Zamknij

Czarny rynek: 100 zł za zaświadczenie uwalniające od maseczki

19.10.2020 11:56
lekarka z maseczką w barwach polskiej flagi
fot. Shutterstock

Od nakazu zakrywania ust i nosa w przestrzeni publicznej obowiązują wyjątki. Wystarczy 100 zł, żeby zakupić na czarnym rynku zaświadczenie lekarskie o przeciwskazaniach do noszenia maseczki. Jego okazanie może jednak wiązać się z poważnymi konsekwencjami.

Koronawirus zaatakował w październiku 2020  kilkakrotnie silniej, niż miało to miejsce na wiosnę tego roku. Rząd przywrócił więc część obostrzeń, szczególnie w strefie czerwonej, w której notuje się więcej przypadków zachorowań na 10 000 mieszkańców.

Jedną z restrykcji, która wróciła, jest obowiązek zakrywania ust i nosa poza miejscem zamieszkania. Takie rozwiązanie jest mocno krytykowane zwłaszcza przez wyznawców teorii spiskowych wierzących w to, że pandemii nie ma, a wszelkie działania tłumaczone jako mające spowolnić rozprzestrzenianie się COVID-19 mają rzekomo za zadanie odebrać im prawa obywatelskie. Noszenie maseczek podawane jest jako sztandarowy przykład takich działań.

Czarny rynek oferuje zaświadczenia o przeciwwskazaniach do noszenia maseczek. Koszt: 100 zł

Obowiązek zakrywania ust i nosa ma w zamyśle ograniczyć rozsiewanie koronawirusa przez osoby, które są chore, ale przechodzą COVID-19 bezobjawowo lub skąpoobjawowo. Patogen jest zatrzymywany wewnątrz maseczki, co zapobiega zarażaniu innych osób.

Zobacz także

Przeciwnicy zasłanianiu ust i nosa podchodzą do tematu od zupełnie innej strony, wskazując, że noszenie zwykłej maseczki nie chroni przez zarażeniem się od kogoś innego. Próbują więc znaleźć sposoby na przeciwstawienie się zaleceniu, jako powód podając między innymi problemy z oddychaniem.

„Gazeta Wyborcza” odkryła, że z pomocą dla koronasceptyków przyszedł czarny rynek. Już za 100 zł można kupić podrobione zaświadczenie lekarskie mające ratować przez otrzymaniem kary za brak stosowania się do obowiązku zakrywania ust i nosa.

Zobacz także

Prawdziwi lekarze wskazują, że używanie takiego dokumentu to proszenie się o kłopoty. Policjanci mają bowiem prawo sprawdzić, czy zaświadczenie ma pokrycie w rzeczywistości i dokumentacji medycznej. A zgodnie z rozporządzeniem, z obowiązku zakrywania ust i nosa zwalniają całościowe zaburzenia rozwoju, niepełnoprawność intelektualna w stopniu umiarkowanym, znacznym lub głębokim, zaburzenia psychiczne lub trudności w samodzielnym założeniu albo zdjęciu maseczki.

Jeśli osoba legitymująca się zaświadczeniem nie będzie w stanie udowodnić, że kwalifikuje się do którejś z powyższych kategorii, może zostać ukarana jeszcze surowiej, niż po prostu za brak maseczki. Gwarantuje to strategia „zero tolerancji” przyjęta przez policję.

Osoby chcące „przechytrzyć system” mogą zostać oskarżone o posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami, szczególnie że raczej nie ma co oczekiwać, że zaświadczenie zostanie wystawione przez prawdziwego lekarza. Bardziej prawdopodobne jest przybicie na nim podrobionej pieczątki.

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza