Zamknij

Inflacja rośnie? Wicepremier: pensje też rosną, pieniądze zostają w kieszeni

04.11.2021 11:47
Henryk Kowalczyk o inflacji
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER/East News

Zdaniem nowego wicepremiera i szefa resortu rolnictwa Henryka Kowalczyka Polacy nie odczują skutków inflacji, gdyż pensje także rosną. Czy rzeczywiście tak jest? Wyjaśniamy.

Inflacja bije kolejne rekordy, a ze statystyk GUS wynika, że sięgnęła poziomu 6,8 proc. Rada Polityki Pieniężnej, by ulżyć Polakom w drożyźnie, podniosła stopy procentowe.

Zdaniem nowego wicepremiera oraz ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka, koszty inflacji rekompensowane są przez wyższe pensje w gospodarce. Polityk szczegóły tej teorii zdradził w programie „Gość Radia ZET”.

Inflacja a wzrost wynagrodzeń, czyli logika Henryka Kowalczyka

Minister rolnictwa wyjaśnił w rozmowie z Radiem ZET, że choć podwyżka stóp procentowych była potrzebna, to na inflację nie można patrzeć w oderwaniu od wzrostu wynagrodzeń.

- Jeśli wzrost wynagrodzeń jest dużo szybszy, niż inflacja, to jest to w porządku. Ludzie mają więcej pieniędzy. Jeśli ktoś zarabia o 20 proc. więcej, a inflacja jest 6 proc., to mu 14 proc. zostaje w kieszeni – wylicza Gość Radia ZET.

Kowalczyk podsumował, że ostatecznie „przeciętnemu Polakowi” zostanie więcej w kieszeni, gdyż pensje rosną szybciej niż ceny w sklepach.

 

Czy pensje Polaków rzeczywiście rosną? Przyjrzyjmy się najnowszym danym Głównego Urzędu Statystycznego. We wrześniu przeciętna pensja była o 8,7 proc. wyższa niż średnie wynagrodzenie we wrześniu rok temu. Warto nadmienić, że część firm wówczas nadal wypłacała obniżone pensje, stąd też porównanie pensji rok do roku z okresem koronakryzysu może nie być miarodajne.

Nieco więcej mówi nam informacja o tym, o ile wzrosła pensja w porównaniu z poprzednim miesiącem. Wrześniowa pensja była wyższa od sierpniowej średnio o 0,6 proc.  Dla porównania inflacja w skali miesiąca we wrześniu urosła o 0,7 proc., przy czym usługi były droższe o 0,8 proc., a towary 0,6 proc.

Nie można zatem jednoznacznie uznać, iż płace rosną szybciej niż ceny w sklepach. Mało tego, statystyka w tym przypadku bywa zawodna. Podawanie przeciętnej pensji jako dowód bogactwa Polaków nie jest rzetelnym argumentem, gdyż statystycznych Polaków nie ma.

Ile osób w praktyce zarabia średnią krajową, która we wrześniu wyniosła 5,8 tys. zł brutto? Dane GUS nie uwzględniają rosnącej dysproporcji w zarobkach Polaków. Publikowane cyklicznie dane dotyczące mediany wynagrodzeń w nieco większym stopniu odzwierciedlają realia. Pod koniec 2019 roku GUS podał, że połowa zatrudnionych otrzymywała nie więcej niż 4094,98 zł brutto, czyli mniej niż 3 tysiące złotych na rękę. Dla wielu z tych pracowników pensja nie tylko nie wzrosła przez ostatnie lata, ale i zmalała w czasie koronakryzysu.

Równocześnie to właśnie najmniej zarabiający w największym stopniu odczuwają skutki inflacji. To właśnie oni największą część swoich dochodów wydają na konsumpcję. Im zamożniejsze gospodarstwo domowe, tym krańcowa skłonność do konsumpcji jest niższa. Inflacja uderza zatem w najmniej zarabiających, którzy nie mają co liczyć na podwyżki rekompensujące wyższe koszty życia.

RadioZET.pl