Zamknij
W cieniu awarii Facebooka
Czy życie bez Facebooka byłoby lepsze?
fot: KENZO TRIBOUILLARD/AFP/East News
AWARIA ZNIKNĘŁA, PROBLEMY ZOSTAŁY

Życie bez Facebooka? To człowiek miał go wykorzystywać, nie na odwrót

Katarzyna Witwicka
Katarzyna Witwicka Redaktor Radia Zet
08.10.2021 07:39
08.10.2021 07:39

Dlaczego zwykła awaria Facebooka wywołała takie poruszenie, jakbyśmy mieli do czynienia z kataklizmem? Odpowiedź jest prosta: ten portal już dawno przestał być jedynie medium społecznościowym. Uzależnia od siebie  cały biznes, a dla swoich użytkowników staje się oknem na świat.

Facebook, Instagram, WhatsApp, Messenger 4 października 2021 roku na sześć godzin przestały działać. Błahostka? Nic się nie stało? „Nareszcie dzieciaki zajmą się czymś pożytecznym” – pisali prześmiewczo internauci na rozgrzanym wówczas do czerwoności Twitterze.

Choć być może na pozór nic się nie stało, to awaria cyfrowego giganta otworzyła nam oczy i przypomniała, dlaczego w ogóle o tym mówimy, przecież życie toczy się dalej. Dla kogo nic się nie zmieniło, komu Mark Zuckerberg zafundował terapię szokową, i dlaczego nie możemy dopuścić do tego, by takie awarie zdarzały się częściej?

Too big to fail. Facebook nie upadnie

Big Techy, bo tak nazywamy największe platformy cyfrowe, mają ogromny wpływ nie tylko na rynek, ale i na całe społeczeństwo. Niebezpodstawne jest twierdzenie, że tacy giganci rządzą światem. Sylwia Czubkowska, redaktor prowadząca Spider’s Web +, na co dzień śledzi poczynania Big Techów. Jak tłumaczy, Facebook, Messenger, WhatsApp czy Instagram to nie są tylko media społecznościowe czy komunikatory. 

- Choć na zewnątrz Facebook wygląda po prostu jak portal społecznościowy, to jest to gigantyczna platforma reklamowa, dla której sześć godzin awarii oznacza kolosalne straty. Na spółki Big Tech można patrzeć  jak na sektor bankowy. One są zbyt silne, by upaść. Każda awaria Facebooka przekłada się na problemy innych podmiotów, a w konsekwencji kłopoty całej tkanki społeczno-gospodarczej – mówi Sylwia Czubkowska.

Właściciele Facebooka i Googla jako dwie wielkie korporacje rządzą rynkiem reklamy internetowej. Jak wynika z danych brytyjskiego urzędu Competition and Markets Authority, czyli odpowiednika naszego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Facebook i Google mają aż 80 proc. udziału w rynku reklamy cyfrowej w Wielkiej Brytanii. Według badania IAB Ad z 2019 roku wynika, że filarem polskiego rynku e-reklamy są cyfrowi giganci. Zyski z tego tytułu w 60 proc. zasiliły bowiem Google i Facebooka. Co zatem mogłoby się stać, gdyby giganci z dnia na dzień przestali działać? Powiedzieć, że firmy zaczęłyby bankrutować, to mało. Zniknięcie Facebooka i Googla pociągnęłoby za sobą falę upadłości, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość całych sektorów.

Tylko w ostatnim kwartale z należących do korporacji Facebook platform tj. samego Facebooka, Instagrama i WhatsAppa przynajmniej raz w miesiącu skorzystało 3,5 mld użytkowników. Facebook,  Youtube (należący tak jak Google do Alphabet Inc.), WhatApp, Instagram i Messenger  według badania Global social media Stats zamykają pierwszą piątkę najczęściej używanych platform na świecie. Tuż sa nimi jest chiński TikTok. 

- Big Techy mają monopol na rynku, a ich udział w danych segmentach gospodarki jak np. branża reklamy internetowej jest tak duży, że sami wyznaczają zasady. Doszliśmy do sytuacji, kiedy nie możemy pozwolić sobie na awarię takiego giganta jak Facebook. Gdyby awaria trwała dłużej, rynek miałby kłopoty. Wiele firm rezygnuje dziś nawet z tradycyjnych stron internetowych na rzecz profili na Facebooku – mówi Sylwia Czubkowska.

