Okrutne traktowanie zwierząt w Chinach nie jest karane

07.12.2017 16:04

Największy producent skór futerkowych na świecie nie karze hodowców za okrucieństwo wobec norek, lisów czy jenotów. W kraju nie obowiązują prawie żadne przepisy zapobiegające złemu traktowaniu zwierząt.

Okrutne traktowanie zwierząt w Chinach nie jest karane

fot. Jessica Weiller on Unsplash

- Chiny nie mają praw przeciwko okrucieństwu, które przewidywałyby kary za okrutne praktyki wobec zwierząt lub odstraszały od takich praktyk. Z tego powodu złe traktowanie zwierząt jest w Chinach kontynentalnych olbrzymim problemem. - ocenił specjalista w dziedzinie chińskich przepisów z organizacji Humane Society International (HSI), a zarazem wykładowca Uniwersytetu Houston-Downtown, cytowany na portalu Global Animal Network.

W Chinach hoduje się najwięcej na świecie norek, jenotów i lisów przeznaczonych na futra.
Według portalu Business of Fashion w 2014 roku wyprodukowano tam 35 mln surowych skór z norek - blisko dwukrotnie więcej, niż wytwarza się w Danii, która uchodzi za czołowego producenta tego towaru na świecie.

Szacunki chińskiego związku branży skór, przytaczane przez organizację ACTAsia, mówią ponadto o kilkunastu milionach zabijanych w Chinach co roku na futra lisów i kolejny kilkunastu milionach jenotów.

Według organizacji Swiss Animal Protection, której inspektorzy odwiedzali kilka lat temu chińskie fermy, znaczna liczba zwierząt jest jeszcze żywa i w pełni przytomna, kiedy odziera się je ze skóry, i daje znaki życia jeszcze przez kilka minut po tym.

Od 2016 roku w Chinach obowiązują pewne regulacje dotyczące hodowli norek, lisów i jenotów, ale jak wyjaśniła PAP Kerenza Vlastou z organizacji ACTAsia - nie chronią one zwierząt, a służą jedynie normalizacji hodowli.

Peter Li z HSI zaznaczył jednak, że ruch obrony zwierząt jest w Chinach coraz silniejszy, a coraz więcej osób w kraju traktuje psy czy koty jako swoich towarzyszy. Wyraził nadzieję, że Chiny uchwalą w końcu prawo przeciwdziałające złemu traktowaniu zwierząt.

Vlastou oceniła, że chińska opinia publiczna nie widzi raczej konieczności uchwalania takich ustaw. Wątpliwości, czy przepisy zapobiegające okrucieństwu wobec wszystkich zwierząt zostaną kiedykolwiek przyjęte wyraził również w rozmowie z PAP pracujący w Chinach kontynentalnych działacz hongkońskiego Towarzystwa Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Zwierząt (SPCA) Wang Rundong.

- Co roku jeździmy do Pekinu i rozmawiamy z ludźmi, którzy przygotowują prawa. Ale jest bardzo ciężko. - powiedział Wang. Przypomniał, że już kilkanaście lat temu wicedyrektor Centrum Badań nad Rozwojem przy Radzie Państwa ChRL Chang Jiwen przygotował projekty ustaw o ochronie zwierząt i przeciw okrucieństwu wobec zwierząt, ale nie zostały one jak dotąd uchwalone.

Dodatkowym problemem Chin jest słaba egzekucja przepisów. Hongkońska organizacja praw zwierząt Animals Asia od lat zwraca na przykład uwagę, że większość z nawet 10 mln zabijanych co roku na mięso czy skóry psów i kotów to zwierzęta bezdomne, złapane na ulicy, lub ukradzione z domów swoich właścicieli. Jest to niezgodne z chińskimi przepisami, m.in. dotyczącymi bezpieczeństwa żywności, a mimo to proceder ten wciąż odbywa się na skalę masową.

Zdaniem Fiony Woodhouse z SPCA w Hongkongu, Chiny niekoniecznie myślą o całościowej ustawie chroniącej zwierzęta, ale pracują nad włączeniem przepisów je chroniących do ustaw regulujących konkretne branże.

Póki co jedynym klarownym przykładem tych zabiegów są wydane przez Ministerstwo Nauki i Technologii w 2006 roku wytyczne dotyczące humanitarnego traktowania zwierząt laboratoryjnych. Stanowią one m.in., że zwierzęta wykorzystywane do testów nie powinny doświadczać niepotrzebnego cierpienia, głodu, dyskomfortu, strachu, bólu i chorób i wyznaczają podstawowe reguły dotyczące dobrostanu tych zwierząt. Zalecają także stopniowe zmniejszanie liczby zwierząt używanych w laboratoriach.

W 2014 roku Chiny zniosły wymóg testowania na zwierzętach części produkowanych w kraju kosmetyków. Trwają również prace nad alternatywnymi metodami oceny bezpieczeństwa kosmetyków i innych towarów. - poinformowała PAP Tina Qu z kantońskiej firmy Chn-Alternative Biotechnology Co. Ltd., która prowadzi takie badania we współpracy z lokalnymi służbami inspekcji importowo-eksportowej.

Od końca lat 80. w Chinach obowiązuje również ustawa o ochronie dzikiej przyrody, która została w ubiegłym roku znowelizowana, ale wciąż nie przewiduje żadnych kar za okrutne traktowanie zwierząt. Krytycy podkreślają, że ustawa nie zapobiegła rozwojowi przemysłu związanego z wykorzystywaniem dzikich zwierząt. - Jej ubiegłoroczna zmiana była krokiem wstecz, a nie naprzód. - ocenił Wang z SPCA.

Eksperci zwracają uwagę, że nowa wersja ustawy legalizuje i prawnie reguluje hodowlę i komercyjne wykorzystywanie dzikich zwierząt, w tym zagrożonych gatunków, takich jak tygrysy.

Według magazynu "National Geographic" w Chinach jest blisko 200 ferm tygrysów, gdzie w nieludzkich warunkach przetrzymuje się 5-6 tys. tych zwierząt, będących
w tym kraju pod ochroną. Tygrysy są hodowane głównie na futra, a ich kości wykorzystywane są w tradycyjnej chińskiej medycynie, choć produkty z kości tygrysa są oficjalnie zakazane.

Według Animals Asia około 10 tys. niedźwiedzi, najwięcej pośród wszystkich krajów świata, hoduje się w Chinach dla ich żółci, która jest cenionym surowcem do produkcji tradycyjnych leków. W rozmowie z magazynem "Forbes" Peter Li z HSI nazwał hodowlę niedźwiedzi - najbrutalniejszą działalnością w tym kraju. Niedźwiedzie trzymane są w klatkach, często w koszmarnych warunkach, a żółć regularnie wydobywa się z poprzez otwarte rany w ich brzuchach.

Zdaniem Li hodowla niedźwiedzi generuje co roku obroty rzędu 1,6 mld dolarów w całym kraju, a fermy niedźwiedzi są wśród firm płacących największe podatki do kas niektórych miast. Ocenił przy tym, że Chiny nigdy nie staną się częścią "współczesnego świata", jeśli hodowla niedźwiedzi dla żółci nie zostanie tam zakazana.

PAP/Andrzej Borowiak/OP