Zamknij

500 plus do likwidacji? Eksperci o przyszłości programu

17.12.2020 12:48
500 plus 2021. Program do likwidacji? Eksperci są zgodni
fot. MARCIN RUTKIEWICZ/REPORTER/East News (ilustracyjne)

500 plus nie zostanie zlikwidowane przez rządzących - podkreślają eksperci. Ich zdaniem władze prędzej podwyższą podatki, niż zdecydują się na ograniczenie świadczenia prorodzinnego.

500 plus jest wypłacane od 2016 roku i stanowiło jedną z głównych obietnic wyborczych, które PiS złożył w kampanii przed wyborami w 2015 roku. Po latach świadczenie nie tylko utrzymano, ale i rozszerzono program. Od 2019 roku co miesiąc 500 zł rodziny mogą otrzymać na każde dziecko w rodzinie (wcześniej na drugie i każde kolejne).

Pandemia koronawirusa i spowodowany przez nią kryzys gospodarczy wzbudził obawy o to, czy 500 plus uda się utrzymać w kolejnych latach. PiS i rząd Mateusza Morawieckiego zapewnia, że nic w tej sprawie się nie zmieni. Co na ten temat sądzą eksperci?

500 plus do likwidacji? Eksperci: to nierealne

– Sytuacja jest kryzysowa. W tym roku przyrost długu publicznego wyniesie między 200 a 300 miliardów złotych. Natomiast roczny koszt programu Rodzina 500 plus, obejmującego około 6,5 miliona dzieci, to 41,2 mld zł, czyli około 2 procent PKB. Gdy dodamy do tego trzynastą emeryturę, wypłacaną dla prawie 10 milionów Polaków, to łącznie mamy ok. 3 procent PKB. A dla rządu to są 2 flagowe projekty, dzięki którym zdobył spore poparcie. Teraz ich nie zmieni, bardziej już poszuka środków poprzez podniesienie podatków – komentował prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, w rozmowie z agencją Monday News.

Zobacz także

W żadnym programie politycznym nie ma mowy nawet o ograniczaniu 500 plus, co podkreślił prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Zaznaczył, że program ten stanowi pewnego rodzaju umowę społeczną. 

– To fantastyka ekonomiczna, żeby doszło do zamrożenia 500 plus. Jeśli będzie trzeba, to rząd zwiększy zadłużenie, bo dziś tak robi cały świat. Natomiast od zawsze uważałem, że zamiast na ten program, środki powinny być sensownie przeznaczone na ochronę zdrowia. Przez te kilka lat byłoby to około 200 miliardów złotych. Teraz wstrzymywanie czy odbieranie świadczenia oznaczałoby zubożenie ludzi, którzy i tak w wielu przypadkach mają duże problemy – wskazywał natomiast Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych, cytowany przez Monday News.

Jak zaznaczyła prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, ewentualne zamrożenie programu 500 plus to fatalny pomysł. Wiele rodzin z dziećmi bowiem w bardzo dużym stopniu i z intensywnością doświadcza groźnych materialnych i pozamaterialnych następstw pandemii. Według prof. Mączyńskiej zabranie czy wstrzymanie świadczenia byłoby dla nich bardzo krzywdzące i zwiększające ryzyko rozmaitych negatywnych skutków społecznych. Także odbiór społeczny byłby prawdopodobnie wysoce negatywny.

Z kolei ekonomista Marek Zuber zaznaczył, że od początku nie popierał przekazania świadczenia wszystkim rodzicom. Jego zdaniem najbogatsi powinni być wyłączeni z programu. - Natomiast Polacy z zasady są roszczeniowi. Gdyby więc doszło do referendum w tej kwestii, to z pewnością większość uczestników powiedziałaby, że chce otrzymywać 500 plus. Nawet jeżeli środki te nie są niezbędne do ich funkcjonowania. Wciąż pokutuje przekonanie, że jak coś dają, to trzeba brać – podkreślił Zuber w rozmowie z Monday News.