O biznesowych konsekwencjach choćby krótkotrwałego zniknięcia Facebooka rozmawialiśmy też z Dagmarą Pakulską, która na co dzień uczy, jak korzystać z social mediów. Jej zdaniem nawet 6-godzinna awaria musiała doprowadzić do strat wielu innych podmiotów. Niewykluczone, że choć straty Facebooka są nominalnie największe, to sam poradził sobie z awarią bez szwanku, w porównaniu do firm, które są od niego zależne.
- Przy tak dużej skali działalności trudno się dziwić, że ruszenie jednego elementu wpływa na pozostałe. Internet to w końcu system naczyń połączonych. Awaria Facebooka powinna uświadomić biznesowi, że nie warto uzależniać się komunikacyjnie od jednego ekosystemu. Posiadanie profili tylko na Facebooku czy Instagramie niesie za sobą ryzyko, że gdy te padną, nasze firmy razem z nimi. Nie należy budować domu na cudzej ziemi. Warto zadbać o stworzenie skutecznego fundamentu swojej internetowej obecności w postaci strony www, a w swojej strategii komunikacji uwzględniać także inne serwisy, w której są obecne nasze grupy docelowe – mówi Dagmara Pakulska.

Zysk ponad zdrowiem i życiem

Awaria portali należących do cyfrowego giganta przypomniała, jedynie, że Facebook nigdy nie działał tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Nie jest już bowiem, jak wcześniej wspomniano, jedynie medium społecznościowym. O szkodliwym wpływie Facebooka na zdrowie psychiczne użytkowników wiemy za sprawą sygnalistów, którzy co jakiś czas ujawniają tajemnice korporacji. Była menadżerka Facebooka Frances Haugen, której zeznaniami przez ostatni tydzień żył cały świat, przyznała wprost: tacy giganci przedkładają zyski ponad ludzi.

Sygnalistka zeznawała przed komisją amerykańskiego Senatu. Jak mówiła, usługi Facebooka szkodzą dzieciom, zaogniają podziały społeczne i osłabiają demokrację. Podkreśliła, że "nikt spoza Facebooka tak naprawdę nie wie, co się dzieje wewnątrz Facebooka".

Zaledwie garstka informacji ujawnionych przez byłych pracowników korporacji utwierdziła nas w przekonaniu, że jesteśmy śledzeni i to na własne życzenie. Wystarczy przypomnieć sobie o aferze Cambrigde Analityca. Informacje o użytkownikach Facebooka trafiały do firmy, by ta mogła na ich podstawie tworzyć „profile psychologiczne” właścicieli kont. Po co to wszystko? Dla pieniędzy, siania propagandy, wpływania na wyniki wyborów.

Źródeł czerpania informacji jest wiele, nawet pobierając aplikacje, wyrażamy zgodę na udostępnianie mikrofonu. Te aplikacje naprawdę nas słuchają, to nie jest teoria spiskowa. Algorytmy podbijają treści, które wywołują konflikty, prowokują do spierania się i przyciągają użytkowników o skrajnych poglądach. To celowe działanie

- Treści wyświetlane za pośrednictwem Facebooka nie są przypadkowe. Algorytm wykorzystuje dane o nas, które zebrane są nie tylko z samego Facebooka, ale i Messengera,  Googla czy WhatsAppa. Każdy nasz ruch w sieci jest monitorowany. Źródeł czerpania informacji jest wiele, nawet pobierając aplikacje, wyrażamy zgodę na udostępnianie mikrofonu. Te aplikacje naprawdę nas słuchają, to nie jest teoria spiskowa. Algorytmy podbijają treści, które wywołują konflikty, prowokują do spierania się i przyciągają użytkowników o skrajnych poglądach. To celowe działanie – dodaje Sylwia Czubkowska.

Ekspertka dodaje, ze algorytmy podbijają treści, które wywołują konflikty, prowokują do spierania się i przyciągają użytkowników o skrajnych poglądach.

Tego samego zdania jest Mikołaj Nowak, specjalista od marketingu w sieci, który „wprowadza marki do epoki cyfrowej” i zawodowo nie rozstaje się z Facebookiem. Jak zauważył w rozmowie z naszą redakcją, algorytmy giganta wychwytują wiadomości sensacyjne, a przede wszystkim negatywne. - Wzbudzane lęku to paliwo dla Facebooka, pozytywne informacje nie mają takiej siły przebicia jak te złe, nasz mózg wychwytuje je automatycznie – mówi Mikołaj Nowak.

Być może na wyrost jest przypisywanie Facebookowi winy za zbrodnie, ataki i terroryzm, ale faktem jest, że portal ten stracił kontrolę nad treściami, które wyświetla. Frances Haugen przyznała przed amerykańskim Senatem, że korporacja jest świadoma, iż jej algorytmy promują treści zawierające nienawiść i dezinformację, co jej zdaniem przyczyniło się między innymi do zbrodni na tle etnicznym w Mjanmie czy Etiopii.

