Estoński CIT uratuje inwestycje? Wyjaśniamy, na czym polega ta reforma

19.11.2019 12:44
Estoński CIT. Co to jest? Podatek płacony w chwili wypłaty zysku
fot. Shutterstock/Positiffy (ilustracyjne)

To koniec podatku dochodowego od osób prawnych w znanej podatnikom wersji. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wprowadzenie tzw. estońskiego podatku CIT. Na czym to polega? 

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin  

Mikro i małe firmy będą płaciły CIT dopiero w momencie wypłaty zysku przez spółkę – zapowiedział premier Mateusz Morawiecki w expose. Jak mówił, poprzez tego typu uproszenia Polska stanie się krajem przyjaznym inwestorom a małe firmy poprawią płynność finansową.

Zgodnie z ustawą o CIT, podatek ten dotyczy osób prawnych, jednostek organizacyjnych bez osobowości prawnej, spółek kapitałowych w organizacji, spółek komendytowo-akcyjnych z siedzibą w Polsce i podatkowych grup kapitałowych.  Podstawę opodatkowania stanowi suma dochodów ze źródeł przychodów (zyski kapitałowe i inne), po ewentualnym skorzystaniu przez podatnika z przysługujących mu odliczeń. Mali podatnicy w Polsce objęci są 9 procentową stawką tego podatku.

Zobacz także

CIT w Estonii wynosi aż 20 procent. Zaletą jest jednak obowiązek jego opłacenia w momencie dystrybucji dochodu spółki, czyli wypłaty dywidendy. Jak tłumaczy firma doradcza Grant Thornton, według koncepcji estońskiej, CIT odprowadzany jest nie od wypracowanego przez firmę zysku w danym roku, ale dopiero w momencie wypłaty tego zysku z firmy w formie dywidendy. Zatem dopóki zyski zostają w firmie, podatek nie jest wymagany. Dopiero wypłaty zysku np. w celach konsumpcyjnych będą opodatkowane.

Według ekspertów wprowadzenie w Polsce estońskiego podatku CIT mogłoby spowodować wzrost inwestycji. Jak tłumaczą, to swoista ulga inwestycyjna dla mikro i małych firm, które odtąd będą mogły inwestować 100 procent kapitału.

W efekcie podatek estoński z jednej strony stymulowałby rozwój inwestycji prywatnych, których niedobór od lat jest systemową barierą w rozwoju polskiej gospodarki, a z drugiej – ułatwiałby kumulowanie kapitału wewnątrz sektora przedsiębiorstw oraz zniechęcałby do wypłaty dywidendy za granicę przez firmy z obcym kapitałem

– mówi Dariusz Bednarski, Partner Zarządzający w Grant Thornton.

Estoński CIT oznacza także ograniczenie papierkowej roboty księgowych. Dla ustalenia wysokości podatku istotnym będzie jedynie udokumentowanie wypłaty dywidendy, co jednocześnie uprościłoby prawo podatkowe. 

Zobacz także

Czy to kosztowna reforma? Jak tłumaczy Dariusz Bedarski, przykład Estonii czy Gruzji pokazał, że ten sposób poboru podatku początkowo powoduje straty w budżecie. Kapitał własny spółek rośnie, zaś wpływy z CIT mogą zmniejszyć się o 3-4 procent. Jak wskazuje jednak, jeśli zmiana ta spowoduje wzrost inwestycji, w perspektywie kolejnych lat poprawią się też wpływy z CIT a także  z VAT.

RadioZET.pl