Mijają trzy lata od "czarnego czwartku" - frankowicze nadal bez ustawy

13.01.2018 18:50

Najważniejszym wydarzeniem 2017 roku z punktu widzenia frankowiczów było złożenie przez prezydenta projektu nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji. Projekt ten jednak wciąż nie został uchwalony, choć składając go prezydencki minister Paweł Mucha liczył na szybkie decyzje parlamentu.

Mijają trzy lata od "czarnego czwartku" - frankowicze nadal bez ustawy

fot. East News

15 stycznia mijają trzy lata od "czarnego czwartku", po którym problem posiadaczy walutowych (głównie frankowych) kredytów mieszkaniowych stał się problemem politycznym. 15 stycznia 2015 roku szwajcarski bank centralny (SNB) podjął decyzję o uwolnieniu kursu franka wobec euro, co doprowadziło do paniki na rynku i skokowego umocnienia się szwajcarskiej waluty, m.in. wobec złotego.

Zagłosuj

Czy masz kretyt w CHF?

Spowodowało to, że wielu właścicieli frankowych kredytów hipotecznych znalazło się w niezwykle trudnej sytuacji - wiele z tych kredytów miało w nowej sytuacji wskaźnik LtV przekraczający 100 proc., co oznaczało, że wartość hipoteki była niższa niż wartość kredytu. Wielu kredytobiorców miało też do spłacenia więcej niż przed laty zaciągnęli.

Bezpośrednio po 15 stycznia 2015 roku kurs franka sięgał nawet 5 zł. Rok temu, 15 stycznia 2017 roku było to ok. 4,08 zł. W ostatni piątek około południa za franka trzeba było zapłacić już tylko 3,54 zł, czyli tyle, ile bezpośrednio przed "czarnym czwartkiem".

Eksperci przyznają, że właśnie ten spadek kursu spowodował, że problem frankowiczów nie budzi już takich politycznych emocji, jak rok czy dwa lata temu.

Z tego punktu widzenia najważniejszym wydarzeniem 2017 roku było złożenie 2 sierpnia przez prezydenta w Sejmie projektu nowelizacji ustawy z 2015 roku o wsparciu kredytobiorców, znajdujących się w trudnej sytuacji, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy (czyli jedynej ustawy, dotyczącej kredytobiorców, która weszła w życie). Projekt stwarza nowe, większe możliwości uzyskania takiego wsparcia.

Prezydent zaproponował m.in. dwukrotne podniesienie minimum dochodowego umożliwiającego wnioskowanie o wsparcie. Zgodnie z jego propozycją, byłaby to sytuacja, gdy koszty kredytów przekraczają 50 proc. dochodów (dotąd było 60 proc.) - realnie to ok. 1 tys. zł na osobę w rodzinie. Ponadto zwiększona miałaby zostać wysokość możliwego comiesięcznego wsparcia z 1,5 tys. do 2 tys. złotych, wydłużony okres możliwego wsparcia z 18 do 36 miesięcy oraz wydłużony okres bezprocentowej spłaty otrzymanego z Funduszu wsparcia z 8 do 12 lat.

Możliwe byłoby także umorzenie części zobowiązań z tytułu wsparcia, szczególnie w sytuacji regularnego spłacania rat.

Projekt wprowadzał również procedurę odwoławczą w przypadku negatywnego rozpatrzenia wniosku przez bank-kredytodawcę. W takiej sytuacji byłoby możliwe odwołanie się do Rady Funduszu z prośbą o ponowną weryfikację wniosku. Jeśli wówczas rada przyzna rację kredytobiorcy, bank będzie musiał udzielić wsparcia nie z pieniędzy funduszu, tylko z własnych środków.

Projekt wprowadzał również inne narzędzie wspierania kredytobiorców, tj. możliwość otrzymania jednorazowej pożyczki na spłatę zobowiązania w przypadku sprzedaży nieruchomości. Jej wysokość może wynieść aż 72 tys. złotych, natomiast zasady spłaty będą analogiczne do tych, które obowiązują przy wsparciu w spłacaniu rat.

Pieniądze z Funduszu Wspierającego miałyby służyć wszystkim kredytobiorcom, zarówno złotowym, jak i walutowym. Z myślą o tych ostatnich projekt wprowadzał natomiast inny fundusz - Fundusz Restrukturyzacyjny.

Miałby on zostać utworzony z wpłacanych kwartalnie składek banków, uzależnionych od wielkości ich własnych portfeli kredytów denominowanych i indeksowanych (maksymalnie 0,5 proc. wartości bilansowej portfela kredytów). Banki, które zdecydowałyby się restrukturyzować, czyli "odwalutowywać" kredyty odnoszone do walut obcych, będą mogły liczyć na zwrot różnic bilansowych między wartością kredytów przed i po restrukturyzacji.

Krótko po złożeniu projektu w Sejmie wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha mówił, że Kancelarii zależy, by ustawa o wsparciu kredytobiorców była uchwalona tak szybko, jak to jest możliwe. "Liczę więc na to, że w pracach parlamentarnych projekt ten będzie sprawnie prowadzony" - zaznaczył.

W połowie października ub. roku odbyło się pierwsze czytanie projektu. Trafił on do tej samej podkomisji, w której od jesieni 2016 roku są trzy inne projekty dotyczące frankowiczów.

To m.in. poprzedni projekt prezydencki, zakładający zwrot frankowiczom części spreadów, projekt klubu PO oraz projekt klubu Kukiz'15, jedyny popierany przez frankowiczów.