Fotomontaż z Zuckerbergiem przed Kapitolem
fot. Phil Pasquini/Shutterstock

W sieci nie brakuje także powiązań dotyczących motywacji sprawców ataku na Kapitol w USA a treściami wyświetlanymi na Facebooku. Niewykluczone, że zostali oni niejako podjudzeni przez facebookowe algorytmy, a co więcej, za pośrednictwem tej platformy mogli zaplanować atak. Eksperci są zgodni, że Facebook sprzyja radykalizacji, za co płacimy nawet własnym życiem.

Jednak każdego dnia rodzinnych dramatów o znacznie mniejszej skali, do których media społecznościowe dokładają cegiełkę,  jest znacznie więcej.

Facebook jak heroina

Uzależnienie, obsesja, obniżenie poczucia własnej wartości, depresja, szkodliwe nawyki żywnościowe, anoreksja… Byli pracownicy Facebooka, którzy są dziś sygnalistami, mogliby bez końca wymieniać dowody potwierdzające szkodliwość social mediów.

Ujawnione przez Haugen badania dotyczące wpływu social mediów na psychikę młodzieży podają, że 66 proc. nastoletnich użytkowniczek Instagrama doświadcza "negatywnych porównań społecznych", a w przypadku 13 proc. korzystanie z serwisu pogłębia ich problemy psychiczne, prowadząc do myśli samobójczych.

- Taką awarią w milionach nastolatków można obudzić  syndrom FOMO – mówi Mikołaj Nowak. FOMO (fear of missing out), to inaczej strach przed pominięciem czegokolwiek w sieci: posta, wydarzenia, dyskusji, zdjęć, nowych informacji. Mikołaj Nowak porównał uzależnienie od mediów społecznościowych do każdego innego rodzaju uzależnienia, w tym np. heroiny. Wyjaśnił, że w skrajnych przypadkach uzależnieni od social mediów sięgają po smartfona kilkaset razy dziennie.

Media społecznościowe to kluczowi gracze w cyfrowym biznesie
fot. Primov/Shutterstock

- Skąd taka potrzeba? My oczywiście nie jesteśmy jej świadomi, nie zaglądamy w telefon z chęcią pozyskania nowych informacji. Nałogowo zaglądamy w ekran smartfona, ale w obawie przed tym, że coś nas ominie. Na tym opiera się syndrom FOMO, który nie dotyczy tylko nastolatków – wyjaśnia.

Jego zdaniem cyfrowy detoks nie powinien opierać się na gwałtownym działaniu i odcięciu młodych od Facebooka. Tak jak w przypadku innych uzależnień, powinno się działać stopniowo. -  Tymczasem Facebook zafundował dzieciakom terapię szokową, w jednej chwili na pół dnia wyłączył swoje usługi. Wejdźmy w skórę dzieci, których psychika jest rozwalona po pandemii. Sytuacja wciąż jest niepewna, a ta niepewność wywołuje stany lękowe. Dzieci raz chodzą do szkoły, raz uczą się zdalnie, współodczuwają też problemy swoich rodziców. Jedyną stałą formą rozrywki i źródłem informacji był Facebook, który został nagle odcięty – mówi Mikołaj Nowak. 

To internet jest oknem na świat. W tym internecie jednak jest państwo w państwie, czyli Facebook. Platforma ta panuje dziś nad emocjami nastolatków. To Facebook dostarcza im tego, czego potrzebują do rozwoju, do zaspokojenia potrzeb. Mówimy oczywiście o prawidłowym rozwoju opartym na nieprawidłowej konfiguracji. Jest to jednak mniejsze zło, niż całkowity rozwód z Facebookiem 

- Wcześniejsze awarie Facebooka nie trwały dłużej niż godzinę. Jednak po 6 godzinach uzależnieni od Facebooka zaczynają czuć niepewność, lęk, tracą kontakt ze światem.  Ci młodzi ludzie urodzili się ze smartfonami w ręku, oni nie oglądają telewizji, nie czytają gazet, nie wysyłają SMS-ów. To internet jest ich oknem na świat. W tym internecie jednak jest państwo w państwie, czyli Facebook. Platforma ta panuje dziś nad emocjami nastolatków. To Facebook dostarcza im tego, czego potrzebują do rozwoju, do zaspokojenia potrzeb.  Mówimy oczywiście o prawidłowym rozwoju opartym na nieprawidłowej konfiguracji. To nie powinno być normą, że dzieci spędzają większość dnia w mediach społecznościowych, karmiąc się informacjami, które w większości wywołują w nas lęk. Jest to jednak mniejsze zło, niż całkowity rozwód z Facebookiem – wyjaśnił.

