Amber Gold. Jest wyrok sądu. Na czym polegała jedna z największych afer III RP?

Piotr Drabik
20.05.2019 13:55
Amber Gold. Marcin P. i Katarzyna P. skazani przez gdański sąd. Pytania i odpowiedzi
fot. Wojciech OLSZANKA/East News (ilustracyjne)

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosił wyrok w sprawie afery Amber Gold. Za winnych uznano twórców piramidy finansowej – Marcina P. i Katarzynę P. Przypominamy, na czym polegała jedna z największych polskich afer po 1989 roku.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Facebooku

Amber Gold, jedna z największych afer gospodarczych w Polsce po 1989 roku, przez cztery lata było badane przez gdański sąd.

W poniedziałek w pierwszej instancji wydano wyrok uznający Marcina P. (założyciel Amber Gold) i jego byłą żonę Katarzynę P. za winnych oszustwa oraz niekorzystnego rozporządzenia mieniem. 

Jest wyrok w sprawie Amber Gold. Twórcy piramidy finansowej uznani winnymi

Co to było Amber Gold?

Firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 roku, a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 proc. do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 roku firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy ani odsetek od nich.

Według prokuratury spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Zdaniem śledczych klienci od początku przy zawieraniu umów byli wprowadzani w błąd co do sposobu przeznaczenia zainwestowanych przez nich pieniędzy – zapewniano ich, że za pieniądze kupowane będzie złoto, srebro lub platyna, co potwierdzać miały wystawiane certyfikaty. Lokaty rzekomo miały być ubezpieczone i gwarantowane przez Fundusz Poręczeniowy AG, na który klienci musieli wpłacać 1 proc. wartości każdej lokaty.

Obok oszustwa znacznej wartości oskarżonym zarzuca się także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku. Oskarżeni wielokrotnie – według śledczych – przelewali je na różne konta bankowe m.in. spółek grupy Amber Gold oraz innych podmiotów i osób.

Katarzyna P. i Marcin P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali na rozmaite cele – m.in. na finansowanie linii lotniczych OLT Express (nieistniejący już przewoźnik, w którym głównym inwestorem była Amber Gold) przeznaczono prawie 300 mln zł. Część dochodów szła też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł.

Marcin P. przebywa w areszcie od sierpnia 2012 r., Katarzyna P. została aresztowana w połowie kwietnia 2013 r. Przebywając w więzieniu, kobieta zaszła w ciążę i została matką: ojcem był jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Zobacz także

Kim jest Marcin P.?

Urodził się w 1984 roku pod nazwiskiem Stefański. Po maturze nie podjął studiów. 

W 2005 został skazany za fałszowanie dokumentów, w trzy lata później za przywłaszczenie 174 tys. zł – chodzi o aferę Multikasy (Marcin P. stworzył sieć punktów kasowych, które z czasem przestały przekazywać pieniądze klientów na opłatę rachunków). Z kolei w 2007 i 2009 skazano go za oszustwa bankowe – chodziło o wyłudzenie kredytów na łączną kwotę ponad 140 tys. zł). 

W 2009 roku założył Amber Gold, które działało do 2012 roku. Wcześniej P. zainwestował w rozwój linii lotniczej OLT Express. W sierpniu 2012 roku, po upadku linii lotniczych i Amber Gold Marcin P. został aresztowany. Od tego czasu przebywa w areszcie, podobnie jak jego żona Katarzyna P.  

Jak wyglądało śledztwo w sprawie Amber Gold?

Przygotowany przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 roku.

Według prokuratury Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Oskarżenie dotyczyło także prowadzenia działalności parabankowej i prania brudnych pieniędzy.

Według prokuratury Katarzyna P. i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10.

Oskarżeni w trakcie śledztwa nie przyznali się do winy, odmawiali składania wyjaśnień, bądź – składając je – zaprzeczali prokuratorskim ustaleniom.

Zobacz także

Jak wyglądał proces sądowy w sprawie Amber Gold?

Proces w ich sprawie ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w marcu 2016 r. Toczył się on w sposób jawny, ale sąd zakazał upubliczniania treści wyjaśnień oskarżonych oraz zeznań świadków.

Dziennikarze i publiczność mogli więc być obecni na sali rozpraw, nie mogli jednak relacjonować przebiegu procesu. Podejmując taką decyzję, sędzia Lidia Jedynak argumentowała, że nie chce, by świadkowie zeznający w tej sprawie znali zeznania osób wcześniej przesłuchiwanych.

W trakcie przewodu sądowego odbyło się ponad 180 rozpraw, podczas których przesłuchano około 730 świadków i 10 biegłych. Część przesłuchań odbyła się za granicą, m.in. w USA, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii. Prowadziły je polskie ambasady lub konsulaty.

Pod koniec postępowania – w pierwszych miesiącach br. - sąd, zgodnie z przepisami, odczytywał na kilku posiedzeniach listę dokumentów, które stanowią materiał dowodowy w tej sprawie, a na kilku kolejnych – listę około 16 tysięcy nazwisk świadków, którzy fizycznie przed sądem nie zeznawali, ale zeznania których sąd zaliczył w poczet materiału dowodowego.

