Jakie branże mają szansę podbić rynek australijski?

Olga Papiernik
20.08.2018 11:34
opera w Sydney
fot. Sacha Styles on Unsplash

Największe szanse na podbój australijskiego rynku mają firmy górnicze, technologiczne czy producenci jachtów - powiedział prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Tomasz Pisula. We wtorkowym otwarciu biura handlowego PAIH w Sydney ma wziąć udział m.in. prezydent Andrzej Duda.

M.J.: Polska Agencja Inwestycji i Handlu otwiera przedstawicielstwo w Sydney, dlaczego?

Tomasz Pisula: Jako Agencja zachęcamy rodzimych przedsiębiorców do wychodzenia poza UE. Jesteśmy zaszczyceni, że prezydent Andrzej Duda we wtorek otworzy nasz lokalny oddział w Australii. To już trzecie biuro Agencji, które otwiera prezydent Rzeczpospolitej. W kwietniu zeszłego roku zainaugurował działalność przedstawicielstwa PAIH w Meksyku, w listopadzie w Wietnamie. Teraz jest obecny przy otwarciu naszego 50. biura. To, rzec by można, klamra, która domyka pewien etap naszej działalności - pół setki przedstawicielstw w zaledwie półtora roku. Wsparcie różnych agend naszego państwa było w osiągnięciu tych rezultatów bardzo pomocne.

M.J.: A dlaczego tym razem Australia?

T.P.: To mały rynek, bo mówimy o kraju, który ma ok. 20 mln mieszkańców. Ale jest to jeden z najbogatszych krajów świata, z bardzo dobrze rozwiniętą technologią i jednym z najwyższych standardów życia. To, z jednej strony, państwo z bardzo zaawansowanymi usługami, z drugiej, innowacyjny producent spożywczy. Przykładowo, wytwarzana tam ekologiczna żywność szerokim strumieniem trafia do Azji. Jednym z wiodących segmentów rynku jest górnictwo - nie tylko węgla kamiennego, ale też żelaza, złota czy LNG. Rynek ten jest też mocno zainteresowany wysokiej jakości produktami i technologiami. Jest to zatem przestrzeń dla polskich firm. Do niedawna dla polskiego biznesu ten rynek był poza zasięgiem ze względu na odległość geograficzną, utrudnienia telekomunikacyjne. Ale teraz technologie staniały. Koszt lotu do Australii czy frachtu z Australii jest nieporównanie niższy niż jeszcze 15 lat temu.

Australia jest w stanie np. zaadaptować polskie nowinki technologiczne i w nie zainwestować. Ale też stanowi potencjalne źródło inwestycji dla nas w kraju. W Polsce prowadzi działalności 130 przedsiębiorstw z Australii, a inwestycje australijskie w naszym kraju szacowane są na 1,34 mld dol. amerykańskich.

M.J.: Jakie polskie branże mają największe szanse na Antypodach?

T.P.: Przede wszystkim te, które są związane z sektorem górniczym. Branża górnicza czy wydobywcza w Australii jest wprawdzie technicznie bardziej zaawansowana, ale to nie znaczy, że nie mamy rozwiązań, których odbiorcy na Antypodach nie mogli nabyć. Rząd australijski stale wspiera inwestycje, które pomogą w podnoszeniu efektywności energetycznej stosowanych na szeroką skalę technologii węglowych.

Inny obszar to części samochodowe, ale też jachty i łodzie. Polska jest światowym liderem w produkcji jachtów i łodzi motorowych, Australia zaś jednym z największych odbiorców tego typu jednostek. Tak się składa, że polski rząd wytypował właśnie te cztery sektory produkcyjne: części motoryzacyjne i lotnicze, a także jachty i łodzie jako najbardziej obiecujące w relacjach eksportowych z Australią. Rolą Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu jest silna promocja tych segmentów rynku na Antypodach.

Mam nadzieję, że przy okazji zwiększania ekspozycji biznesowej Polski w Australii uda się nam również przedstawić nasz design, meble. Australijczycy to naród, który ceni sobie dobre wzornictwo przemysłowe. Ale jest to też miejsce, gdzie moglibyśmy sprzedawać polskie produkty spożywcze. Zarówno ze względu na liczną polską diasporę mieszkającą przede wszystkim w Melbourne, Sydney i Brisbane, ale też na to, że wielu mieszkańców wschodniego wybrzeża pochodzi z Europy i lubi europejskie smaki. A my sprzedajemy żywność wysokiej jakości.

