Zamknij

Estoński CIT. Kto skorzysta na nowym pomyśle PiS?

17.06.2020 18:28
Estoński CIT. Założenia, wady i zalety. Kto na tym skorzysta?
fot. Shutterstock/tommaso79 (ilustracyjne)

Estoński CIT to dobry pomysł, lecz wprowadzony za późno – komentują eksperci. Nowe rozwiązanie Prawa i Sprawiedliwości oznacza też mniejsze wpływy do budżetu i zwiększa ryzyko przekrętów. Kto zyska, a kto straci na nowym podatku?

Mateusz Morawiecki powrócił do reformy podatkowej, którą zapowiedział już w expose w listopadzie 2019 roku. Znany dziś przedsiębiorcom podatek dochodowy od osób prawnych zostanie zastąpiony tzw. estońskim CIT-em.

Rozwiązanie sprowadza się do tego, że firmy o obrotach do 50 mln zł nie będą musiały płacić podatku dochodowego, tak długo, aż nie będą wypłacać zysków. Innymi słowy, podatek odprowadzą nie od wypracowanego przez firmę zysku w danym roku, ale dopiero w momencie wypłaty tego zysku z firmy w formie dywidendy. Efekt? Dopóki zyski zostają w firmie, podatek nie jest wymagany. Dopiero wypłaty zysku np. w celach konsumpcyjnych będą opodatkowane. Czy to dobry pomysł w dobie pandemii? Tłumaczymy, kto skorzysta na nowym rozwiązaniu.

Estoński CIT. Kto na tym skorzysta?

Premier Mateusz Morawiecki zaznaczył, że nowy CIT obejmie 97 proc. spółek, a rozwiązanie to wejdzie w życie za pół roku. Jak wyjaśnił, firmy osiągające obroty do 50 mln złotych rocznie nie opłacą CIT tak długo, aż nie wypłacą zysków.

Zobacz także

- Każdy przedsiębiorca, który zdecyduje się na zainwestowanie, na rozwój, przedsiębiorca polski lub przedsiębiorca zagraniczny, który zdecyduje na prowadzenie działalności w Polsce, będzie miał idealne warunki do rozwoju. To będzie prawdziwy inkubator przedsiębiorczości dla całej Polski - dodał szef rządu.

Założeniem estońskiego CIT-u jest napędzanie inwestycji. Pieniądze przeznaczone w firmach na ten cel nie będą opodatkowane, dopóki nie zostaną wypłacone w formie zysku. Premier chce tym samym stworzyć w Polsce warunki do inwestowania dla zagranicznych przedsiębiorstw.

Zobacz także

5 mld złotych mniej w budżecie, więcej w kieszeni przedsiębiorców

Jak tę zmianę komentują eksperci? Pierwsze zastrzeżenie to koszt programu szacowany na blisko 5 mld złotych. Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego ocenił w rozmowie z PAP, że taka zmiana obciąży budżet państwa i zmniejszy wpływy podatkowe. Te pieniądze każdego roku trafiały w formie podatków do budżetu państwa, który w tym roku został obciążony m.in. wydatkami na tarcze antykryzysowe i ratowanie gospodarki.

Zobacz także

Ekonomista z PIE pozytywnie ocenia pomysł wprowadzenia estońskiego podatku chociażby przez pryzmat ewentualnej poprawy płynności finansowej firm. Jak ocenia, z powodu restrykcji gospodarczych płynność wielu firm została osłabiona, a estoński CIT pomoże firmom wyjść na prostą.

Poza mniejszymi wpływami z CIT, Sawaluski wskazuje jednak na jeszcze jedną wadę tego rozwiązania. Jak tłumaczy, część firm może wykorzystywać nowe przepisy niezgodnie z intencją ustawodawcy, płacąc niższe podatki, a nie dając gospodarce korzyści, które ustawodawca zakłada.

- Niektóre mogą na przykład celowo wpasowywać się w limity ustanowione przez ustawodawcę – dotyczące wielkości zatrudnienia czy obrotów – po to, żeby załapać się na nowe rozwiązanie - ocenił.

Inne światło na nowy pomysł PiS rzuca dr Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Ekspert również pozytywnie ocenia tę zmianę, jednak wskazuje, że została wprowadzona zbyt późno.

- Według planu Morawieckiego do 2020 roku stopa inwestycji miała wzrosnąć do poziomu 25 proc. PKB. Tymczasem inwestycje spadły w 2017 roku do 17,5 proc. PKB – najniższego poziomu od 1995 roku. I pomimo pewnego wzrostu najważniejsza część inwestycji - inwestycje prywatne - w 2019 roku pozostawały na poziomie niższym niż w 2015 roku, przed ogłoszeniem planu podnoszenia inwestycji. Nowe pomysły rządu nie przysłonią innych problemów wywołanych przez jego politykę – ocenia Aleksander Łaszek.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Facebooku

Ekspert wskazał, że z jednej strony rząd tworzy klimat do inwestycji, z drugiej zaś pracuje nad nowymi podatkami: cyfrowym, handlowym i cukrowym. FOR zwraca też uwagę, że pomysł na estoński CIT nie jest pomysłem rządów PiS. Takie rozwiązanie proponowała już Platforma Obywatelska.

W ostatniej kampanii parlamentarnej rozwiązanie to proponowało PO, więc dobrze, że premier sięga po korzystne rozwiązania proponowane też przez konkurencję. Istotnym pytaniem jest jakie będą dokładne warunki, które będą musieli spełnić przedsiębiorcy, by zakwalifikować się do nowego rozwiązania - na razie zapowiedziane warunki są liberalne, ale z oceną należy poczekać na projekt ustawy 

– wskazuje ekspert

Zgodnie z rządowymi założeniami, nawet 200 tysięcy firm będzie mogło skorzystać z estońskiego CIT-u. Chodzi o podmioty, które zatrudniają co najmniej trzech pracowników, w których wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Jednocześnie większość dochodów spółki musi pochodzić z działalności operacyjnej. Z systemu będzie można korzystać przez 4 lata, z możliwością przedłużenia.

RadioZET.pl