Kasjerki Biedronki mówią o zastraszaniu w pracy. „Gryź szybciej i na kasę”

15.11.2019 10:44
Biedronka. Kasjerki z Nowego Targu opowiadają o zastraszaniu. "Gryź szybciej i na kasę"
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/East News (ilustracyjne)

Poniżanie, wulgaryzmy i ciągła krytyka – tak zdaniem kasjerek wygląda codzienność w jednym z marketów Biedronki w Nowym Targu (woj. małopolskie). Według „Tygodnika Podhalańskiego” przełożeni bagatelizują sygnały o przypadkach znęcania się kierowników nad podwładnymi. 

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Linkedin

Jak podał „Tygodnik Podhalański”, sprawa dotyczy jednego z czterech marketów Biedronki w Nowym Targu. 

– Krzyki, przeklinanie, agresja słowna wobec mnie przy innych pracownikach i przy klientach zdarzały się bardzo często. Przekazywanie zbyt wielu zadań i obowiązków do wykonania – także tych, które miał wykonać kierownik, a na które nie znalazł czasu – podkreśliła w rozmowie z czasopismem Anna, która od 8 lat pracuje w nowotarskiej Biedronce.

Zobacz także

„Gryź szybciej i na kasę”

Kasjerka powiedziała, że praca w markecie to „ciągła krytyka i wytykanie błędów”. „Przez 1,5 roku usłyszałam tylko i wyłącznie jedną pochwałę ze strony kierownika. Gdy pochwalił dwóch zastępców za dobrze przygotowany do inwentaryzacji sklep” – dodała Anna.

Jej zdaniem pracownicy Biedronki nie mogą nawet spokojnie udać się na przerwę. „Gryź szybciej i na kasę, bo są kolejki” – miał często powtarzać do kasjerek kierownik sklepu. 

– Praca w Biedronce jest wymagająca, obarczona presją, braki w ludziach sprawiają, że czasami bywa ciężko, jednak lubiłam tę pracę i spełniałam się na tym stanowisku – dodała Anna. 

Inna z zatrudnionych w nowotarskiej Biedronce – Katarzyna – powiedziała w rozmowie z „Tygodnikiem Podhalańskim”, że jej prośby o dzień wolny nie były respektowane. Pewnego dnia poszła do kierownika z prośbą, by cofnął jej czwartą nockę, którą wstawił bez uprzedniej informacji.

– W końcu dostałam wolne, ale „z fochem”. Nawrzeszczał na mnie niemiłosiernie. Kasjerka, która chciała iść do toalety, widząc, co się dzieje, zawróciła – powiedziała Katarzyna.

Zobacz także

Kasjerki opowiedziały też historię innej pracownicy, która wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim.

Jako matce karmiącej piersią przysługuje jej o godzinę krótszy dzień pracy. Kierownik chciał, aby zrezygnowała z tego prawa, na co się nie zgodziła. „Przy mnie powiedział, że każdy chciałby karmić z cycka i wychodzić godzinę wcześniej. Kierownik podburzał innych pracowników, twierdząc, że przez tę pracownicę mają więcej obowiązków” – dodała Anna.

„Biedronka może mieć duże problemy”

Zdaniem związkowców podobne sytuacje mają miejsce również w innych marketach sieci Biedronka. 

– Jeżdżę po całym kraju. Wielu pracowników jest wypalonych zawodowo, niektórzy mówią, że leczą się u psychiatry. I odchodzą, bo uważają, że nie mają wsparcia ze strony firmy. Biedronka może mieć duże problemy, po nowym roku nie będzie wystarczającej ilości osób do pracy – komentował Piotr Adamczak, przewodniczący NSZZ Solidarność w Jeronimo Martins Polska, w rozmowie z czasopismem. 

Jak na zarzuty kasjerek zareagowała Biedronka?

Jeronimo Martins, właściciel sieci handlowej, nie otrzymał żadnego zgłoszenia od kasjerek do Biura Obsługi Pracownika (BOP). 

– Natomiast każdy przekazany do nas sygnał w tego typu sprawach jest sprawdzany przez doświadczony zespół koordynatorów do spraw relacji pracowniczych – również ta sprawa zostanie zweryfikowana – podkreśliła Justyna Rysiak, menedżer ds. relacji zewnętrznych w sieci Biedronka.

Dodała, że w firmie obowiązują „przyjęte uchwałą zarządu, polityka antymobbingowa i antydyskryminacyjna, z którymi każdy nowo zatrudniony pracownik musi się zapoznać”.

Zobacz także

RadioZET.pl/Tygodnik Podhalański