Zamknij

Estoński CIT zachęci do przekrętów? 3 pytania do Ministerstwa Finansów

18.06.2020 12:02
Estoński CIT. Od kiedy? Co to oznacza? Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów
fot. Ministerstwo Finansów

Estoński CIT ma uratować płynność finansową w firmach i wesprzeć inwestycje. Jednocześnie, budżet państwa straci na nim 5 mld złotych. Czy to trafiony pomysł? Na pytania Radiazet.pl odpowiada wiceminister finansów Jan Sarnowski.

Mateusz Morawiecki zapowiedział realizację estońskiego CIT-u, czyli obietnicy złożonej jeszcze w expose. Nowy podatek ma zastąpić tradycyjny CIT już w styczniu 2021 roku i zachęcić firmy do inwestowania.

Na czym to polega? Rozwiązanie sprowadza się do tego, że firmy o obrotach do 50 mln zł nie będą musiały płacić podatku dochodowego, tak długo, aż nie będą wypłacać zysków. Innymi słowy, podatek odprowadzą nie od wypracowanego przez firmę zysku w danym roku, ale dopiero w momencie wypłaty tego zysku z firmy w formie dywidendy. Efekt? Dopóki zyski zostają w firmie, podatek nie jest wymagany. Dopiero wypłaty zysku np. w celach konsumpcyjnych będą opodatkowane.

Estoński CIT. O co w tym chodzi?

Ministerstwo Finansów zakłada, że nowe rozwiązanie pomoże nawet 200 tys. spółek ale obciąży budżet na kwotę 5 mld złotych. Dlaczego rząd w dobie pandemii decyduje się na tak dużą zmianę?

Jak wyjaśnił podczas konferencji prasowej minister finansów Tadeusz Kościński, inwestycje są bronią w walce z kryzysem.

Priorytetem rządu jest pomoc przedsiębiorcom, wsparcie ich w powrocie na ścieżkę wzrostu. Estoński CIT to też kolejne rozwiązanie, które przyczyni się do rozwoju innowacyjności polskiego biznesu. Zatrzymanie zysków w spółce to jeden ze sposobów na zwiększenie płynności finansowej firm i zabezpieczenie się ich przed kryzysami 

– podkreśla minister finansów Tadeusz Kościński

Wiceminister Jan Sarnowski odpowiedzialny za przygotowanie projektu dodał, że firmy które skorzystają z estońskiego CIT-u, nie będą płacić podatku w miesięcznych lub kwartalnych zaliczkach ani dokonywać rocznych rozliczeń. Podatek zapłacą dopiero w momencie, gdy osiągnięty
w firmie zysk wspólnicy zdecydują się przeznaczyć na własne, a nie biznesowe cele. - Im dłużej środki pozostają w firmie zwiększając jej płynność, odporność na kryzys i zdolność inwestycyjną, tym wyższa korzyść podatkowa dla przedsiębiorstwa – wyjaśnia wiceminister Jan Sarnowski.

Zobacz także

Przedsiębiorca będzie mógł wybrać formę odprowadzanego od zysków podatku CIT. Co to znaczy? Pierwsza opcja jest bliska rozwiązaniom wprowadzonym w Estonii. Spółka zapłaci podatek dopiero od wypłaconych zysków. Druga ścieżka to specjalny fundusz (rachunek) inwestycyjny. Podatnik będzie mógł zaliczać odpisy na taki rachunek inwestycyjny do kosztów uzyskania przychodów. W ten sposób osiągnie podobny cel ekonomiczny, ale przy zachowaniu klasycznych rozliczeń CIT.

Ministerstwo Finansów o estońskim podatku CIT

Nie każdy jednak skorzysta z tego rozwiązania. Chodzi o małe i średnie spółki kapitałowe, których przychód nie przekroczył w ciągu roku 50 mln złotych i w których udziałowcami są wyłącznie osoby fizyczne. Z rozwiązania będą mogły skorzystać spółki, które nie posiadają udziałów w innych podmiotach i zatrudniają co najmniej 3 pracowników oprócz udziałowców. Jak wytłumaczył resort finansów, podatnik wybiera system estoński na okres 4 lat i może go przedłużyć na kolejne 4-letnie okresy.

Podatek estoński zachęci do przekrętów? Wiceminister finansów: gospodarka i tak zyska

Katarzyna Witwicka: Kiedy zmiany wejdą w życie i kiedy powstanie ustawa wprowadzająca system estoński?

Jan Sarnowski: Musimy mieć przynajmniej pół roku na przygotowanie się do zmian. Planujemy, że regulacje wejdą w życie 1 stycznia 2021 roku. Chcemy, by jeszcze przed początkiem lipca projekt został udostępniony do konsultacji społecznych. Chcemy przedyskutować z przedstawicielami biznesu wszystkie założenia tego projektu i mieć czas na wprowadzenie ewentualnych poprawek.  

Mołdawia i Macedonia w 2007 roku wprowadziły tzw. estoński CIT. Kraje zrezygnowały jednak z tego systemu ze względu na późniejszy kryzys i konieczność gromadzenia oszczędności. Ukraina planowała w tym roku wdrożyć estoński CIT, odroczyła jednak ten plan na kolejne miesiące ze względu na epidemię koronawirusa. Tymczasem premier Morawiecki w dobie pandemii ogłasza estoński CIT w Polsce. Czy to dobry czas na takie zmiany?

Styczeń 2020 roku to moment, w którym ani Polska ani Ukraina nie potrafiły przewidzieć skutków pandemii koronawirusa. Nikt wówczas nie wiedział, jak to wpłynie na sytuację gospodarczą firm i przede wszystkim, nikt nie spodziewał się wielomiesięcznego lockdownu gospodarki. Wstrzymanie wdrożenia estońskiego CIT-u na Ukrainie związanie było także z sytuacją polityczną i z kwestią przygotowania administracji podatkowej tego kraju na nowy system. Fakt, że Ukraińcy odroczyli, a nie zrezygnowali z estońskiego systemu świadczy o tym, że to najlepszy sposób na ratowanie małych i średnich firm. Przedsiębiorcy dostają impuls inwestycyjny i angażują się w tworzenie nowych miejsc pracy.

Każda zmiana podatkowa rodzi ryzyko nadużyć. Kryterium wejścia do systemu estońskiego w postaci limitu przychodów rodzi ryzyko, że firmy celowo będą zaniżały swój przychód. Czy nowe przepisy zabezpieczą system przed ewentualną optymalizacją i przekrętami finansowymi?

Limit przychodów nie jest jedynym kryterium wejścia do systemu estońskiego. Liczy się także m.in liczba zatrudnionych osób i konieczność dalszego inwestowania. W sytuacji, gdy firma wejdzie w ten system i będzie inwestować, to nawet w przypadku, gdyby dokonała pewnego rodzaju optymalizacji to i tak gospodarka zyska dzięki inwestycjom. Nie koncentrowałbym się w tak dużym stopniu na tym kryterium. Estoński CIT zwróci się gospodarce dzięki inwestycjom. Polska gospodarka potrzebuje prywatnych inwestycji. Estoński CIT przyczyni się do wzrostu kapitałów własnych przedsiębiorstw, poprawy ich płynności, zdolności kredytowej i produktywności, a tym samym znacznie przyspieszy wzrost gospodarczy i zwiększy konkurencyjność całej gospodarki.

RadioZET.pl