Kolejna przestrzeń współpracy to bardzo zaawansowane technologie. Wszystko co jest związane z przemysłem 4.0. Eksperci PAIH uważają, że to jest też doskonały rynek dla zaawansowanego outsourcingu usług, zwłaszcza z racji wysokich kosztów zatrudnienia na lokalnym rynku. Chodzi przykładowo o usługi biznesowe związane z zarządzaniem i optymalizacją procesów, wykorzystujące sztuczną inteligencję. Takie firmy już stawiają pierwsze kroki w Australii, ale i zgłaszają się do nas z prośbą o wsparcie w wejściu na ten rynek. Wśród sektorów z dużym potencjałem wytypowaliśmy też producentów sprzętu medycznego, wysokiej jakości tekstyliów i sprzętu sportowego.

M.J.: Czy nasze produkty są znane na australijskim rynku?

T.P.: Poszczególne marki tak, ale nie można powiedzieć, że Polska ma ustaloną renomę. Chcielibyśmy nad tym popracować. Po II wojnie światowej w Australii osiedliło się wiele osób z Bałkanów i Grecji, sądzę, że to właśnie oni mogą nadawać ton importowi do Australii. A jest o co walczyć. Polskich eksporterów zapewne zainteresuje też informacja, że jest to drugie - po Szwajcarii - najbogatsze na świecie społeczeństwo, biorąc pod uwagę dorosłych mieszkańców kraju. Do tego zajmuje 5. miejsce pod względem wolności gospodarczej i 14. (ze 190 gospodarek) pod względem łatwości prowadzenia biznesu. To kraj przyjazny biznesowi i otwarty na zagraniczne firmy.

M.J.: A na co powinni zwracać uwagę nasi przedsiębiorcy zainteresowani wejściem na ten rynek?

T.P.: Z rozmów z firmami, które obsługują przemysł wydobywczy wiem, że trudno jest wejść w relacje z miejscowymi nabywcami, jeżeli nie ma się zarejestrowanego podmiotu w Australii. Zasada dotyczy również innych sektorów. Warto więc zainicjować współpracę z firmami lokalnymi w formule joint-venture czy aliansów strategicznych. Trzeba tam fizycznie być. Nie jest to rynek taki, jak np. unijny, gdzie wiele spraw można załatwić na telefon. Co więcej, osoba na stanowisku zarządzającym musi być rezydentem podatkowym w Australii.

M.J.: Czy Australia może być bramą na inne rynki tej części świata?

T.P.: Z pewnością, np. do bogatego, ale mniejszego rynku Nowej Zelandii. To naturalny kierunek do ekspansji dla naszych firm z Australii. Australia ma też dobre relacje z Wielką Brytanią i Hongkongiem czy Chinami, ale też krajami zrzeszonymi w ASEAN: Singapurem, Indonezją, Malezją, czy Japonią. To są te rynki, które można próbować obsługiwać przez Australię.

To naturalna baza wypadowa do obsługi rynków Azji Południowo-Wschodniej. Ponadto to kraj o bardziej przewidywalnych warunkach biznesowo-prawnych, bliższej nam brytyjskiej kulturze biznesowej.

M.J.:  Jakie jest zainteresowanie naszych przedsiębiorców tym rynkiem?

T.P.: Zanim zdecydowaliśmy się na otwarcie biura w Sydney, do PAIH zgłaszały się firmy zainteresowanie robieniem interesów w Australii. To głównie dostawcy rozwiązań dla rynku górniczego, ale nie tylko. Wcześniej same już tam próbowały docierać, niektórym całkiem dobrze to wyszło. Wśród polskich firm mamy też inwestorów na rynku Australijskim. Np. w 2017 dwie polskie spółki IT, które szybko podbijają kolejne rynki założyły tam filie i prowadzą obsługę klientów.

Chcemy pokazać naszym firmom, że jest to geograficznie odległy kraj, ale nie poza ich zasięgiem, jeśli chodzi np. o koszt dotarcia. To dojrzały, przewidywalny rynek z bardzo dobrym odbiorem Polaków, z liczną Polonią, wysokim standardem życia. Według prognoz MFW średnioroczny wzrost realnego PKB wyniesie w 2018 r. 2,96 proc., a w 2019 - ponad 3 proc.

Magdalena Jarco/PAP/OP