W drugiej połowie kwietnia br. przed sądem rozpoczęły się mowy kończące proces. Jako pierwsi głos zabrali prokuratorzy, którzy wnieśli o kary 25 lat więzienia dla każdego z oskarżonych.

– Wydaje się, że kara wnioskowana przez prokuraturę jest surowa, wysoka i dolegliwa. Rzeczywiście tak jest. Ale biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy, sumę wyłudzonych pieniędzy i liczbę pokrzywdzonych i oszukanych osób, jedynie taka kara jest w stanie spełnić swoją rolę w zakresie indywidualnego oddziaływania, jak i zakresie prewencji, a także zadośćuczyni społecznemu poczuciu sprawiedliwości – mówiła 18 kwietnia w sądzie prokurator Izabela Janeczek.

Zobacz także

Podkreślała, że kary dla dwojga oskarżonych muszą być „niewątpliwie surowe”.

Dwoje całkiem zwyczajnych ludzi, wymyślając, na szczęście, niedoskonały i przeciętnie skomplikowany plan oszustwa, spowodowało nieprzeciętne wręcz skutki w postaci szkody majątkowej, która jest jedną z największych w polskich procesach karnych, a z pewnością taka, która dotknęła największą liczbę pokrzywdzonych – uzasadniała prokurator Janeczek.

Prokuratorzy dowodzili, że lokaty zawierane przez klientów Amber Gold tylko w śladowych ilościach miały pokrycie w szlachetnych kruszcach tj. złocie, srebrze i platynie; umowy z klientami nie były w żaden sposób ubezpieczone, a właściciele spółki nie prowadzili rzetelnej rachunkowości.

– W chwili rozpoczęcia działalności Amber Gold, od dnia założenia pierwszej lokaty, spółka nie posiadała żadnych środków umożliwiających jego faktyczne funkcjonowanie – zaznaczył prokurator Janicki.

Pełnomocnik przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego (KNF była w procesie oskarżycielem posiłkowym) Piotr Mirosz wniósł o wymierzenie oskarżonym surowej kary, ale nie sprecyzował jej wysokości.

– Amber Gold to było zorganizowane kłamstwo na najwyższym poziomie profesjonalizmu, za którym kryje się bezmiar ludzkiej krzywdy – podkreślił.

Zobacz także

Ile potrwa odczytywanie wyroku w sprawie Amber Gold?

Sędzia Lidia Jedynak rozpoczęła w poniedziałek o godz. 10. ogłaszanie wyroku i po dwóch godzinach ogłosiła półgodzinną przerwę.

W pierwszej części odczytywania wyroku sąd uznał, że oskarżeni Marcin P. i jego żona Katarzyna P. są winni głównego zarzutu, czyli oszustwa. Sąd zaczął też wymieniać pokrzywdzonych przez Amber Gold.
Sędzia zapowiedziała, że kolejne rozprawy związane z odczytywaniem wyroku odbywać się będą od przyszłego poniedziałku przez cztery kolejne dni tygodnia.

Wyjaśniła dziennikarzom, że udało jej się dotrzeć w ogłoszeniu wyroku do 24 tomu akt, a sama sentencja wyroku jest w tomie 60.

Kiedy zostanie ogłoszony raport komisji śledczej w sprawie Amber Gold?

Od września 2016 r. działała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. 

Szefowa komisji ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS) zaprezentowała w środę 15 maja członkom komisji projekt raportu końcowego. Posłowie mają dwa tygodnie na zapoznanie się z nim i kolejne dwa tygodnie na zgłaszanie ewentualnych uwag.

Według PAP w raporcie napisano w nim m.in. że były premier Donald Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej, a także „nie wydał żadnych formalnych poleceń podległym sobie organom administracji rządowej w celu podjęcia i koordynacji działań mających na celu przerwanie przestępczego procederu”.

„W toku prac komisji ujawnione zostało nieprawidłowe i nieetyczne zaangażowanie wysokich funkcjonariuszy publicznych, w tym prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej w uwiarygodnianiu działalności podmiotów z Grupy Amber Gold, polegające m.in. na zabieganiu o darowizny na cele publiczne lub kulturalne” – napisano we wnioskach końcowych projektu raportu.

Wassermann w rozmowie z PAP przyznała, że do projektu, który został przedstawiony w środę, posłowie opozycji mogą zgłaszać teraz poprawki, ale też będą to poprawki legislacyjne i redakcyjne.

Wassermann powiedziała, że posłowie mają teraz dwa tygodnie na zapoznanie się z projektem raportu i kolejne dwa tygodnie na pisemne poprawki, z którymi ma się zapoznać komisja. Prace zakończą się głosowaniem.

– Każdą uzasadnioną poprawkę na pewno będę brała pod uwagę – zaznaczyła.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/PTD