"Facebook jest jak cały internet"

Reakcje internautów na awarię Facebooka są najlepszym dowodem na to, jak mocno związaliśmy się z tym medium. „Marzenia (30 l). Myślała, że skasowała cały internet” – głosi jeden z memów, który trafnie ilustruje udział Facebooka w naszym życiu w sieci.

- Jesteśmy stale podłączeni do systemów, które zarabiają na tym, że udostępniamy swoją prywatność. Z Facebookiem, Messengerem czy Instagramem jesteśmy połączeni non stop. Zadajmy sobie pytanie: kiedy ostatni raz wylogowaliśmy się z fejsa? Nigdy – mówi Mikołaj Nowak.

Sylwia Czubkowska przyznaje wprost, że ludzie zaczęli traktować Facebooka jak internet. - To narzędzie komunikacji, źródło rozrywki i informacji. Big Tech to nie wyolbrzymione słowo. To platformy, które mają ogromne zbiory informacji na nasz temat, a tym samym wpływ na funkcjonowanie świata w wielu aspektach – dodaje.

- Portal Zuckerberga chce być dla nas wszystkim: miejscem do utrzymywania relacji z rodziną i przyjaciółmi, dostawcą newsów, rozrywki, platformą sprzedażowo-marketingową, a nawet serwisem randkowym. Trzeba szczerze przyznać, że mu się to udaje. Dla wielu ludzi globalna awaria Facebooka była powodem do uświadomienia sobie, jak bardzo są uzależnieni od całego ekosystemu. Nagle zrozumieli, że często nie mają nawet numerów telefonów do ludzi, z którymi codziennie rozmawiają poprzez socialmediowe komunikatory. Niektórzy nie wiedzieli, co mają zrobić z tym czasem, który zwykle przeznaczali na przegląd serwisów wchodzących w skład facebookowej rodziny. Na szczęście był jeszcze YouTube, Netflix, Twitter, LinkedIn, czy TikTok, które tego dnia zanotowały wyraźne wzrosty aktywności – komentuje z kolei Dagmara Pakulska.

O sile przyzwyczajenia do Messengera i WhatsAppa świadczą dane telekomów, dla których poniedziałek 4 października był wyjątkowo dochodowym dniem. 

Play odnotował dwukrotny wzrost wysyłanych przez klientów SMS-ów i MMS-ów. Operator uruchomił wówczas specjalną konfigurację sieci, którą stosuje zwykle w okresie świątecznym, gdy sieć może być przeciążona. Orange z kolei odnotował trzykrotny wzrost liczby SMS-ów w porównaniu z poprzedni tygodniem. 

Inni operatorzy tego dnia również odnotowali zwiększony ruch. Czy bylibyśmy w stanie wrócić do ery SMS-ów, gdyby awaria całego ekosystemu Facebooka przedłużyła się?

- Jestem w stanie wyobrazić sobie życie bez Facebooka, jakoś dawaliśmy radę i przed erą cyfryzacji. Jestem jednak pewna, że wkrótce na rynku pojawiliby się jego kolejni następcy, wypełniając pustkę, która by po nim została – mówi Dagmara Pakulska.

Mikołaj Nowak dodaje, że takie życie mogłoby wyglądać lepiej. - Nasz mózg po dwóch tygodniach nauczyłby się nowych nawyków. Gdyby awaria trwała dłużej, problem uzależnień od social mediów nie zniknąłby z dnia na dzień. Internauci masowo przenieśliby się na TikToka. Mam jednak nadzieję, że może wtedy użytkownicy na poważnie pomyśleliby o cyfrowym detoksie. Być może częściej rozmawialibyśmy ze sobą, bo tego nam, społeczeństwu najbardziej brakuje. To byłaby dobra zmiana dla nas, dla ludzi, ale zła dla Facebooka. Gigant technologiczny zawsze sobie jednak poradzi, a człowiek niekoniecznie – podsumowuje ekspert.

To przecież człowiek miał wykorzystywać social media, a nie na odwrót.

Katarzyna Witwicka
Katarzyna Witwicka

Ekonomistka i dziennikarka z wykształcenia i zamiłowania. Najlepiej czuje się w biznesie. Lubi podatki - niekoniecznie płacić, lecz zgodnie z misją dziennikarza – objaśniać. Wcześniej związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl. Interesuje się klasyką rocka, sporami politycznymi i historią myśli ekonomicznej.

katarzyna.witwicka@radiozet.pl
Twitter: https://twitter.com/KWitwicka