Zobacz także

Piotr Kuczyński również nie wierzy w to, że Polacy zgodzą się zrezygnować z tego świadczenia. Musieliby otrzymać alternatywne rozwiązanie. Ponadto widzą, że rząd skutecznie pozyskuje setki miliardów złotych m.in. z PFR, Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 czy z Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK).

– Oczywiście szlachetność bardzo bogatych wyrażałaby się w tym, gdyby uznali, że chcą się zrzec świadczenia. Przyjmowanie zasiłku 500 plus nie jest przymusowe. Dla zasobnych rodzin ta pomoc z pewnością nie ma tak wielkiego znaczenia jak dla uboższych. Jednak prawdopodobne jest to, że takich przypadków rezygnacji ze świadczenia nie byłoby zbyt wiele. Tym samymi nie miałoby to istotnego znaczenia dla wielkości środków służących przeciwdziałaniu następstwom pandemii – stwierdziła prof. Mączyńska.

500 plus nie dla najbogatszych?

500 zł miesięcznie na dziecko to kwota nieistotna dla maksymalnie 12 proc. beneficjentów programu. Tak wynika z różnych szacunków, o czym informuje prof. Modzelewski. Zdaniem byłego wiceministra finansów, to dobry moment na rozpoczęcie dyskusji na temat pewnych modyfikacji. To znaczy, czy w grupie osób z najwyższymi dochodami należy utrzymywać to rozwiązanie. Nie ma wątpliwości, że świadczenie spowodowało wyjście rodzin wielodzietnych ze skrajnego ubóstwa.

Zobacz także

– W lutym 2015 roku UE ostro wytknęła nam w ocenie semestralnej zaniedbania problemów społecznych, stanowczo rekomendując pilne działania na rzecz zmniejszania ubóstwa. Wówczas statystyki Eurostatu wykazywały, że w naszym kraje aż 30% dzieci i 25% rodzin było zagrożonych ubóstwem. Program 500 plus przynajmniej w pewnym stopniu umożliwił poprawę sytuacji. Niestety, pandemia prowadzi do narastania nierówności dochodowo-majątkowych i ubóstwa. Wiemy, że np. niektóre dzieci zniknęły z systemu szkolonego, bo nie mają sprzętu komputerowego czy Internetu i w związku z tym pozbawione zostały edukacji zdalnej – wskazała prof. Mączyńska.

Jak zaznaczył Marek Zuber, rządowy program był jednym z czynników wzrostu konsumpcji w Polsce. Jednak nie był głównym powodem, ponieważ najważniejsza okazała się poprawa sytuacji w gospodarce na skutek wzrostu eksportu. I tak było we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej, nie tylko u nas. Ale jeśli świadczenie nie będzie wypłacane, to z pewnością zmniejszy się konsumpcja. Dziś ograniczanie tych środków nie byłoby do końca sensowne. Teraz częściej mówi się o zwiększaniu nakładów na gospodarkę, żeby ją ratować.

Zobacz także

Według prof. Modzelewskiego, jeśli mamy podejmować działanie antyrecesyjne, to powinniśmy zwiększyć wydatki konsumpcyjne. - Pieniądze z 500 plus są w większości wydatkowane bezpośrednio. Jeżeli program byłby wstrzymany np. na rok, to z poziomu konsumpcji zniknęłoby ok. 40 mld zł. A takiego negatywnego impulsu antypopytowego to chyba sobie nikt nie wyobraża. Dziś w gospodarce brakuje popytu konsumpcyjnego. Im większy on będzie, tym szybciej wyjdziemy z tego kryzysu – przekonywał ekspert.

Natomiast według prof. Gomułki dodał, że w ciągu 2-3 lat nie grozi nam kryzys finansów publicznych na dużą skalę. Ale istnieje ryzyko znacznego pogorszenia się sytuacji, jeżeli nie dokona się reformy wydatków socjalnych. Rząd prognozuje na najbliższe lata wzrost nakładów na zdrowie o ok. 2 proc. PKB. Później będą spore wydatki na przebudowę całego systemu energetycznego itd. Dlatego w ciągu 5-10 lat konieczne będzie zmniejszenie tych transferów socjalnych.

RadioZET.pl/Monday News