Zamknij

Politycy partii Razem wypłacili sobie po 200 tys. zł dodatków

03.07.2020 11:15
Adran Zandberg i inni politycy Razem wypłacili sobie po 200 tys. zł
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER/East News

Politycy partii Razem otrzymali po ok. 200 tys. zł z subwencji ugrupowania. Skalę sowitych dodatków ujawniły najnowsze oświadczenia majątkowe posłów - podał portal Onet. Jak lewicowi politycy tłumaczą całą sprawę?

Sprawa dotyczy czterech posłów i posłanek partii Razem, który również zasiadają w zarządzie ugrupowania. Oficjalnie nie ma ono jednego lidera - partią kieruje kolegialny zarząd.

Porównując oświadczenia majątkowe polityków lewicy składane za 2019 rok i na początku IX kadencji Sejmu widać ogromne różnice w zanotowanych dochodach. Średnio otrzymali dodatkowo po 150-180 tys. zł.

Sowite dodatki dla polityków partii Razem

Najwięcej z partyjnej kasy pod koniec ubiegłego roku otrzymała posłanka Paulina Matysiak - 180 558 zł (w całym 2019 r. 201 801 zł). Równie wysokie dochody miał Adrian Zandberg - 149 939 zł (w całym 2019 r. 199 191 zł), Marcelina Zawisza - 151 111 zł (w całym 2019 r.  200 752 zł) oraz Maciej Konieczny - 149 642 zł (w całym 2019 r.  199 581 zł).

Zobacz także

Dwie pozostałe posłanki Razem - Magdalena Biejat i Daria Gosek-Popiołek - nie zasiadają w zarządzie ugrupowania i nie otrzymały z kasy partii ani grosza.

Onet, który opisał całą sprawę, podkreślił, że wysokie dodatki z partyjnej kasy stoją w sprzeczności z dotychczasowymi wypowiedziami liderów lewicowej partii Razem. - Mamy taką zasadę, że jeżeli ktoś podejmuje pracę w partii, to otrzymuje pieniądze w wysokości średniego krajowego wynagrodzenia (ok. 5 tys. zł brutto - przyp. red.) - zapewniał Zandberg w sierpniu 2019 roku w rozmowie z Money.pl.

Dwa miesiące później Razem wraz z SLD i Wiosną dostało się do Sejmu po raz pierwszy w historii. Jak partia Razem tłumaczy sowite dodatki dla liderów ugrupowania?

- Przyczyna jest prosta. Członkowie zarządu w roku wyborczym dostali jednorazowo wyższe wynagrodzenie. Co widać po oświadczeniach majątkowych, nie wzbogacili się na tym, ale zdecydowali się wpłacić pieniądze na kampanię do wyborów parlamentarnych - komentowała Dorota Olko, rzeczniczka Razem, cytowana przez Onet.

Dodała, że podobnych wypłat było więcej, ale nie podała konkretnych nazwisk ani sum przekazanych z partyjnej kasy. 

Konieczny zapytany przez Onet co zrobił z pieniędzmi powiedział, że przekazał je na kampanię Lewicy. - Maksymalna dozwolona (kwota - przyp. red.), czyli około 56 tysięcy złotych jeśli chodzi o kandydatów - wyjaśniał. Uniknął jednak komentarza, co się stało z pozostałymi 144 tys. zł, jakie zostały mu po podliczeniu podanej wcześniej kwoty.

Zobacz także

Co więcej - zgodnie z Kodeksem wyborczym kandydaci mogą wpłacać na kampanię maksymalnie 45-krotność minimalnej pensji (w 2019 r. było to 101 250 zł). Konieczny mógł mieć na myśli limit 56 tys. dla osób fizycznych, ale nie obowiązuje on kandydatów.

Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza i Paulina Matysiak odmówili komentarza w sprawie sowitych dodatków z kasy partyjnej.

Nieoficjalnie Onet podał, że sprawa wypłat dla członków zarządu wysokich kwot wywołała kontrowersje w szeregach ugrupowania. - Nie było żadnego głosowania, nikt z rady partii nie wyrażał na to zgody. Od początku wszyscy mieli świadomość, że jest to sposób na sfinansowanie kampanii, która nie mogła być oficjalnie finansowana z kasy Razem - przekazał informator portalu. 

Decyzje o wypłacie nagród podjął sam zarząd partii Razem.

RadioZET.pl/Onet