Projekt prezydencki przewiduje, że banki będą musiały zwrócić swoim klientom różnicę między dopuszczalnym spreadem a tym, który w rzeczywistości pobrały. Ustawa ma obejmować umowy kredytu zawarte od 1 lipca 2000 r. do wejścia w życie "ustawy antyspreadowej" (26 sierpnia 2011 r.). Dotyczyć ma konsumentów, a także tych osób prowadzących działalność gospodarczą, które nie dokonywały odpisów podatkowych w związku z kredytami.

Projekt PO zakłada, że kredytobiorca mógłby ubiegać się w swoim banku o przewalutowanie posiadanego kredytu hipotecznego w walucie obcej, czyli m.in. we frankach. Przewalutowanie miałoby następować po kursie z dnia sporządzenia umowy restrukturyzacyjnej i polegać na wyliczeniu różnicy między wartością kredytu po przewalutowaniu, a kwotą zadłużenia, jaką posiadałby w tym momencie kredytobiorca, gdyby w przeszłości zawarł z bankiem umowę o kredyt w polskich złotych. Bank miałby umarzać część tej kwoty. Jeżeli natomiast różnica byłaby wartością ujemną, to nie podlegałaby umorzeniu, ale stanowiła zobowiązanie kredytobiorcy w całości.

Z kolei złożony przez klub Kukiz'15 projekt ustawy stanowi, że kredyty w złotych i kredyty denominowane w obcych walutach zostaną zrównane, co ma oznaczać potraktowanie kredytów frankowych tak, jakby od początku były kredytami w złotych.

W lutym, na wniosek podkomisji, KNF przedstawiła koszty tych trzech projektów. Koszt projektu PO obliczyła na 11,1 mld zł, projektu Kukiz'15 na 52,8 mld zł. Projekt prezydencki miałby kosztować 9,1 mld zł.

Poprzedni szef sejmowej komisji finansów Jacek Sasin (PiS) mówił w październiku PAP, że Sejm w pierwszej kolejności powinien uchwalić prezydencki projekt o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji, bo "to jest to, na co dzisiaj możemy sobie jako państwo pozwolić i na co mogą sobie pozwolić banki".

Z kolei z uchwalaniem poprzedniego projektu prezydenckiego, o zwrocie frankowiczom części spreadów, należy poczekać - w tej chwili nie mają też szans na uchwalenie dwa projekty poselskie, choć nie należy z nich całkowicie rezygnować.

W ciągu 2017 roku dwukrotnie swoje rekomendacje nadzorcze, dotyczące przewalutowywania kredytów mieszkaniowych, określił też Komitet Stabilności Finansowej. KSF uznał jednocześnie, że ustawowe przewalutowanie tych kredytów byłoby niewskazane.

Jednak, jak przyznał kilka dni temu przewodniczący KNF Marek Chrzanowski, mimo niskiego kursu franka są obecnie niewielkie szanse, by banki masowo porozumiewały się z kredytobiorcami walutowymi w sprawie przewalutowania ich kredytów.

Jego zdaniem, dopóki nie zakończą się prace nad znajdującym się w Sejmie prezydenckim projektem ustawy, dotyczącym kredytobiorców walutowych, "szansa, że banki będą w sposób masowy dogadywały się z klientami i konwertowały te kredyty jest znikoma".

Dodatkowo w końcu października w Sejmie został złożony wniosek o powołanie komisji śledczej, która zajęłaby się problemem kredytów frankowych. We wniosku, podpisanym przez posłów Kukiz'15, PSL i niezrzeszonych, jego autorzy proponują, by komisja śledcza m.in. "ustaliła powody niemocy naszego państwa" w sprawach kredytów frankowych, a także odpowiedziała na pytanie, "dlaczego umowy niezgodne z prawem są cały czas wykonywane". Komisja miałaby także wyjaśnić, "dlaczego zawiodły instytucje państwa, zajmujące się nadzorem rynków finansowych".

Cały czas sprawy frankowiczów rozstrzygane są też przez sądy. Jak podała niedawno zajmująca się tym problemem radca prawny Barbara Garlacz "miniony 2017 był rokiem, w którym znacznie więcej osób zdecydowało się na rozpoczęcie spraw sądowych niż w 2016 roku, a jednocześnie rok, w którym w I instancji skończyły się pierwsze sprawy frankowiczów".

W orzeczeniach korzystnych dla frankowiczów, jak dodała, sądy uznawały np., że przy kredycie denominowanym we frankach strony od początku powinny rozliczać się w tej walucie, zatem skoro klient spłacał kredyt w złotych, należy mu się zwrot tych kwot. Sądy, według niej, orzekały także, że w tego typu umowach nie określono głównego świadczenia stron, a więc są one nieważne albo że tego typu umowy są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego i przez to nieważne, gdyż klient został wprowadzony w błąd co do rzeczywistych kosztów kredytu.

Sądy stwierdzały także, informowała Garlacz, że - pomimo określenia głównego świadczenia stron umowy - umowa po wykreśleniu klauzuli indeksacyjnej powinna być oceniana w świetle ogólnych zasad prawa cywilnego, a ponieważ w takiej kadłubowej postaci jest sprzeczna z zamierzonym celem i wolą stron oraz naturą umowy kredytu, którą strony zamierzały zawrzeć, to należy ją uznać za nieważną.

Piotr Śmiłowicz/PAP/RM