wspierane przez Teheran w wojnie z sunnickimi państwami Zatoki Perskiej, którym przewodzi Rijad.

W poniedziałek Trump obiecał, że Stany Zjednoczone pomogą swym sojusznikom na Bliskim Wschodzie po sobotnich atakach. "Nie potrzebujemy ropy naftowej ani gazu z Bliskiego Wschodu i w rzeczywistości mamy tam bardzo niewiele tankowców, ale pomożemy naszym sojusznikom!" - napisał na Twitterze.

Według ekspertów cytowanych przez Associated Press groźba konfliktu w rejonie Zatoki Perskiej jest receptą na dalsze podbijanie cen ropy.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP