Zamknij

Biedronka prowadzi śledztwo w sprawie "promocji stulecia"

05.05.2020 17:27
Biedronka prowadzi śledztwo w sprawie "promocji stulecia"
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/East News (ilustracyjne)

Biedronka prowadzi wewnętrzne dochodzenie w sprawie "promocji stulecia", która mogła przynieść sieci handlowej milionowe straty. Sprawdzany jest monitoring w sklepach oraz ustalanie kto z pracowników, poza klientami, kupował produkty przemysłowe za bezcen.

Biedronka w ostatni weekend kwietnia wprowadziła dla klientów promocję pod nazwą "biała noc". Dzięki niej w nocy z soboty 25 kwietnia na niedzielę 26 kwietnia przy zakupie co najmniej 20 produktów, trzy można było otrzymać za darmo. Jednak kasy fiskalne w marketach w całej Polsce zamiast odliczać rabat na najtańsze produkty - obniżał ceny najdroższych z listy.

Dzięki temu klienci Biedronki praktycznie za bezcen nabyli artykuły przemysłowe, jak telewizory, meble czy inny sprzęt. Z nieoficjalnych relacji mediów wynika, że nie tylko konsumenci skorzystali na pomyłkowej promocji, ale również kasjerzy marketów sieci należącej do portugalskiej spółki Jeronimo Martins

"Promocja stulecia" w sklepach Biedronka

Jak podał portal Wiadomościhandlowe.pl, trwa gorączkowe wewnętrzne dochodzenie w sieci Biedronka w jaki sposób doszło do niezamierzonej "promocji stulecia", ile osób z niej skorzystało oraz w jaki sposób podjąć próbę odzyskania choć części straconych pieniędzy. Nieoficjalnie może chodzić o miliony złotych naliczonego błędnie rabatu. 

Zobacz także

- Teoretycznie Biedronka mogłaby rozesłać prośby do klientów o zwrot zakupionych towarów w zamian na przykład za bony zakupowe. Mogłaby zidentyfikować tych klientów, którzy podczas zakupu użyli karty Moja Biedronka - podkreślił informator portalu. Żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Sieć handlowa, która prowadzi w Polsce ponad 3 tys. marketów, może zaliczyć PR-owy strzał w stopę, jeśli zażąda zwrotu od tysięcy klientów udzielonych rabatów lub sprzedanych produktów. Problemu nie ułatwia fakt, że w niektórych przypadkach nawet cała załoga dyskontu nabijała błędnie liczone rabaty, łącznie z kierownikami sklepów.

Niektórzy pracownicy za mniejsze przewinienia, takie jak wynoszenie naklejek Gangu Słodziaków, dostawali pisemne nagany, albo nawet wylatywali z firmy

Informator

Zdaniem rozmówcy portalu Wiadomościhandlowe.pl, pracowników Biedronki mogą spotkać dyscyplinarne zwolnienia z pracy, jeśli potwierdzi się ich udział w kupowaniu zaniżonych produktów. Mało prawdopodobny jest za to wariant zwrotu towarów i wyciszenie sprawy.

Zobacz także

"W Biedronce trwa aktualnie wewnętrzne śledztwo, które ma wykazać, jak duża była skala nadużywania "promocji stulecia" i jak zachowali się pracownicy poszczególnych sklepów. Sieć zdołała już zidentyfikować (głównie w oparciu o nagrania z kamer) pracowników, którzy skusili się na wykorzystanie okazji. Teraz waży się dalszy los tych osób. Poszczególne przypadki mają być rozpatrywane indywidualnie" - podały Wiadomościhandlowe.pl.

Wciąż nie wiadomo również dlaczego kasy fiskalne w całej Polsce naliczały błędnie rabaty w sklepach Biedronki podczas nocnej promocji.

Kasjer ma obowiązek zgłaszania sytuacji, gdy np. promocja źle się nabija na kasę. Kierownicy zgłaszają to do działu IT, a on powinien jak najszybciej to poprawić. Tu ewidentnie coś "nie pykło"

Informator

Biedronka do tej pory nie zabrała głosu w tej sprawie.

RadioZET.pl/Wiadomościhandlowe.pl