„Pieniądze powinny należeć się za pracę”. Ekonomiści o zmianach w 500 plus

Piotr Drabik
25.02.2019 13:33
500 plus 2019. Od kiedy. Ekonomiści krytykują zmiany w 500 plus. Propozycje PiS
fot. P. Tracz/KPRM (PD)

Zdaniem ekonomistów rozszerzenie programu 500 plus na pierwsze dziecko na dłuższą metę jest nie do sfinansowania. W ich ocenie w czasie trwającej dobrej koniunktury gospodarczej rząd powinien oszczędzać na czas recesji, której pierwsze objawy już widać.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - BIZNES na Facebooku

500 plus, czyli realizowany od trzech lat rządowy program comiesięcznych zasiłków na drugie i każde kolejne dziecko, ma zostać rozszerzony w najbliższych miesiącach. Zapowiedział to podczas sobotniej konwencji PiS prezes tej partii Jarosław Kaczyński. 

Od lipca 500 plus ma być wypłacane również na pierwsze dziecko, bez kryterium dochodowego. Zdaniem szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka realizacja wszystkich pięciu punktów programu wyborczego PiS (rozszerzenie 500 plus, trzynasta emerytura, PIT 0 dla młodych, obniżenie kosztów pracy i przywrócenie zlikwidowanych połączeń autobusowych) będzie kosztować budżet państwa co najmniej kilkadziesiąt miliardów złotych.

Zobacz także

Jak będzie finansowane 500 plus?

W ocenie ekonomisty Marka Zubera zapowiedź rozszerzenia programu 500 plus wynika z dobrej koniunktury gospodarczej, z której korzysta rząd PiS. „Nie ma możliwości ciągłego finansowania tych obietnic tylko ze ściągalności podatków” – podkreślił w rozmowie z RadioZET.pl.

Cytując minister finansów Teresę Czerwińską, przypomniał, że w ubiegłym roku ściągalność podatków przyniosła około 20 mld złotych do budżetu państwa. „Tymczasem sfinansowanie wszystkich propozycji PiS-u może kosztować w granicach 70-80 mld złotych” – ocenił Zuber.

Z kolei dr Janusz Grobicki z Centrum im. Adama Smitha podkreślił, że zapowiedź rozszerzenia 500 plus „to bardzo atrakcyjna propozycja dla beneficjentów tego programu”. „Opozycja będzie miała spory problem, aby spróbować je przebić – musieliby w ogóle znieść podatki” – ocenił ekonomista.

Zobacz także

– Bardzo nie podoba mi się dalsze rozdawnictwo środków finansowych przez rząd. Pieniądze powinny należeć się za pracę, a źródłem bogactwa nie mogą być zasiłki – jasno wskazał dr Grobicki. 

W ocenie ekonomisty władze błędnie zakładają pozytywny rezultat poszerzenia zasiłków na dzieci.

– Rząd myśli, że jak w przypadku wprowadzenia pierwszego programu 500 plus, pieniądze z zasiłków trafią na rynek. Jednak to tylko oddziaływanie krótkotrwałe – podkreślił.

Zdaniem dr Grobickiego „pieniądze, które władze chcą przeznaczyć na 500 plus czy trzynaste emerytury, lepiej wydać na badania i rozwój”. „Polska jest w tym momencie skazana na rolę konsumenta technologicznego” – alarmował.

Kto zapłaci za rozszerzenie 500 plus?

– Warto zauważyć, że obserwatorzy spoza rządu, w tym ekonomiści, nie mają pełnego, bieżącego wglądu w budżet państwa. Być może rząd znalazł nieoczekiwane źródło dochodów, które teraz zamierza wydać na programy społeczne – zaznaczył prof. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. 

Przypomniał, że na PKB składają się inwestycje, eksport i konsumpcja, a „w redystrybucji nie ma nic złego”. 

– Ale pytanie, czy nie mamy pilniejszych wydatków. Obecny rząd ma szczęście, ponieważ na razie mamy do czynienia z wysoką koniunkturą. Jednak to nie potrwa długo, ponieważ zbliża się spowolnienie gospodarcze. Świadczą o tym zmiany w gospodarce chińskiej, słabszy wzrost w Niemczech oraz niepewność co do losów i skutków brexitu – alarmował prof. Flejterski. 

– Z jednej strony postawienie na konsumpcję jest sensowne, ponieważ beneficjenci 500 plus bardzo ucieszą się z otrzymanych pieniędzy – komentował ekonomista. Jednak po chwili dodał, że „potrzebny jest umiar i wyobraźnia” rządzących. 

W ocenie prof. Marka Góry, wykładowcy Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, program 500 plus „ma swoje zalety”.

– Ale to nie są pieniądze dane, tylko zabrane z innych miejsc, na przykład z dramatycznie niskich pensji nauczycieli uczących nasze dzieci. To zawsze trudny wybór, ale wybór, a nie łaska polityków. Żeby to ukryć, politycy mogą w jawny lub ukryty sposób zwiększyć dług publiczny, który pracujący Polacy będą musieli spłacać – bo nikt inny go nie spłaci – w kolejnych latach – ostrzegał ekonomista. 

Zobacz także

RadioZET.pl/Piotr Drabik