Małżeństwo pożyczyło we frankach 470 tys. zł, a musi spłacić 1,6 mln zł

07.09.2019 13:43
Frankowicze. Małżeństwo z Warszawy 470 tys. zł, a muszą spłacić 1,6 mln zł
fot. Jan BIELECKI/East News (ilustracyjne)

Emocjonalna licytacja mieszkania kupionego za kredyt we frankach szwajcarskich przed warszawskim sądem. Małżeństwo wzięło pożyczyło od banku 470 tys. zł i spłacili jedna trzecią. Jednak za sprzedane dwa mieszkania nie są w stanie spłacić 1,6 mln zł zobowiązania. 

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Jak podała "Gazeta Wyborcza", Krystyna i Dariusz Wojciechowscy przed jedenastu laty zaciągnęli 470 tys. zł kredytu denominowanego we frankach szwajcarskich. 

Uzyskane w ten sposób pieniądze chcieli przeznaczyć na zakup 44-metrowego mieszkania dla swojej córki Agnieszki Bińki, a resztę przeznaczyli na spłatę wcześniejszych długów.

Zobacz także

Wzięli kredyt we frankach na 17 lat

Dlaczego małżeństwo zdecydowało się na kredyt w obcej walucie?

- Jesteśmy laikami, chcieliśmy kredyt w złotówkach. Natomiast doradca finansowy powiedział nam, że nie mamy zdolności na złotówki, że Deutsche Bank może udzielić kredytu we franku szwajcarskim - wspominała Krystyna Wojciechowska, w rozmowie z "Wyborczą".

W 2008 roku, kiedy Wojciechowscy brali kredyt w banku, frank szwajcarski kosztował 1,98 zł. Dla porównania - obecny kurs przekracza 4 zł. Małżeństwo zobowiązało się na 17 lat. Początkowo raty wynosiły po niecałe 3 tys. zł, jednak wraz ze wzrostem kursu franka do złotówki opłaty wynosiły już 4 albo nawet 5 tys. zł.

Pracowałam w firmie farmaceutycznej. Kredyt pochłaniał prawie całą moją pensję. W 2011 roku była redukcja etatów. Straciłam pracę. Byłam załamana

Krystyna Wojciechowka

Zobacz także

Bank sprzedał dwa mieszkania

Jako zabezpieczenie kredytu bank wziął w hipotekę dwa mieszkania: należące do Wojciechowskich w Mszczonowie oraz nowe kupione dla ich córki.

Małżeństwo próbowało rozłożyć kredyt na większy okres - bank jednak odmówił. Zamiast tego kredytodawca zgodził się kilka razy na tzw. karencję, czyli spłatę samego kapitału bez odsetek. W końcu zdecydowali się na spłatę swojego mieszkania przy ul. Grójeckiej.

Ich zdaniem na pozwolenie z banku czekali zbyt długo i kupiec się rozmyślił. Kolejnego nie udało im znaleźć, bo bank wypowiedział umowę - podała "Wyborcza".

W ubiegłym roku bank zlicytował mieszkanie Wojciechowskich w Mszczonowie za ponad 153 tys. zł. Małżeństwo podkreśliło, że o tym w ogóle nie wiedziało - decyzję o licytacji zaskarżyło, a ostatecznej decyzji wciąż nie wydano. 

Zobacz także

"Gdzie mam pójść mieszkać?"

Natomiast w czwartek doszło do sądowej licytacji mieszkania, które zostało kupione dla córki Agnieszki. Pomimo że wartość 44-metrowego mieszkania zostało oszacowane na 293 tys. zł, zostało sprzedane za mniejszą cenę.

Dokładnie - 236 tys. zł. Sąd ma tydzień na potwierdzenie kupna.

- Gdzie mam pójść mieszkać? Z namiotem pod latarnię? Idę na bruk - mówiła tuż po licytacji Wojciechowska. Wraz z mężem ma do spłaty 1,6 mln zł.

Co na to bank, który udzielił kredytu a potem sprzedał mieszkania zostawione pod hipotekę?

- Zanim dojdzie do windykacji zadłużenia, bank proponuje wiele różnych rozwiązań, aby doprowadzić do optymalnego dla obu stron zakończenia danej sprawy. Należy pamiętać, że w przypadku nieregulowania zobowiązań przez kredytobiorcę, ich kwota może wzrosnąć. Bank działa zgodnie z przepisami prawa i stosuje się do orzeczeń sądów - poinformowała Sabina Salomon z Deutsche Banku, cytowana przez dziennik.

Zobacz także

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza