Frankowicze: "wypowiadają nam umowy, często niezgodnie z prawem"

14.01.2018 11:39

Banki nadal wypowiadają umowy kredytowe, w wielu przypadkach niezgodnie z przepisami - mówi w rozmowie z PAP w trzecią rocznicę "czarnego czwartku" prezes Stowarzyszenia "Stop Bankowemu Bezprawiu" Arkadiusz Szcześniak.

Frankowicze: "wypowiadają nam umowy, często niezgodnie z prawem"

fot. East News

W skrócie

15 stycznia minie trzecia rocznica "czarnego czwartku", gdy w wyniku skokowego wzrostu kursu franka wobec złotówki obciążenia kredytobiorców frankowych znacznie wzrosły. Od tamtego momentu pojawiło się w życiu publicznym wiele pomysłów rozwiązania tego problemu, ale żaden nie został zrealizowany (poza ustawą o wsparciu, której nowelizację zaproponował prezydent). Dziś kurs franka jest niższy, niż był bezpośrednio przed "czarnym czwartkiem".

Grupujące frankowiczów Stowarzyszenie zamierza obliczyć, ile takich umów zostało wypowiedzianych i czy było to zgodne z prawem - zaznacza. Zapowiada również, SBB złoży obywatelskie projekty ustaw, wydłużające terminy na wypowiedzenie umowy kredytu oraz ograniczające koszty kredytów.

PAP: Trzy lata po "czarnym czwartku" notowania franka znów są takie, jak przed nim, więc o frankowiczach politycy przestali mówić. Co wy na to, jako Stowarzyszenie?

Arkadiusz Szcześniak: To nie jest prawda, że obecny kurs likwiduje problem. Po pierwsze, gdyby był tak niski jak w dniu wypłaty, to powinien mobilizować banki do zrównania tych kredytów z kredytami złotowymi. Nadal jednak banki tego nie chcą, bo świetnie zarabiają na tych kredytach. A nie jest to dziwne, bo trudno mówić o spadku z 2,25 złotego do 3,5 złotego za franka, a właśnie 2,25 to średni kurs wypłaty kredytu.To nie jest tak, że urzędy państwowe nic nie robią w tej sprawie, ale też urzędnikom zdarza się mijać z prawdą w sprawie kredytów "walutowych". Były publiczne wypowiedzi przedstawicieli Komisji Nadzoru Finansowego0, że te kredyty miały w sumie niższe koszty, niż złotowe, tymczasem z pisma, które niedawno otrzymaliśmy z KNF wynika, że było wręcz przeciwnie i większość tzw. walutowych kredytów jest w tej chwili już dużo bardziej kosztowna. W ogóle polscy kredytobiorcy płacą więcej niż np. kredytobiorcy niemieccy, odsetki są tam tańsze ponad dwukrotnie i to jest istota sprawy. Dlatego na wiosnę zamierzamy złożyć projekt ustawy, który ograniczy koszt kredytu dla wszystkich kredytobiorców.

PAP: Kiedy zostanie złożony?

A.S.: Jeszcze nad nim pracujemy. Chcemy, żeby to był projekt obywatelski, bo tylko taki ma szanse trafić do pierwszego czytania. Debata w Sejmie będzie także okazją, żeby pokazać społeczeństwu, że płaci dużo więcej, niż obywatele innych krajów. Na naszej stronie internetowej chcemy też umieścić specjalny kalkulator, który będzie porównywać koszty kredytu w Polsce i w innych krajach.

PAP: Przedstawiciele NBP czy KNF przedstawiają dane, z których wynika, że mimo tych wysokich kosztów kredyty frankowe są dobrze spłacane.

A.S.: W ramach tej statystyki liczone są tylko umowy trwające w danej chwili. Nie uwzględnia się tego, że od roku 2008 zmalała liczba umów z ok. 700 tysięcy do ok. 500 tysięcy. W naszej ocenie przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy rodzin zostało pozbawionych mieszkania na podstawie niekonstytucyjnego bankowego tytułu egzekucyjnego, także po wyroku TK. A obecnie banki rozpoczynają egzekucję na podstawie nakazu zapłaty. Stąd, w naszej ocenie, to jest afera większa niż reprywatyzacyjna, bo większość z tych umów jest wypowiedziana bezprawnie. Dokument dowodzący, że banki z całą świadomością wypowiadają umowy bezprawnie pokażemy na poniedziałkowej konferencji prasowej.

PAP: Na czym polega bezprawność?

A.S.: Sposób wypowiadania umów przez banki w przypadku kredytów hipotecznych jest po prostu sprzeczny z przepisami, najczęściej po prostu kwota wskazana w wypowiedzeniu jest źle policzona. Banki mają pełną tego świadomość, ale idą na ilość i liczą, że klient nie będzie się bronił. Tezę, że umowy są źle wypowiadane, potwierdzają liczne wyroki sądowe. Klienci, którzy zaskarżają wypowiadanie umów, na ogół wygrywają. Niestety instytucje państwowe nie chcą policzyć, ile generalnie tych umów zostało wypowiedzianych. My jednak znaleźliśmy metodę jak to zrobić i chcemy to policzyć w ciągu 3-4 miesięcy.

PAP: Co będziecie robić?

A.S.: Będziemy m.in. zbierać ankiety w sprawie wyroków sadowych dotyczących umów. Poza tym postaramy się uzyskać te informacje wprost z banków, ale nie mogę powiedzieć, jaką metodą.

PAP: Jak pan generalnie ocenia przebieg spraw sądowych w sprawach frankowiczów?

A.S.: Jesteśmy w podobnym punkcie, jak w sprawie polisolokat około trzy lata temu. Wtedy też w sprawie polisolokat nie było wiadomo, w którą stronę to pójdzie, ale w pewnym momencie zrobił się automat - ponad 80 procent klientów wygrywało w sądach w kwestii polisolokat. Myślę, że w sprawie kredytów będzie podobnie, choć rozstrzygnięcia dotyczą dużo większych sum, co budzi pewien opór. Jest np. taki sędzia Sądu Najwyższego, który nie ukrywa swoich związków z sektorem bankowym, a wydaje orzeczenia głównie na rzecz banków.

PAP: Mówi pan, że problem frankowiczów to większa afera niż reprywatyzacyjna. Komisja śledcza, w sprawie której wniosek został złożony w Sejmie, ma chyba niewielkie szanse powstać...

A.S.: Znamienne, że pod tym wnioskiem nie podpisał się żaden poseł PO ani PiS. Mamy wrażenie, że jednym z powodów blokowania inicjatyw w tym zakresie może być to, że obecny premier Mateusz Morawiecki jest prezesem banku, który udzielał tych kredytów, więc sprawa by go obciążała. Myślę, że dla osób, które zostały pozbawione majątku i często zostały z długiem, słowa przysięgi "dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem", jakie premier wypowiedział, mogą brzmieć pusto.Wielokrotnie apelowaliśmy np., żeby banki wstrzymały wypowiadanie umów, po to, by klienci przez kilka miesięcy mogli się z nimi porozumieć. Niestety, nawet tak proste działania nie spotkały się z poparciem obecnej władzy. A obecny pan premier nie znalazł dotąd czasu na spotkanie z nami. Teraz taką prośbę ponowiliśmy, z okazji trzeciej rocznicy "czarnego czwartku". Ale domyślamy się, że odpowiedzi pozytywnej nie będzie.

PAP: Co się teraz powinno zdarzyć w sprawie frankowiczów?

A.S.: Tak jak powiedziałem, po pierwsze chcemy sprawdzić, ile umów w sprawie kredytów zostało wypowiedzianych i czy zgodnie z prawem. Jeżeli się okaże, że wypowiadane były bezprawnie, kredytobiorcy będą mogli ubiegać się o odszkodowanie od banków. Być może złożony także będzie pozew grupowy, albo wobec państwa, albo wobec konkretnych banków.

PAP: Co powinno się stać w kwestii projektów ustaw, przede wszystkim prezydenckiego projektu ustawy o wsparciu kredytobiorców? Ocenialiście ten projekt negatywnie, a wciąż nie został uchwalony.

A.S.: Uważamy jednak, że taki fundusz dla wszystkich kredytobiorców powinien powstać oraz by jak najwięcej osób mogło z niego skorzystać. Jednak ten projekt nie rozwiązuje kluczowego problemu. Sami zaś będziemy składać wspomniany projekt o obniżeniu kosztów wszystkich kredytów, a także o wydłużeniu terminu, po którym bank może wypowiedzieć umowę. Będziemy chcieli, żeby to był okres 6 miesięcy. Pod tym projektem będziemy zbierać podpisy, by był to projekt obywatelski. Tak, aby nie mógł trafić do zamrażarki sejmowej, tak jak wniosek o komisję śledczą.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz/PAP/RM